Sejm od kuchni
Chiński przekaz dnia... 2008-10-26 15:09
 Oceń wpis
   

W samolocie Donalda Tuska zabrakło miejsca dla biznesmenów, którzy mieli załatwiać kontrakty w Chinach. Ich podróż była ustalona dwa tygodnie przed rozpoczęciem wizyty. Z premierem polecieli za dziennikarze, którzy dostali zaledwie kilkanaście godzin na zdobycie chińskich wiz. Dla urzędników kancelarii premiera te dwie sprawy nie mają nic wspólnego ze sobą...

Wygląda na to, że PR dla urzędników premiera jest ważniejszy niż biznes i rozwój gospodarki.

Niemal na dwa tygodnie przed wylotem do Chin z Konfederacją Pracodawców Polskich oraz Krajową Izbą Gospodarczą ustalono listę biznesmenów, którzy polecą z premierem. Tuż przed wylotem zadzwoniono do dwóch osób z listy. Oświadczono im, że nie polecą, bo brakuje miejsc w samolocie. Jak ustalił Newsweek, który opisał sprawę skreślono osoby, które miały ostatnie miejsca na liście pasażerów.

Trafiło na wiceprezesa Wyborowej SA. Firmy, która jest największym polskim eksporterem do Chin (!!!) oraz szefa Vipolu - firmy działającej na chińskim rynku od 15 lat. Obaj mieli umówione spotkania z miejscowymi partnerami w towarzystwie rady handlowego naszej ambasady, itp. Mówiąc krótko mieli szanse na kolejne duże kontrakty, z których podatki zasiliłyby nasz budżet.

Zastanawia się jak obaj panowie z twarzą wybrnęli z trudnej sytuacji, bo niewątpliwie musieli dzwonić do wszystkich osób, z którymi byli poumawiani i oznajmić im, że jednak się nie pojawia. Ciekawe jakie powody podawali, bo raczej nie sądzę żeby powiedzieli, że nagle odwołują wyjazd bo zabrakło dla nich miejsca na pokładzie rządowego samolotu którym mieli przylecieć. Nikt nie potraktowałby ich poważnie po takim oświadczeniu. Zwłaszcza że Chińczycy są wręcz przeczuleni na punkcie ceremoniału, etykiety i zachowania twarzy w biznesie.

A najciekawsze jest to, że w tym samym czasie kiedy do biznesmenów dzwoniono z informacją o braku miejsc, urzędnicy kancelarii premiera poinformowali czwórkę dziennikarzy że mogą polecieć z premierem do Chin tylko muszą w poniedziałek zdobyć wizy. Przypadek?

- Szuka pan taniej sensacji - to był jedyny komentarza Sławomira Nowaka, kiedy przedstawiłem mu fakty.

Dla urzędników KPRM odwołanie lotu biznesmenów i danie dziennikarzom około ośmiu godzin na zdobycie wizy nie ma nic wspólnego ze sobą.

Iza Paluch z CIR, która od rana dzwoniła dziś do mojego szefa i do mnie usiłowała przekonać, że to jest normalne iż dziennikarz ma tylko kilka godzin na zdobycie wizy, a o podróży dowiaduje się na mniej więcej 48 czy 72 godziny przed wylotem.

To znaczy, że albo teraz w kancelarii premiera panuje megabajzel (bardzo delikatne określenie) albo urzędniczka usiłowała wprowadzić dziennikarza w błąd. Pamiętam doskonale wyjazdy z poprzednimi szefami rządu. Wszystkie szczegóły dotyczące lotu dziennikarzy były ustalane na tydzień przed lotem - nawet jeśli był to wyjazd jednodniowy. A tu przecież mówimy o podróży trwającej kilka dni, której cel znajdował się na drugiej stronie globu.

Co ciekawe urzędniczka usiłowała wyciągnąć ode mnie informacje od kogo dostałem cynk w sprawie skreślenie biznesmenów z listy pasażerów. Pytała czy dzwonił do mnie któryś ze skreślonych, ktoś kto stracił podróż życia. (Iza chyba nie sądzisz, że ludzie prowadzący od lat biznes z Chinami nigdy tam nie byli i koniecznie muszą lecieć w podróż w towarzystwie premiera rozpadającym się samolotem?). Ba, przyznała się iż obdzwoniła wszystkich potencjalnych informatorów wśród dziennikarzy z delegacji i pytała ich czy z nimi rozmawiałem o zamieszaniu wokół lotu delegacji.

Zostawię to bez komentarza.

Patrząc na relacje dziennikarzy, którzy cytowali następujące słowa premiera: „Przyjechałem tutaj, aby potwierdzić, że Polska bezwzględnie szanuje chiński model rozwoju. Ten model, co widać gołym okiem, przynosi nadspodziewanie duże efekty. Polacy jak żaden naród rozumieją źródła i znaczenie chińskiego sukcesu." oraz „Cały świat słyszał o waszych wielkich sukcesach, ale trzeba przyjechać i zobaczyć, żeby zrozumieć, jaka to skala, jakie to wielkie, niepowtarzalne osiągnięcie". - żałuję że zabrakło miejsca dla biznesmenów, a starczyło dla dziennikarzy. Swoją drogą wspomniane cytaty padły z ust człowieka, którzy jeszcze kilka miesięcy temu publicznie mówił o bojkotowaniu Igrzysk Olimpijskich.

 
Poseł w sieci 2008-10-01 13:39
 Oceń wpis
   

PiS jest za mało aktywne w interencie - narzekał miesiąc temu na swoim blogu poseł Zbigniew Girzyński. Jego partyjny kolega Arkadiusz Mularczyk zmienił tę sytuację. W nowatorski sposób wykorzystał sieć do celów polityczno PR-owych.

"Moja partia polityczna od dawna popełnia duży błąd taktyczny z powodu zaniedbywania najbardziej dynamicznie rozwijającego się medium jakim jest internet." - napisał w swoim blogu Girzyński. Jego partyjny kolega wykorzystał YouTube w sposób nietypowy i ustanowił rekord oglądalności pisTV w ciągu niespełna doby ponad cztery tysiące wyświetleń. A do tego udało mu się nawiązać kontakt z vox populi. On przemówił, a internauci nie tylko skomentowali, ale masowo zaczęli wysyłać maile na jego sejmowy adres. (jak komentowali i co pisali to już zupełnie inna bajka - słyszałem że często podawanym adresem jest Berdyczów ;)

- Drodzy państwo mam wielką prośbę o pomoc. Ponieważ zamierzam podjąć działania prawne, zamierzam wytoczyć proces o ochronę dóbr osobistych byłemu prezesowi Trybunału Konstytucyjnemu, panu Jerzemu Stępniowi. Niestety mam problem związany faktem ustalenia adresu i jego miejsca pobytu - mówi w swoim wystąpieniu poseł Mularczyk. I narzeka, że listy kierowane na adres Trybunału Konstytucyjnego są zwracane, bo prezes TK odmówił przekazania korespondencji Stępniowi do celów procesowych. Dlatego poprosił internautów o pomoc.

- Apeluję do wszystkich ludzi dobrej woli, którzy chcieliby mi pomóc o udostępnienie na moją pocztę mailową pana Stenia. Wykorzystam go tylko i wyłącznie do celów procesowych. Pozew sądowy można złożyć tylko i wyłącznie wskazując adres zamieszkania osoby pozwanej - dodał.

Zresztą po co ja o tym piszę warto obejrzeć

A dlaczego klip w internecie? Poseł od dawna usiłuje znaleźć Jerzego Stępnia, którą podejmuje poseł Mularczyk. - Nie wygląda na to, żeby biuro działające przy MSWiA chciało mi pomóc - przyznał w rozmowie z Newsweekiem. Stąd pomysł klipu w YouTube. Dlaczego o tym piszę? Przyznam, że nie podoba się cel i sposób jego osiągnięcia sposób - ale doceniam sięgnięcie po medium jakim jest internet.

 


Najnowsze komentarze
 
2013-10-20 22:39
rtvagd do wpisu:
Samobójstwo medialne PiS
podoba mi sie blog
 
2013-08-16 18:25
chwilowka do wpisu:
Pobili Rokitę - czyliw oparach absurdu
Tylko niektórzy dziennikarze, brukowi.
 
2012-12-06 13:15
prawnik_ do wpisu:
Porażająca niekompetencja ministra Ziobro
Teraz mamy ministra sprawiedliwości który nie jest prawnikiem.
 



 
Dziennikarz Newsweeka
 



Kategorie Bloga
 
Ogólne
 



Moje linki


Ulubione blogi