Sejm od kuchni
Jak PiS odzyska Sejm... 2007-08-30 09:21
 Oceń wpis
   
Po zatrzymaniu Kaczmarka i Kornatowskiego PiS nie ma nawet co marzyć o spokój w Sejmie. Wtorkowe posiedzenie zamieni się w krwawą jatkę, a później będzie tyko gorzej. PiS musi odzyskać Sejm. I może to zrobić tylko w jeden sposób....

PiS ma problem. W przyszłym miesiącu marszałek Ludwik Dorn musi poddać pod głosowanie wniosek SLD o powołanie komisji śledczej w sprawie śmierci Barbary Blidy. Cztery miesiące później będzie musiał wyjąć z szuflady wniosek o powołanie komisji w sprawie działań CBA wobec Andrzeja Lepper. A zaraz potem poddać pod głosowanie wniosek o odwołanie marszałka... I w ten sposób opozycja przejęłaby praktycznie władze.

Najlepiej dla PiS, aby odbyły się wybory. Te są jednak bardzo mało prawdopodobne.

Zebranie 307 głosów podczas przyszłotygodniowego głosowania nad skróceniem kadencji jest wciąż wątpliwe. PiS pewnie karnie stawi się na sali plenarnej bo Jarosław Kaczyński zapowiedział, że dla ci których nie będzie albo zagłosują przeciwko nie mają co liczyć na miejsce na listach wyborczych w następnej kadencji. Zapewne, choć mogę się mylić, zdecydowanie mniej karni będą politycy PO. Pewnie kilku będzie miało akurat w tym czasie do załatwienia nie cierpiącą zwłoki sprawę w Kuala Lumpur, albo w innym Honolulu.

Politycy SLD mogą wzorem posła Zbigniewa Dyki mieć problem gastryczny zaciąć się w toaletach. Słychać żarty, że kabiny rozdziela osobiście sekretarz do spraw dyscypliny Wacław Martyniuk. (sam powtarza ten dowcip). Złamie się pewnie także PSL.

Oczywiście to wszystko to przypuszczenia, ponieważ pewność będzie można mieć gdy pojawi się wydruk z głosowania.

Opozycja może po prostu zrezygnować także z koncepcji wyborów i domagać się powołania komisji śledczej. Zatrzymanie Kaczmarka i Kornatowskiego oznacza tylko iż PiS-owi po prostu grunt pali się pod nogami. I opozycja nie przepuści takiej okazji, aby wbić kolejny, być może ostatni, gwóźdź do trumny PiS. To zaczyna się robić już zbyt podobne do sprawy Rywina. PiS robi sobie z państwa oraz wymiaru sprawiedliwości spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.

Premier zapewne zdaje sobie sprawę z problemu jaki ma w Sejmie. Wczoraj przyznał zresztą, że jeśli nie będzie miał absolutnej pewności, iż opozycja mu „nie wywinie żadnego numeru" w drugim z trzech kroków konstytucyjnych, to nie podda swego rządu do dymisji. A pewności nie będzie miał nigdy...

Jednak posłowie PiS tajemniczo się uśmiechając zapowiadają, że jest pomysł jak utrzymać władzę. Jedynym logicznym i zgodnym z konstytucją oraz regulaminem sejmu scenariuszem jest permanentna przerwa. Po prostu marszałek Ludwik Dorn po przyjęciu w trybie przyśpieszonym ustaw najważniejszych dla PiS ogłosi przerwę w obradach do października 2009 roku. I w ten sposób PiS nie będzie miał problemu z opozycją, która odzyskuje kolejne komisję. Budżet nie będzie problemem, bo przez dwa lata będzie obowiązywało prowizorium (chyba, że prezydent skorzysta ze swych uprawnień i rozwiąże Sejm. Decyzją będzie jednak zależała od wyników sondaży.) W lutym nie zostanie wybranych trzech nowych członków Trybunału Konstytucyjnego. A więc TK będzie obradował w okrojonym składzie - co w sumie będzie korzystniejsze dla PiS, bo miejsc w Trybunale nie zyska opozycja.

Zapewne w tym czasie opozycja zamiast leżeć i czekać na comiesięczną wypłatę (bo uposażenie i dieta należy czy się stoi czy się leży) w pobliżu parlamentu postawi wielki namiot i urządzi tam alternatywny Sejm. Nie będzie to miało jednak wielkiego znaczenia.

Scenariusz ten powstał w wyniku długiej burzy mózgów z Magdą Rubaj. A jego wykonalność oraz zgodność z prawem potwierdził Wacław Martyniuk.

Jeśli ktoś wymyśli coś lepszego i bardziej prawdopodobnego funduję nagrodę :)

 
Co z tymi wyborami? 2007-08-29 09:00
 Oceń wpis
   

Czyżby PiS przymierzał się do dłuższego rządzenia, a premier Kaczyński doskonale wiedział, że Sejm nie zakończy swej działalności 7 września? Jeśli jest inaczej to po co dziś rząd pokaże światu projekt nowej ustawy? Przecież do jego przyjęcia potrzeba aż trzech czytań w Sejmie...

Oto fragment komunikatu Centrum Informacyjnego Rządu:

„Centrum Informacyjne Rządu zawiadamia, że 29 sierpnia br., po zakończeniu obrad Rady Ministrów, odbędzie się konferencja prasowa premiera Jarosława Kaczyńskiego oraz minister sportu turystyki Elżbiety Jakubiak. Tematem konferencji będzie projekt ustawy o warunkach realizacji przedsięwzięć UEFA Euro 2012.  (...)Projekt ustawy łączy w sobie trzy działania legislacyjne związane z organizacją Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 r. Chodzi o powołanie podmiotów wykonujących przedsięwzięcia Euro 2012, sposób realizacji gwarancji rządowych oraz warunki ułatwiające organizację mistrzostw. UEFA 18 kwietnia br. przyznała Polsce i Ukrainie prawo do organizacji Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 r."

Po co rząd przedstawia nowy projekt skoro nie ma szansy, aby go przyjąć. Przecież proces legislacyjny wygląda następująco: trzy czytania w Sejmie, Senat (ew. powrót na chwilę do Sejmu) i dopiero potem ustawa ląduje na biurku u prezydenta. A to oznacza, że w najlepszym wypadku ustawa przechodzi całą drogę w ciągu dwóch trzech miesięcy (to optymistyczny wariant, bo zwykle trwa to nieco dłużej).

A zatem czy prezes PiS ma pewność, że Sejm będzie trwał? Jakoś nie wierzę, aby było to tylko PR-owie zagranie. Bo, przecież nie prezentuje się w wielką pompą czegoś co za chwile znajdzie się w koszu na śmieci...

 
Poselskie gry i zabawy 2007-08-28 18:16
 Oceń wpis
   

W Sejmie zmiany. Przywódcą opozycji został... Roman Giertych. Za to Andrzej Lepper ma nową ksywę. A ulubioną rozrywką posłów jest stosunek przerywany, pardon to znaczy obrady przerywane. W sumie wychodzi na jedno.

Zacznijmy jednak na poważnie. Jak twierdzi jeden z moich kolegów dziennikarzy śledczych, to co powiedział Kaczmarek to dopiero wierzchołek góry lodowej. „Jak inni zaczną mówić” – to PiS będzie pogrążony twierdzi kolega. A propos różnych twierdzeń coraz więcej wskazuje, że wygram zakład. Wybory raczej wiosną, a może nawet później. Chyba już nawet premier nie wierzy, że mogą być październiku lub listopadzie.

A w Sejmie coraz zabawniej. Na niekwestionowanego lidera opozycji nomen omen wyrósł Roman Giertych. Gdyby nie on, nie byłoby żadnego czytanie stenogramów posłom. Platforma zamiast prowadzić jakiekolwiek działania po prostu śpi. A gdy już się na chwilę przebudzą i ktoś im powie prawdę natychmiast się oburzają. Jeden z posłów PO długo z oburzeniem w głosie klarował pewnej znanej dziennikarce, że to Tusk doprowadził do tego, że Dorn zaczął czytać posłom.

Poza wnioskami o powołanie komisji śledczych z czytanek wynikło jeszcze jedno. Andrzej Lepper ma nową ksywę. Na sali już do niego zwracają się do niego per "panie pośle NN". A skąd ten pseudonim? Andrzej L. Zyskał go przez Dorna. „Minister sprawiedliwości w styczniu wydał zgodę na założenie podsłuchu posłowi NN” – przeczytał marszałek. Nawet najbardziej niekumaci parlamentarzyści od razu załapali, że chodzi o Leppera. Po jakie licho więc marszałek ukrył nazwisko? Znowu zwyciężyła w nim chęć pomocy partyjnemu koledze?

A przy okazji o największym pechowcu dzisiejszego posiedzenia. Mniej więcej 20 minutach posiedzenia wpadł do Sejmu poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS). – Samolot miał spóźnienie – wysapał lecąc w kierunku sali plenarnej. Sekundę później Dorn ogłosił przerwę, która została przedłużona do wtorkowego poranka. Mularczyk miał pecha, bo kilka godzin wcześniej samolot Ryanair wyjątkowo twardo przyziemił. Po tym jak pękły opony pas startowy został zamknięty. Gdyby poseł zamiast latać wybrał pociąg przynajmniej zdążyłby posłuchać pierwszych 20 minut drugiej czytanki Dorna. Być może we wtorek, nauczony już przykrymi doświadczeniami, wybierze nieco tańszy ale pewniejszy środek lokomocji.

We wtorek nie warto spóźniać się do Sejmu, ponieważ na pewno opozycja przygotuje trochę atrakcji. A sejmowy przerywaniec może potrwać nawet dwa lata. W końcu posłowie pracują według zasady „czy się stoi czy się leży, 10 tys. się należy”
 
 Oceń wpis
   

„Pełno nas, a jakoby nikogo nie było" - pisał poeta. O dzisiejszym dniu w parlamencie powiedziałby pewnie: coś się dzieje, ale wydarzeń brak. Najbardziej brakuje przede wszystkim napięcia, które zwykle panuje przed wyborami...

Za tym, że nie będzie wyborów przemawia jeszcze jeden fakt. Wczoraj odbył się klub poselski PiS. A na nim do klubu przyjęto Halinę Molke. A takich rzeczy nie robi się przed wyborami. Bo po co przyjmować spad z Samoobrony w takiej sytuacji? Jeśli mają być wybory to w tej sytuacji oznaczałoby, iż Molka musi dostać dobre miejsce na liście, A z jej okręgu jest już kilka posłów PiS... A więc mamy raczej próbę wyciągania posłów od byłych koalicjantów. Czy ta strategia się powiedzie nie mam pojęcia.

Opozycja też coś knuje. Pomijam groteskową już zabawę w szukanie kruczków prawnych pozwalających na rozszerzenie obrad. Ludwik Dorn ma do dyspozycji ministra Lecha Czaplę, a ten ma regulamin sejmu w małym palcu. I w żaden sposób opozycji nie uda się zmusić Dorna do zmiany planów.

Intryguje mnie za to Platforma Obywatelska. Ile razy nie szedłbym przez podwórze przy Nowym Domu Poselskim to zawsze spotykam tam knujących i szepcących panów: Tuska, Nowaka, Schetynę, Drzewieckiego. Ciekawe czy panowie tylko chodzą i knują w podwórzu, bo obawiają się podsłuchów, czy też po prostu razem chodzą do Szpilki lub Szparki (takie dwa ponoć trendy lokale w pobliżu Sejmu, w których na jednego przypadkowego klienta z ulicy przypada trzech dziennikarzy i jeden informator z prokuratury lub innego urzędu) i spotykam ich jak wracają do pracy.

I pewne jest jedno. W tym tempie do 7 września posłowie nie uchwala wszystkich ustaw, o których mówi Dorn. I być może to będzie uzasadnienie przesunięcia wyborów na termin późniejszy...
Tagi: pis, wybory, sejm, dorn, czapla
 
Uwierzę jak zobaczę... 2007-08-23 20:16
 Oceń wpis
   
Jestem „Niewiernym Tomaszem”. Nie wierze w jesienne wybory. A konferencja PiS sprzed doby i kolejne wypowiedzi polityków z partii Jarosława Kaczyńskiego tylko mnie w tym przekonaniu umacniają. We wcześniejsze wybory uwierzę jak zobaczę wydruk z głosowania nad wnioskiem o skrócenie kadencji...

Wybory jak dla mnie najwcześniej będą wiosną. Posłowie PiS coraz częściej powtarzają mantrę o „bardzo ważnych ustawach, które muszą być przyjęte dla dobra kraju”. Właśnie z tego powodu PiS złożył własną (trzecią już jaka trafiła do laski marszałkowskiej po podobnych propozycjach PO i SLD) uchwałę o skróceniu kadencji Ba, sam Adam Lipiński stwierdził, że jeśli owe mityczne ustawy nie będą przyjęte na czas to być może jednak 7 września nie będzie głosowania w sprawie skrócenia kadencji.

Słuchając tłumaczeń posłów PiS zastanawiałem się kiedy zaczną rosnąć im nosy. Poseł Mulaczyk z wielkim zapałem twierdził, że trzeba uchwalić zmiany w kodeksie karnym. Tyle, że opozycja nie zgodziła się, aby włączyć tę ustawę pod obrady. A więc nie uda się jej uchwalić przed 7 września. No chyba, ze kadencja będzie trwała dłużej...

Aleksandra Natalli Świat twierdziła, że bardzo ważną sprawa, oczywiście dla Polski, jest uchwalenie pro rodzinnych zmian w podatkach PIT. Tyle, że we wtorek rząd negatywnie zaopiniował tę propozycję! O co więc chodzi?!

Właściwie to po co PiS przygotowuje własny projekt uchwały o skróceniu kadencji, skoro wcześniej takie złożyły SLD, a także PO? Politycy rządzącej partii twierdzą, że nie są pewni tego czy opozycja rzeczywiście chce zakończyć prace tego Sejmu. To tłumaczenie jednak bardziej pasuje do kabaretu niż do rzeczywistości.

W kuluarach pojawiło się już złośliwe wyjaśnienie zagadki. Po prostu każda partia zagłosuje na własny wniosek. Wtedy nie dojdzie do samorozwiązania Sejmu, które dla wielu posłów jest nieopłacalne z powodów finansowych. Ale wszyscy będą mogli mówić zgodnie z prawdą, że głosowali za rozwiązaniem Sejmu.

W piątek z wakacji wróci Jarosław Kaczyński. Szef PiS ma zapewne jakiegoś asa w rękawie. I pewnie wszystkich nas zaskoczy. Zapewne właśnie tym, że wyborów tak szybko nie będzie. A społeczeństwu powie się, że to dla dobra kraju.

W PiS panuje wyraźne poddenerwowanie. Posłowie ponoć po kątach kłócą się o miejsca na listach wyborczych. Mam jednak wrażenie, że gra w tej partii idzie o co innego. O wybory, ale te które odbędą się za dwa lata.

Trwa poszukiwanie następcy Lecha Kaczyńskiego. Według plotek z Dużego Pałacu prezydent może mieć coraz poważniejsze kłopoty ze zdrowiem. I jak twierdzą niektórzy wszystko wskazuje na to, iż Zbigniew Ziobro ma chrapkę na ten fotel. Czy zatem, to co się dzieje ostatnio wewnątrz PiS jest eliminacją konkurencji i próbą zdobycia całkowitego zaufania szefa partii? Wiele mogłoby na to wskazywać. A reszta jest tylko doraźną grą polityczną.
 
 Oceń wpis
   

Minister sprawiedliwości poraził nas dzisiaj dowodem. Za to promotor pracy magisterskiej ministra Ziobry powinien zaraz po skończeniu konferencji ministra popełnić na krakowskim rynku harakiri za wypuszczenie z uczelnie takiego nieuka! Bowiem jego uczeń milionom widzów przyznał się do swojej ignorancji. Jak okazało się minister związany od kilku lat z wymiarem sprawiedliwości nie zna podstawowych zasad dotyczących materiału dowodowego!!!

Zbigniew Ziobro przez godzinę upajał się własnym głosem i wymachiwał widzom dyktafonem. - Udając się na rozmowę z wicepremierem Andrzejem Lepperem, włączyłem dyktafon jeszcze przed wyjściem z ministerstwa do Kancelarii Premiera. Do decyzji o zarejestrowaniu rozmowy zostałem nakłoniony przez swoich współpracowników. Jestem szczęśliwy, że ją podjąłem – obwieścił miastu i światu. - Dyktafon został wyłączony nie bezpośrednio po zakończeniu rozmowy, ale dopiero po jakimś czasie – dodał.

I kilkakrotnie podkreślał, że bardzo dobrze zrobił, iż nagrywał swoją rozmowę. I machał tak dyktafonem. Dyktafonem cyfrowym. A każdy kto choć raz miał do czynienia z sądem i z dowodem zarejestrowanym za pomocą nagrania cyfrowego. Bowiem żaden biegły nie podpisze się pod takim dowodem, że nie został on zmanipulowany poprzez wycięcie fragmentów nagrania. Po prostu tego nie da się sprawdzić. Ziobro powinien wiedzieć o tym choćby po sprawie Rywina. Jak taki niedouczony prawnik może być ministrem sprawiedliwosci?!
 
 Oceń wpis
   

Wybory odsuwają się w czasie. Przystawki się przestraszyły. Roman Giertych proponuje stworzenie nowego rządu. Samoobrona wymownie milczy. Donald Tusk przestał się cieszyć z iluzorycznych i bardzo enigmatycznych zapewnień prezydenta o przyspieszeniu wyborów.

Wcześniejsze wybory są coraz mniej prawdopodobne. SLD ustami Ryszarda Kalisza obwieściło, że nie poprze uchwały o skróceniu kadencji. A bez Sojuszu PO i PiS nie zbiorą 307 głosów.

Poza tym po co robić wcześniejsze wybory? Zagranie prezydenta przyniosło swój skutek. Przystawki już śpiewają cienki głosem. Jeszcze wczoraj odważny Roman Giertych dziś proponuje NEGOCJACJE koalicyjne PiS – LPR - Samoobrona. I rząd bez udziałów liderów.

Zamiast o komisji do spraw CBA dziś Giertych mówił o komisji badającej prywatyzację w Polsce.

Giertych tłumaczył, że koalicja powinna istnieć dla dobra Polski. Czyli tradycyjne, bla, bla bla.

Władze PiS podczas jutrzejszego spotkania ustalą, że koalicja będzie istniała. A upokorzone przystawki będą ją popierały. Może nawet powstanie rząd bez liderów, a sterować nim będzie z tylniego siedzenia Kaczyński. Choć wątpię czy Kaczyński odda władzę. Raczej znowu dokręci śrubę LPRowi. A ten aby dalej walczyć z III RP zgodzi się na wiele ;) W końcu każdy powód żeby skończyć tę awanturę wokół działań CBA będzie dobry.

Być może jedynym gestem dobrej woli ze strony Kaczyńskiego będzie poświęcenie Mariusza Kamińskiego. To pewnie zadowoli przystawki. I wszyscy dalej będą rządzili jeszcze długo (to znaczy do jesieni 2009), ale niespecjalnie szczęśliwie.

 
 Oceń wpis
   
Zapowiedź wyborów może być blefem. Najbliższe posiedzenie Sejmu będzie testem dla PiS czy uda się złożyć jakakolwiek koalicje.

Obietnice wcześniejszych wyborów, która otrzymał Donald Tusk od Prezydenta. Można porównać tylko do propozycja podarowanie Inflant składanej przez imć pana Zagłobę wysłannikom króla szwedzkiego.

Bo z czym tak naprawdę wrócił Tusk z pałacu prezydenckiego? Z tylko mglistą propozycją jesiennych wyborów. Żadnych faktów. W czasie trwająca wczoraj kwadrans  konferencji Tuska nie padł żaden konkret. Jest niemal więcej niż pewne, że za prezydenckim pomysłem kryje się kolejna próba ustawienia do pionu „przystawek".

Bo po co inaczej nie zarządzić skrócenia kadencji od razu? Przecież poza ustawami dotyczącymi przystąpienia Polski do strefy Schengen jest wiele innych ważnych projektów (choćby ostatni etap reformy emerytalnej czyli sposób wypłaty - to jest dla milionów Polaków o wiele ważniejsze niż likwidacja punktów granicznych na przejściach z naszymi sąsiadami z  UE)

W Sejmie też jakieś zbyt małe podniecenie na zapowiedź wyborów. Korytarze puste. Żaden z polityków nie biega nerwowo. A do tego Jarosław Kaczyński wymownie milczy. I czeka. Czeka zapewne na propozycję ugody od przystawek, które zaczynają się obawiać wyborów. Kaczyński zapewne, nie uwierzy w cudowną przemianę i uspokojenie kolegów z LiS. Ale zawsze będzie mógł dłużej porządzić. Bo jak mówią pół żartem a pół serio politycy PiS „raz zdobytej z takim trudem władzy partia nie odda"
Tagi: pis, po, tusk, laczyński
 
 Oceń wpis
   

Od chwili konferencji prasowej Giertycha można mówić o nim już jako byłym wicepremierze. Pytanie ile czasu pozostanie w ministerstwie. Mam podejrzenia graniczące z pewnością, że na najbliższym posiedzeniu Sejmu Giertych wystąpi na mównicy już tylko w roli szefa LPR.

Przyznam się szczerze, że pierwszy raz w życiu słuchałem Giertycha z zainteresowaniem i bez ironicznego uśmiechu. O zgrozo, przyłapałem się na tym, że kiwam potakująco głową.

Giertych dokładnie wypunktował szefa PiS. Właściwie bez ogródek zarzucił największej partii i w sposób zawoalowany Kaczyńskiemu, że posługuje się służbami specjalnymi dla własnych celów. Niewiele brakowało, a powiedziałby o zdradzie stanu dokonanej przez premiera. Właściwie miedzy wierszami dał to do zrozumienia.

Jestem już niemal pewien, że komisja śledcza do spraw afery CBA i Leppera powstanie. Tym samym przedłuży istnienie tego Sejmu. A PiS zacznie gwałtownie tracić poparcie społeczne.

O tym, ze źle się dzieje w państwie polskim powiedział dość wyraźnie Andrzej Lepper w wywiadzie dla Polityki. Tezy Leppera, że Kaczyński posługuje się „kwitami” dla swoich celów potwierdził Giertych. I dodał kilka nowych spraw. Praktycznie już były wicepremier przyznał, że nie tylko Samoobrona miała być w ten sposób załatwiona. Inne partie miały być również rozwalone tym sposobem.

Giertych doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że zakłada stryczek na własną głowę. A robi to zapewne dlatego, że sporo wie. Jeśli powstanie komisja to nie tylko on, ale wielu świadków będzie się dzieliło wiedzą z sejmowymi śledczymi. Straci na tym PiS. Niewykluczone, że Giertych już wie, że komisja do spraw CBA będzie tym samym dla PiS czym komisja rywinowa dla SLD. Może dlatego tak chętnie będzie współpracował z opozycją. I upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu. Odetnie się od PiS i zniszczy głównego wroga, który usiłował przejąć jego elektorat. Tym samym załapie się do kolejnego Sejmu.
 
 Oceń wpis
   

- Och Sebastiano nie kochasz mnie, ale nie odchodź!!! Pozbądź się ojca twego Andrzejusa i zostań ze mną. Nie idź do rodu Ligusów. Nie słuchaj Romanosa, on jest złym człowiekiem – wołała ona. – To ty mnie zdradziłaś. Nie ja nie chcę rozwodu, ale ty nie chcesz naszego małżeństwa – odpowiadał on.

Kiedy się obudziłem byłem pewien, że przysnąłem przed telewizorem i właśnie zaczął się 1 983 496 odcinek brazylijskiej opery mydlanej Brzydula PiSula i wredny Samoobroniano oraz 29 TaLigów. Ku mojemu zdziwieniu zamiast boskich, uwielbianych przez starsze panie gustujące także w moherowych dodatkach, latynoamerykańskich aktorów zobaczyłem znanego mi skądinąd mulata. Był siwy, miał swojski przaśny wygląd i mówił coś o premierze. – Ki czort? – pomyślałem, przeciągając się. – Ja tę szmirę skądś znam – to była druga myśl.

Po chwili zobaczyłem studio jednego z programów informacyjnych. A spiker cedził ostre słowa, od których nagła wzbierała złość.

Ach już wiem! Ten na ekranie to Andrzej Lepper, który zapewniał, że Samoobrona to on i vice versa. A przed chwilą ktoś z PiS mówił, że może negocjować z Samoobroną, ale bez Leppera. Potem ten ostatni mówił, że PiS zerwał koalicję, ale Samoobrona jest gotowa współpracować dla dobra kraju.

Na ekranie zabrakło mi tylko dzielnego posła i zarazem wybitnego aktora (kto pamięta tę rolę w 07 zgłoś się) posła Jerzego Dziewulskiego, który oznajmiłby widzom, że z terrorystami się nie negocjuje. A może Dziewulski nawet był. A ja tylko na chwilę przysnąłem. Bo zaraz potem ukazał się, a może tylko przyśnił się, Zdzisław Maklakiewicz wygłaszający swoją kwestię z Rejsu:

Ja w ogóle nie lubię chodzić do kina. A szczególnie nie chodzę na filmy polskie w ogóle... Nudzi mnie to po prostu... Zagraniczny to owszem. Pójdę sobie. Bo fajne są filmy zagraniczne. Wie pan? Jakoś tak można, wie pan... Jakoś tak... No ja wiem no... Przeżyć to. Przeżyć. Wie pan... Przeżyć. A w filmie polskim proszę pana to jest tak: nuda... Nic się nie dzieje proszę pana. Nic. Taka proszę pana... Dialogi nie dobre... Bardzo nie dobre dialogi są. Proszę pana... Yyyy... W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje. Proszę pana... Aż dziw bierze, że nie wzorują się na zagranicznych. Proszę pana. Wie pan... Przecież tam... Niech pan weźmie na przykład aktora, proszę pana... Yyyy... Zagranicznego... To ten aktor zagraniczny proszę pana... To jego twarz coś wie pan... Nie wiem jak tutaj... Trudno mi w tej chwili powiedzieć, wie pan... Coś takiego wyraża... Wie pan... Jakoś tak... No... No wie pan o co mi chodzi. A polski aktor proszę pana... To jest pustka... Pustka proszę pana... Nic! Absolutnie nic. Załóżmy proszę pana. Że jak polski aktor proszę pana... Gra nie? Widziałem taką scenę kiedyś... Na przykład, no ja wiem? Na przykład zapala papierosa nie? Proszę pana zapala papierosa... I proszę pana patrzy tak: w prawo... Potem patrzy w lewo... Prosto... I nic... Dłużyzna proszę pana... To jest dłu... po prostu dłu... dłużyzna proszę pana. Dłużyzna.. Proszę pana siedzę sobie proszę pana w kinie... Pan rozumie...I tak patrzę sobie... siedzę se w kinie proszę pana... Normalnie... Patrzę, patrzę na to... No i aż mi się chce wyjść z... kina proszę pana... I wychodzę... No i panie i kto za to płaci? Pan płaci... Pani płaci... My płacimy... To są nasze pieniądze.

I znowu się obudziłem. A koalicja niczym ten okręt głupców z obrazu Hieronima Boscha nadal dryfuje w nieznanym kierunku. Bez sternika, żeglarzy i żagli. Okręt płynie siłą rozpędu i w każdej chwili może zamienić się w Latającego Holendra.

Scenariusz naszego swojskiego filmu nudzi już nie tylko widzów, ale także aktorów. Ale życie to nie film i szybkiego końca – jakiegokolwiek końca , bo na happy end już nikt nie liczy – nie ma co się spodziewać. W końcu dla takich gaży aktorzy gotowi będą jeszcze na wiele wyczynów. A nam będą wmawiali, że w tej szmirze grają dla dobra widza. I cholera mnie bierze, bo płacę niemałe pieniądze na opłacenie tej trupy.

Życie to nie film, niestety cholera nie mogę wyłączyć tej szmiry. Ba, mimo woli jestem w niej statystą. I to mnie wkurza najbardziej.

 
1 | 2 |


Najnowsze komentarze
 
2013-10-20 22:39
rtvagd do wpisu:
Samobójstwo medialne PiS
podoba mi sie blog
 
2013-08-16 18:25
chwilowka do wpisu:
Pobili Rokitę - czyliw oparach absurdu
Tylko niektórzy dziennikarze, brukowi.
 
2012-12-06 13:15
prawnik_ do wpisu:
Porażająca niekompetencja ministra Ziobro
Teraz mamy ministra sprawiedliwości który nie jest prawnikiem.
 



 
Dziennikarz Newsweeka
 



Kategorie Bloga
 
Ogólne
 



Moje linki


Ulubione blogi