Sejm od kuchni
Polityczna statystyka 2010-08-26 20:53
 Oceń wpis
   
Rok pracy – 18 rozmówców: sześciu ekspertów, 10 polityków oraz dziennikarz i filozof na podsumowanie. I zagadka: nazwisko którego polityka było najczęściej wymieniane w ciągu ostatniego roku?
 
Ale zanim zdradzę rozwiązanie przez chwilę się pochwalę. Wydawnictwo Prószyński postawiło trudne zadanie. Kiedy pojawił się już w księgarniach wywiad rzeka „Zbigniew Religa. Człowiek z sercem w dłoni” szef redakcji literatury polskiej zaproponował : „a może napiszesz coś o polityce?” I tak powstały „Polaków rozmowy o polityce”.  W książce 6 ekspertów mówi o polityce i jak się zmienia, a 10 polityków zdradza kuchnię polityki :)
Wszystkie rozmowy (poza wywiadem z profesorem Zbigniewem Mikołejko) powstały między kwietniem 2009 – a kwietniem 2010. ( pewne rzeczy okazały się prorocze - np. z Jarosławem Kaczyńskim rozmawialiśmy o prezydenturze i jego politycznych ambicjach – nie wiedząc, że za kilka miesięcy będzie musiał wziąć udział w prezydenckim wyścigu)
 
W sezonie ogórkowym wszyscy żyją rankingami i statystykami. Więc dołożę coś od siebie. Właśnie skończyłem indeks osób i sam się trochę zdziwiłem. Czyje nazwisko padało najczęściej? Donald Tusk – 39 razy. Na drugim miejscu jest. Kaczyński. No właśnie i to mnie zdziwiło najbardziej: bo Jarosław Kaczyński – 28. Na trzecim miejscu jest Janusz Palikot (23). Ostatnia rozmowa przeprowadzona „podbiła” liczbę odniesień do Lecha Kaczyńskiego 19 (gdyby nie liczyć ostatniego rozdziału byłoby tylko - 10. I prezydent ulokowałby się nie tylko za Lechem Wałęsą (14) ale także (i tu kolejne zdziwienie, bo postać praktycznie zniknęła ze sceny politycznej) Janem Rokitą (11).
 
W gronie często przywoływanych polityków jest jeszcze  Kazimierz Marcinkiewicz (9) Jerzy Buzek (7), Bronisław Komorowski (6) – (wtedy nikt nie sądził, że mówi o przyszłym prezydencie) oraz Tadeusz Mazowiecki (6)
Komentarza będzie krótki: scena polityczna jest nieobliczalna i nieprzewidywalna.

A tak wygląda okładka i pełna lista rozmówców:

 
Wybory od kuchni... 2010-05-26 21:29
 Oceń wpis
   

Ile można odpowiadać na 11 w miarę prostych pytań? Pięciu kandydatom na prezydenta wręczyłem dość prostą ankietę dotycząca ich spojrzenia na problemy służby zdrowia. Rekordzista odpowiadał prawie dwa i pół tygodnia...

Spróbowałem sprawdzić czy kandydaci mają cokolwiek do powiedzenia.  Pytania były różne od: „Czy jako prezydent podpisałby pan ustawę o obligatoryjnej komercjalizacji szpitali, by działały one jak spółki kapitałowe?” albo „Czy jako prezydent podpisałby pan ustawę o współpłaceniu za świadczenia zdrowotne, pozwalającym pacjentowi za dodatkową opłatą „przeskoczyć” kolejkę oczekujących?” po rzeczy na granicy problemów służby zdrowia i kwestii światopoglądowych „Czy jako prezydent podpisałby ustawę o zapłodnieniu in vitro umożliwiającą finansowanie tego zabiegu ze środków publicznych?”

Odpowiedzi powinny powstać w kilka chwil. No właśnie powinny...

Ankietę dostali (w kolejności alfabetycznej) Grzegorz Napieralski, Jarosław Kaczyński, Bronisław Komorowski, Andrzej Olechowski oraz Waldemar Pawlak.

I cóż się okazało? Pierwszy był: Grzegorz Napieralski – odpowiedzenie zajęło mu to tylko jeden dzień roboczy (plus dwa dni weekendu). Na drugim miejscu był Waldemar Pawlak (pół dnia dłużej niż Napieralski, za to jego sztab zadzwonił z pytaniem czy ankieta doszła)

Z Bronisławem Komorowskim walczyłem jedyne dwa tygodnie. W końcu po serii gróźb i próśb ankieta do mnie wróciła. Ostatni był Jarosław Kaczyński, ankietę wypełniał trzy dni dłużej niż Komorowski.

Andrzej Olechowski nie odesłał odpowiedzi. I przestałem nawet na to już liczyć. Tak antypatycznych pracowników sztabu jak u niego w biurze prasowym jeszcze nie spotkałem. Nie ma to jak PR ;)

Co do odpowiedzi. To trochę mnie zaskoczyły. Ale o merytorycznej stronie ankiety prezydenckiej napisze więcej po ukazaniu się numeru :)

 

 
Kiedy reporter płacze… 2010-04-13 15:40
 Oceń wpis
   

Zawsze miałem nas dziennikarzy za twardzieli z emocjami na wodzy, nerwami jak postronki. Może nawet trochę za cyników. Dziś galerię prasową wypełniał szloch. Płakali mężczyźni. Płakały panie.

 
Tak przeraźliwej ciszy w Sejmie nigdy nie było. Gwarny i radosny zazwyczaj „okrągły stolik” praktycznie milczał. Cisza. Co jakiś czas ktoś padał w ramiona drugiej osoby.
 
„To nie możliwe.” „Wciąż nie wierzę” „Przecież jeszcze kilka dni temu tu rozmawialiśmy z Nimi” – krótkie zdanie wspomnień wypowiadane przyciszonym głosem - przerwały na chwilę bozmawialiśmy. Ktoś czasem wyciagnął chusteczkę...
 
Kiedy nieśliśmy nasz wieniec od dziennikarzy operatorów, dziękowców - pracujących w Sejmie pod zdjęcia upamiętniające nieżyjących posłów szliśmy ramie w ramie - osoby na co dzień konkurujące o newsa. Szliśmy w ciszy, a nasze dusze wyły. Wyrwano nam kawałki nas samych. Przecież Ich widywaliśmy częściej niż naszych przyjaciół czy nawet rodziny. Nie zawsze się zgadzaliśmy w sprawach politycznych, ale lubiliśmy się tak zwyczajnie po ludzku. Tak, istniały między nami przyjaźnie.
Kiedy na sali plenarnej trwały uroczystości jedynym dźwiękiem przerywającym tę okrutna cisze był płacz. Płakaliśmy my ludzie na co dzień twardzi. Ludzie, którzy niejedno wiedzieli.
A później kondolencje składane posłom na schodach, kiedy uroczystość się skończyła.
Tak jesteśmy jedną wielką polityczną „rodziną” - nie tylko dziś, ale też na co dzień.
 
A za oknem lunął deszcz...
 
Lista nieobecnych 2010-04-11 00:34
 Oceń wpis
   

„Czym jest dla pani polityka?” – to ostatnie pytanie jakie zadałem Izabeli Jarudze Nowackiej. W czwartek skończyliśmy autoryzować wywiad do większej publikacji.

 
„Chciałam żyć w kraju sprawiedliwym, gdzie szanuje się prawa człowieka, których integralną częścią są prawa. Dlatego zdecydowałam się na działalność polityczną gdy Polska stała się krajem demokratycznym.  Podjęłam wyzwanie. Bo to było wyzwanie w kontekście mojej wcześniejszej pracy w zaciszu biblioteki.”
 
Udało się jej zrobić bardzo dużo. Czasami podśmiewałem się, że parytetów żądała nawet w komisjach zajmujących się NGO’sami. Ale ona naprawdę starała się zaktywizować kobiety do uczestniczenia w najważniejszych decyzjach. I chwała jej za to.
Żałuję, że nie zobaczę jej uśmiechu na korytarzach sejmu. To była niesamowicie empatyczna osoba. Potrafiła podejść do dziennikarza i zapytać co się stało kiedy widziała że ktoś jest w kiepskim nastroju. Albo ucieszyć się z czyjegoś szczęścia.
 
Z Lechem Kaczyńskim rozmawiałem ostatni raz nieco ponad rok temu. To była najbardziej szalona rozmowa w moim zyciu. Kończyłem książkę o profesorze Relidze. Chciałem żeby pojwiła się w niej wypowiedź Prezydenta. Oddzwonił koło 18. Wybiegłem z EMPiKu  do pobliskiej kawiarni. Ludzie dziwnie się patrzyli kiedy przekrzykując kawiarniany gwar wołałem do telefonu "Panie Prezydencie..."
Kiedy skończyliśmy służbową rozmowę Prezydent zdzwił mnie. Zaczął żartować, że wbrew temu co mówią o nim m.in. dziennikarze - ma świetną pamieć.  Na dowód przytoczył... datę urodzin mojego Taty. Znali się bo mieszkali w sąsiednich kamienicach przy pl. Inwalidów. Prezydent miał lepszą pamięc niż ja - datę urodzin Taty musiałem sobie zapisywac w kalendarzu. 
Lech Kaczyński był uroczym, dowcipnym i ciepłym człowiekiem.
 
Nie usłyszę już pytania od Przemysława Gosiewskiego: „co słychać panie redaktorze?”. Nie będzie już nieoficjalnych rozmów przy stole podczas „wigilii” czy „jajeczka”.
 
Nie zobaczę zamyślonego Zbigniewa Wassermana. Nie porozmawiamy o Krakowie, który obaj uwielbialiśmy.
 
Kiedy znowu pójdę na koncert Jaromira Nohavicy będę żałował, że Aleksandra Natalli Świat tego nie usłyszy. Informowaliśmy się o terminach występów artysty. Potem komentowaliśmy kolejne występy.
 
Jerzy Szmajdziński nie przysiądzie się już do nas do stolika dziennikarskiego. Nie opowie więcej  żadnej anegdoty. Nie uśmiechnie się ciepło, tak jak tylko on potrafił.
 
Odeszli też Ci nieznani opinii publicznej. Kasia z biura prasowego pałacu prezydenckiego miała córeczkę trochę starszą niż mój synek. Była tak zachwycona macierzyństwem. Jej Dziecko nie będzie nawet pamiętało jak wyglądała Mama.
 
Ironia losu jest niesamowita. Stanisław Żelichowski ustąpił miejsca w samolocie partyjnemu koledze Wiesławowi Wodzie.
Podobno mieli lecieć też Schetyna i Pawlak, ale oddali miejsca przedstawicielom Rodzin Katyńskich.
 
Za kilka dni spróbuje przejrzeć spis telefonów w komórce. Nie wiem czy dam radę skasować te numery, których właściciele już nigdy nie odbiorą.
 
 Oceń wpis
   
Młody, zdolny, dynamiczny i potrafiący korzystać z biegu wstecznego oraz paszportu dyplomatycznego – to cały Sławomir Nitras. Platformie gratulujemy takiego wjazdu do Europy.
Trzeba jednak przyznać, że tradycje naszej jazdy politycznej mamy długie, dlatego warto zrobić choć skrócony poczet parlamentarnych easy riderów:

Alfred Owoc (SLD), który jak twierdził "nie pił", a tylko śmierdział „płynem do spryskiwaczy” bo ten rozlał mu się w samochodzie. (kilka lat później poseł najpierw wyrwał siedzenie w samolocie, a potem postanowił ekspresowo przelecieć w dół po schodach i dokładnie przyjże się płycie lotniska).

Porucznik Borewicz znany także z roli posła jako Bronisław Cieślak (SLD) - zasuwał w wigilię  drogą jednokierunkową pod prąd i nie miał ochoty dmuchać w balonik. (ach te próby  tłumaczenia – „panie redaktorze ja naprawdę za bardzo lubię te święta żeby się napić”)
 
Marek Łatas (PiS) – poseł, który nawet nie wie jak smakuje alkohol. Jak przekonywał policjantów z drogówki - zjadł kilka jabłek, które natychmiast sfermentowały i dlatego alkomat wykazuje 0,7 promila.
 
Iwona Śledzińska-Katarasińska- zderzyła się z furgonetką, któej wcześniej zajechała drogę. W wydychanym powietru miał 0.25 promila. Według policji posłanka próbowała uciec z miejca  zdarzenia, sąd uwierzył jednak sprawczyni wypadku, któa twierdziła,, że chciała tylko odjechać kawałek dalej po stłuczce, żeby zatrzymać się w bezpiecznym miejscu.

Jacek Kurski - tak się śpieszył z Gdańska do Warszawy na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim, że policja musiała specjalnie dla niego ustawiać blokadę na drodzę. Wczesniej zignorował próbujący dogonić go radiowóz na sygnale.

Ryszard Kaczyński (PiS) zasłynął w Sejmie tylko dlatego, że wjechał po pijaku w płot.

Leszek Sułek (Samoobrona) – poseł z duszą rajdowca i bezkompromisowy przeciwnik ograniczeń w swobodzie obywatelskiej. Nie straszna mu podwójną ciągłą linia (kierowca jadący jak pan Bóg przykazał musiał salwować się ucieczką na pobocze), wielbiciel wyprzedzania na przejściu dla pieszych. W swój rajd wyruszył nie zapinając pasłów. A gdy już go zatrzymano policjanci usłyszeli „Powinniście się leczyć, nie jesteście w pełni świadomi, co czynicie i z kim macie do czynienia. Powinienem postrącać wam te czapki z głów. Teraz wam pokażę, barany, będziecie się tłumaczyć z tego, najpierw wy, a później wasz przełożony". Po czym wsiadł i ruszył przed siebie.

Waldemar Borczyk(Samoobrona) – poseł był tak zmęczony, że musiał się zatrzymać. Kiedy tak sobie usiłował stać koło samochodu zainteresowali się nim policjanci z drogówki.
Poseł ponoć wydzielał zapach alkoholu niczym niezła gorzelnia, jednak nie chciał dmuchać w balonik. Najpierw zasłonił się immunitetem, a potem zamachnął się na policjanta. Spoliczkował jednego z funkcjonariuszy, solidarnie obu obrzucił wyzwiskami, groził im wyrzuceniem z posad. A potem chwiejnym krokiem usiłował uciec w krzaki (jak mówią złe języki – zamiar utrudnił mu rów.)
 
Renata Szynalska (SLD) – posłanka tuż przed końcem kadencji [wiadomo, było że lewica przegra z kretesem] wracała z podwarszawskiej miejscowości do stolicy (nazwy miejscowości nie zdradzę, ale mogę powiedzieć, że padł tam rekord frekwencji ;)
Posłanka była tak zamyślona/zamroczona – ze wpadła na pieszego przechodzącego przez pasy. Zrobione cztery godziny później badanie alkomatem wykazało 0,16 i 0,19 promila. Według biegłych w momencie wypadku posłanka mogła mieć około promila alkoholu we krwi.

Aleksandra Jakubowska(SLD)– ta Podkowa Leśna jest strasznie pechowa jednak ;) Posłanka SLD jadąc po swoim miasteczku potrąciła 64-letniego rowerzystę. Po dmuchnięciu w balonik okazało się, że miała około promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Kierujący rowerem, jak niesie wieść gminna, też jechał na podwójnym gazie. Zresztą to on spowodował wjeżdżając na skrzyżowanie, wprost pod audi A3 posłanki.

Leszek Zieliński(BBWR) tak się zdenerwował, ze został zatrzymany za jadę na podwójnym gazie, ze zaczał dusić policjanta.

Henryk Czarnecki (senator - Porozumienie Ludowe) najpierw przewiózł (a właściwie pociągnął za samochodem) policjanta. Po czym wystąpił w Senacie i oświadczył zdziwionym kolegom: "kto pije i płaci, honoru nie traci".

Grzegorz Gruszka (SdPl)– autor pseudonaukowego eksperymentu z cyklu „jak pić żeby się nie upić”. Mało skutecznie przekonywał wysoki sąd, że alkohol tylko bierze do ust, a później dyskretnie wypluwa go do szklanki. Nawet przedstawił świadków, którzy potwierdzali tę opowieść.
Trudniej było mu jednak wytłumaczyć dlaczego prowadził samochód mając 0,5 promila we krwi. A potem usiłował pobić policjantów, którzy go zatrzymali po pościgu.

Janusz Wójcik(Samoobrona) – ach kto nie pamięta czołówki filmu „Nie lubię poniedziałku”. Ze sposobu tam pokazanego skorzystał poseł Samoobrony – patrol Straży Miejskiej przyłapał Wójcika jak jechał po torowisku tramwajowym. Poseł najpierw odmówił badania alkomatem; zgodził się dopiero po trzech godzinach zgodził się na to. Za pierwszym razem wydmuchał 1,48 promila alkoholu, za drugim już tylko - 1,30 promila.

Do tego panteonu jeźdźców bez głowy dołączył teraz On. Mistrz intelektu - cudowne dziecię Platformy z polski zachodniej. Nie straszna mu żadna autostrada. Tak, tylko Sławomir Nitras (no może także jeszcze Chuck Norris), potrafi wrzucić bieg wsteczny i tak pędzić do tyłu drogą szybkiego ruchu. A potem zamiast potulnie płacić mandat, machnąć policjantom paszportem dyplomatycznym.
I tak proszę państwa wjechaliśmy do Europy – autostradą na wstecznym biegu. Wstyd i żenada. Platformie gratulujemy nowego towaru eksportowego.
 
 Oceń wpis
   

Kochajmy naszych prawicowców, bo tak szybko się kompromitują. Tragikomedia pt. „benefis Pani Anny Walentynowicz” – dobiega końca, jednak sprawa będzie jeszcze długo budziła nie tylko uśmiech, ale również poczucie niesmaku. Dla tych którzy nie śledzą tak dokładnie okolic prawej ściany naszego internetowego zaścianka krótkie streszczenie.

Miało być tak pięknie: wielki jubel kreowanego przez prawicowców „AntyBolka”, a przy okazji wylansowanie się prawicowego stołka (bo na kanapę to jest trochę za małe, zresztą zdążyło się już podzieliło na nowe inicjatywy) pod nazwą Blogmedia24
(Swoja droga czy ktoś się zastanawiał  dlaczego nie 28 lub 32? – tak harują żeby się skompromitować, że należy im się większa liczba niż marne 24 ;)
Wracając do tematu. O imprezce robionej przez Elżbietę Szmidt „prezes Zarządu Stowarzyszenia Blogmedia24.pl” oraz tajemniczą oglądającą „świat znad kuchni” Małgorzatę Puternicką – panie co rusz informowały gdzie się dało. Od Salonu24 a na kancelarii premiera kończąc  (swoją drogą dlaczego nie zwróciły się do kancelarii prezydenta?) - zapomniały tylko poważnie porozmawiać z główną zainteresowaną. A tak jak się dowiedziała, co wyczyniają nowe "przyjaciółki" - piszące o niej tak poufale na swoich blogaskach per „pani Ania” - walnęła pięścią w stół: „Inicjatywa ta nie otrzymała nigdy w żadnej formie mojej aprobaty (...) Jestem głęboko oburzona faktem, że pomimo mojego wyraźnego sprzeciwu panie Schmidt i Puternicka podejmują dalsze działania w celu zorganizowania tego benefisu i kontaktują się z przedstawicielami władz na szczeblu lokalnym oraz ogólnopolskim, a także, że prowadzą zbiórkę pieniędzy wśród czytelników blogów. (...) Chcę podkreślić, że moje dotychczasowe kontakty z obiema paniami nie upoważniają ich w żaden sposób do zaliczania się do kręgu moich przyjaciół czy nawet znajomych.
I powiało grozą. Zdemaskowana Maryla nagle zamilkła. (Hop, hop Marylu gdzie jesteś? Podła „bolszewia” nie daj Boże cie załatwiła?!) Oświadczenie w imieniu Blogmedia24 zamieścił Franciszek Gajek wiceprezes Blogmedia, który napisał, że stowarzyszenie „ograniczyło się jedynie  do wejścia do Komitetu organizacyjnego uroczystości” i poza tym nie ma nic wspólnego z impreza. (Szkoda, że pani prezes Szmidt tak uparcie milczy ;)
Skromna ta prawica - wyjątkowo. To "nic" to konto na które zbierano kasę na jubel ;) No i list z prośba o dotacjęod  wysłany przez Blogmedia24 do KPRM.  A także fakt, że szefowa stowarzyszenia Elżbieta Szmidt vel Maryla była jedną z dwóch współorganizatorek imprezy. (dane upubliczniła Anna Walentynowicz – więc nie widzę powodu żeby dalej udawać, że Maryla jest anonimowa)
Afera wybuchła, a na prawicy zaczęło się nerwowe poszukiwania winnych. I znaleziono ich to oczywiście "Kuroń z Michnikiem" czyli te wredne media i jeszcze gorsi dziennikarze.
Czy nikt z Was nie zauważył,jak koronkowo rozgrywana jest ta akcja im bliżej benefisu ? Najpierw wypuszczono balonik Rzepy, potem DerDz, teraz  "życzliwe" otoczenie Pani Ani szepcze do ucha aby wydała oświadczenie. Ale tu też powstaje pytanie; czy PAP przyszedł z "ofertą" i "argumentami" do Pani Ani ,czy też Pani Ania poszła sama do PAPu ? Dalszy scenariusz prosty...zniechęcić organizatorów, atakować ze wszystkich stron a potem wylezie sam myndrzec ze swoimi myślami ! Gra operacyjna WSIoków w toku. Niszczenie prawdziwej historii "Solidarności" trwa” – ogłosił niejaki Natenczas (proszę się nie załamywać, niektóre problemy da się pewnie jeszcze wyleczyć). Wytłumaczenie szybko podłapała współorganizatorka Małgorzata Puternicka, która oświadczyła: „Niestety ,do Pani Anny Walentynowicz , w ostatnich dniach ,było wiele telefonów, od różnych dziennikarzy, które wykrzywiły ideę działania Komitetu. Szkoda” I szybko dodała, żeby teza była jeszcze poważniejsza:  „Trwa wojna o net, ale i o Anie Walentynowicz. ot co
Psycholog czytający to, uśmiecha się pod nosem. Wyjaśnienie stare jak świat. Powstał dysonans i zredukowano go najprymitywniejszą metoda: „ my nie mogliśmy się mylić, wiec nie udało nam się z powodu sprzysiężenia przeciwko nam.”
Patrząc na to co robią nasze „prawicowe pokraki”, wylansowane w S24 przez Igora Janke, który zostało potem oskarżony o lewicowe odchylenia - zaczynam tęsknić za czasami „konwentu św. Katarzyny”. Wtedy ta nasza prawica była taka poukładana i zgodna ;)
Przypomnę pokrótce historię organizatorów niedoszłego „benefisu”. Prawdziwi prawacy po uznaniu, że Salon jest dla nich zbyt mało prawicowy założyli sobie jeden jeszcze bardziej prawicowy portalik (czy pamieta ktoś jeszcze taka inicjatywe jak blog.media.pl? ;). Potem się pokłócili. Założyli kolejne dwa portaliki. A potem Z Blogmedia24 wypączkowało się jeszcze trochę nowych – a jakże - jeszcze bardziej prawicowych portali tworzonych przez jeszcze większych patriotów. Jak zauważył pewien złośliwie ostatnio ujawnił się „prawicowy koniec Internetu” czyli blog „nieodżałowanego Kambei Shimady” czyli Pawła Paliwody. Ponoć „dalej na prawo zanika już umiejętność pisania i pozostaje jedynie miarowe uderzanie głową w ścianę.”

PS W skomentowaniu całej sytuacji ubiegł mnie niestety na swoim blogu Wojciech Orliński

 
 Oceń wpis
   

Spóźniony zaledwie godzinę Lech Kaczyński wpadł do Sejmu. Szybko rzucił okiem na wystawę w korytarzu i wyszedł z budynku, może dlatego żeby przypadkiem nie spotkać Lecha Wałęsy.
 
Zastanawiam się czemu miała służyć ta demonstracja? Lech Kaczyński spóźnił się dokładnie godzinę na uroczyste posiedzenie Zgromadzenia Narodowego. Do Sejmu wpadł tylko na dosłownie minutę. Tyle czasu zabrało mu rzucenie okiem na wystawę w okolicach Sali Kolumnowej. Potem, cytując klasyka, nie mówiąc „ani be ani me ani kukuryku” wyszedł z Sejmu. Nawet nie zajrzał na salę plenarną gdzie siedzieli liczni goście.
Cóż pewnie przechodził przypadkiem obok, z tragarzami i postanowił wpaść. A przy okazji po raz kolejny zademonstrował wszystkim swoją klasę.
 
 

 
 Oceń wpis
   
  • Antoni Macierewicz naciągnął podatników na 25 tys (plus pewnie niemałe koszty procesu). Zapadł prawomocny wyrok w sprawie umieszczenia niewinnej osoby w tzw. raporcie Macierewicza.

    W raporcie z weryfikacji WSI Antoni Macierewicz twierdził, że Jan Sieńko - były wiceszef sejmowej komisji ds. służb specjalnych - był "współorganizatorem" zakupu przez rosyjską spółkę i radzieckiego agenta 6 tysięcy polskich cystern kolejowych, które miały trafić do Afganistanu, za co Sieńko miał dostać 5 proc. prowizji wartości kontraktu.

    Tylko kretyn mógł w coś takie uwierzyć, bo nawet pobieżna znajomość historii pozwala stwierdzić, że jest oczywistą oczywistością, że zarzut jest wyssany z palca. Afganistan dysponuje bowiem siecią kolejową liczącą całe 10 km. I biegną z Kabulu do podmiejskiego Dar-ul-Amanu. Ich ułożenie spowodowało wojnę domową i wygnanie reformatora z kraju. Potem eksperymentów z wprowadzeniem kolei zaprzestano. Wszystko to stało się niemal 100 lat temu.

    Notabene pomysłodawca tej linii król Mohammed Zahir Szah kupił lokomotywy na te trasę właśnie w Polsce. Tyle, że planował iż będzie trochę dłuższa niż jest do dziś...

    Obawiam się, że wkrótce zapadną kolejne wyroki. I znowu zapłacimy za głupoty wypisane w raporcie Macierewicza. Cóż obsesja kosztuje, jednak oplucie niewinnego człowieka w raporcie bezcenne, a za resztę zapłaci podatnik.

 
Pomylili adresy? 2009-05-08 18:24
 Oceń wpis
   
  • Przyglądam się akcji związkowców z Sierpnia80. Panowie najwyraźniej pomylili adresy biur poselskich. Dziwię się, że dotąd nie odwiedzili biura poselskiego Wojciecha Jasińskiego.

    Nigdy nie zrozumiem związkowców. Liderzy żyją za moje ciężko zarobione pieniądze. Jak wgląda praca pewnie już dawno zapomnieli. O absurdalności ich postulatów nie chce nawet pisać. Swoją drogą dlaczego siedzieli cicho kiedy poprzedni rząd nie zgodził się na Europejską Kartę Praw Podstawowych.

    Okupację zacząłbym na ich miejscu od biura poselskiego ex ministra skarbu. To idotyczne decyzje Wojciecha Jasińskiego – który był ostrzegany przez wszystkich że wparcie stoczni będzie uznane przez KE za niedozwoloną pomoc publiczną – ale zdecydował się dotować stocznie. O tym samym chyba zapomnieli spin doktorzy PiS przygotowując słynną reklamówkę zakwestionowaną przez sąd.

     
     

    21 postulatów Wolnego Związku Zawodowego Sierpień '80 (nie zdzierżyłem i dopisałem komentarze ;)

     

    1.Polska obywateli, nie elit!

    A czy elity to nie są obywatele?


    2. Europejska płaca minimalna!

    Równamy do Bułgarii czy Rumunii? ;)


    3. Natychmiastowy program ratowania polskiego przemysłu stoczniowego, zbrojeniowego, wydobywczego, energetycznego i kolei!
    A dla czego to trzeba ratować? Nie lepiej wpuścić zagranicznej konkurencji? Wolałbym kolej czystą i punktualną, a nie PKP.

     

    4. Rządowy program wsparcia polskiego rolnictwa, rybołówstwa i przetwórstwa!

    Jak wyżej? Wolę tańsze i lesze jedzenie niż dotowane przez rząd jednocentymetrowe banany hodowane pod Radomiem przez polskiego rolnika.


    5. Emerytury i renty wolne od podatku dochodowego!

    W ogóle najlepiej zlikwidować podatki za to podnieść pensje w budżetówce.


    6. Wzrost wynagrodzeń w służbie zdrowia!
    Tylko w służbie zdrowia? Dlaczego tylko w służbie zdrowia? Bez kozery powiem wzrost wynagrodzenia dla wszystkich – nawet bezrobotnych

     

    7. Stop prywatyzacji szpitali. Bezpłatna, powszechnie dostępna opieka medyczna. 
    O ile pamiętam opieka medyczna jest wciąż bezpłatna, a szpitale nie są prywatyzowane. Między komercjalizacją a prywatyzacją jest spora różnica.

     

    8. Zachowanie Państwowego Ratownictwa Medycznego!
    A kto chce to likwidować?

     
    9. Zakaz eksmisji na bruk!

    Mieszkanie jest takim samem towarem jak samochód. Dlaczego od razu nie postulować samochodu dla każdego za darmo?

    A poważnie dlaczego nie mogę czy jako właściciel czy jako burmistrz wywalić kogoś jak nie płaci za mieszkanie?

    10. Przywrócić prawo do wcześniejszych emerytur!

    Proponuję dodać żeby jeszcze obniżyć podatki. Szybciej ogłosimy bankructwo państwa.

     
    11. Tani transport publiczny!
    To znaczy rower dla każdego?
     

    12. Dochód gwarantujący minimum godnej egzystencji!

    A co to jest godna egzystencja? Sucha kajzerka raz dziennie czy szampan z kawiorem raz w miesiącu?


    13. Kodeks pracy równy dla całej Europy

    Najlepiej niech rząd kupi pomysły z jakiegoś liberalniejszego kraju od nas ;)


    14. Kara więzienia dla niepłacących za pracę!

    Proponuję również kary więzienia dla bumelujących i uchylających się od pracy.


    15. Więzienie dla oszustów wymuszających samozatrudnienie!

    A czy trzeba u kogoś takiego pracować? Jest taki obowiązek?


    16. Bezpłatny Internet dla wszystkich!

    I dwa kanały porno w TV satelitarnej gratis dla każdego.


    17. Zniesienie obowiązku odrabiania chorobowego i dni oddawania krwi, przy przechodzeniu na emeryturę!
    Pewnie tylko przez skromność związkowcy zapomnieli dodać, że ten przepis dotyczy osób przechodzących na wcześniejsze emerytury. Ale przecież to całkiem fajny pomysł najpierw się opierdalać i bumelować, a potem pójść na wcześniejszą emeryturę.

     
    18. Podwyżki płac dla nauczycieli i pielęgniarek!

    A Dlaczego nie dla spawaczy i hutników? O dziennikarzach przez skromność nie wspomnę ;) A swoją droga połowa tego postulatu była już w punkcie 6


    19. Przyjęcie Europejskiej Karty Praw Podstawowych!

    Trzeba było protestować jak uwalił ten pomysł PiS


    20. Rozpoczęcie przez rząd natychmiastowych rozmów z Komisją Europejską w sprawie zniesienia regulacji dyskryminujących polskie pielęgniarki i położne w zakresie wykształcenia!

    A może warto zamiast szkół średnich kończyć także kursy uniwersyteckie dla pielęgniarek?


    21. Jawny dialog pomiędzy społeczeństwem i władzą, przy pełnej reprezentacji stron!

    Konia z rzędem temu, kto powie o co chodzi?
     

    Patrzę na ten popis głupoty i populizmu i widzę, że najwyraźniej zapomniano o punkcie:

    22. Aby ludziom żyło się dostatnio a państwo rosło w siłę.

     
    ta> ta> ta> ta>

     

 
Dziekuję Profesorze... 2009-03-10 08:50
 Oceń wpis
   
...za to, że chciał Pan opowiedzieć o sobie. Pokazać innym jak żyć.
To była ważna, ale trudna lekcja - zwłaszcza kiedy rozmawialiśmy o tym co nieuniknione:
 
„Ludzie w Polsce wstydzą się chorób?
Tak. Proszę sobie przypomnieć, jak długo niepełnosprawni wstydzili się wyjść na ulice. Oni się jednak przełamali. Pacjenci onkologiczni wstydzą się swojej choroby chyba do dzisiaj. Uważam to za wielki błąd, nieporozumienie. Przecież np. choroby serca nikt nie wstydzi.
 
Może dlatego, że mniej ją widać.
Ale jest równie nieprzyjemna i ciężka. Raka trzeba traktować normalnie. To po prostu choroba i się z nią walczy. Tylko od charakteru zależy, jak człowiek do tego podchodzi - czy jest przerażony, czy potrafi ją zaakceptować. Ja nie jestem przerażony, jak widać.
 
To optymizm?
Nie, to nie ma nic wspólnego z optymizmem.
 
Mam swoją teorię: pan profesor jest po prostu królem życia. I takim ludziom łatwiej jest przyjmować to, co daje los.
[śmiech] Też tak uważam. Po prostu zdaje sobie sprawę z tego, że ma ludzi nieśmiertelnych. Wszyscy bez wyjątku muszą kiedyś umrzeć.
 
Panie profesorze, czym jest dla pana śmierć?
Snem. Tyle, że wiecznym.
 
Kiedy człowiek umiera?
Gdy zanika świadomość, a więc - gdy przestaje funkcjonować mózg.
 
Boi się pan śmierci?
Nie.
 
Dlaczego?
Mogę umrzeć w każdej chwili i nie stanowi to dla mnie żadnego problemu. Nie ma mnie w tej chwili na moich ukochanych wyspach Zielonego Przylądka, bo rozmawiamy tu, w Warszawie. Nie ma mnie też nad Bugiem. I gdybym umarł, po prostu nie byłoby mnie tutaj, w tym miejscu. Poza tym nic nie zmieniłoby się na świecie.
 
Świat stanie się uboższy o jednego człowieka.
Tyle, że w żaden sposób nie zmieni to świata.”
 
Z tym ostatnim zdaniem Panie Profesorze nigdy nie mogłem się zgodzić. W niedzielę na świecie zabrakło Człowieka o wielkim sercu. Człowieka, który żył po to, aby pomagać innym. Tej pustki nie uda się wypełnić. Zostały tylko wskazówki udzielone uczniom, prace Fundacji i serca, które biją dzięki Panu. To dużo, ale bez Pana tak mało.
W piątek zaniosłem Panu z drukarni gotową książkę. Usłyszałem, że Pana stan jest zły. Ale wszyscy mieliśmy nadzieję, że znowu nadejdzie poprawa. Że znowu pokona Pan chorobę. Przecież tyle razy udawało się.
Po raz pierwszy brakuje mi słów żeby wyrazić co czuję.
Żałuje, że już nie wypijemy kolejne kawy podanej przez Panią Monikę w Sejmie. Żałuję, że nie skończymy niektórych dyskusji. Żałuję, ze nie zobaczę już Pana uśmiechu kiedy spotykaliśmy się w kuluarach, po prawej stronie sali plenarnej. Brakuje Pana na świecie.
 

 

 

 

Cytat pochodzi z naszej rozmowy z Profesorem – książki: Zbigniew Religa człowiek z sercem w dłoni.
 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |


Najnowsze komentarze
 
2013-10-20 22:39
rtvagd do wpisu:
Samobójstwo medialne PiS
podoba mi sie blog
 
2013-08-16 18:25
chwilowka do wpisu:
Pobili Rokitę - czyliw oparach absurdu
Tylko niektórzy dziennikarze, brukowi.
 
2012-12-06 13:15
prawnik_ do wpisu:
Porażająca niekompetencja ministra Ziobro
Teraz mamy ministra sprawiedliwości który nie jest prawnikiem.
 



 
Dziennikarz Newsweeka
 



Kategorie Bloga
 
Ogólne
 



Moje linki


Ulubione blogi