Sejm od kuchni
 Oceń wpis
   

Czy Lecha Wałęsa coś podpisał? Być może. Jako młody chłopak mógł nie wiedzieć o swoich prawach, mógł się przestraszyć. O tym, że coś podpisał w jego środowisku było głośno już od lat 80-tych. A zatem dlaczego bracia Kaczyńscy tak forsowali go na prezydenta w 1990 roku?

PYTANIE: Jeśli prawdą jest to co powiedział Lech Kaczyński, że od dawna (czyli od lat 90-tych lub wcześniej) wiedział o chwili słabości Lecha Wałęsy (a skoro wiedział Lech to musiał wiedzieć także Jarosław) bracia tak forsowali Wałęsę na prezydenta? Dlaczego nie poparli Mazowieckiego? Dlaczego przyjęli ofertę pracy w kancelarii prezydenta Wałęsy i to na tak eksponowanych stanowiskach?  Dlaczego nie brzydzili się „agentem SB"?

HIPOTEZA: A może Kaczyńscy chcieli korzystając ze swojej wiedzy pociągać za sznurki? Jest inne może nawet odpowiedniejsze słowo na „sz", które określałoby hipotetyczny plan braci, ale zostawmy „pociąganie za sznurki". Każdy kto pamięta choć trochę historię lat 90-tych wie, że plan (o ile był) nie wypalił. Wałęsa „zmienił zderzaki" i bracia ze zwolenników Lecha stali się jego przeciwnikami. A to może znaczyć, że plan nie wypalił i Wałęsa nie stał się pacynka, która można byłoby sterować pociągając za sznurki.

To byłby dowód na jeszcze jedno. Taki sam problem z Wałęsa miało SB. Facet okazał się niesterowalny.

Lech Wałęsa popełnił błąd, jeśli rzeczywiści coś kiedyś podpisał powinien był się przyznać. Mógł jako młody chłopak mieć chwilę słabości. Ale zarówno z książki historyków IPN (na moim biurku leży kopia od piątku, bo rękopisy hulają po redakcjach) jak i z historii wiemy, że SB miało dużo problemów z Wałęsą i jego działalnością. Gdyby nie ten człowiek i wielu innych, którzy wraz z nim walczyli z komuna, nie wiem czy dziś moglibyśmy siedzieć i pisać sobie beztrosko posty na Salonie24.

Niech pierwszy rzuci kamień, ten kto jest bez winy. Tłum kundelków ujada w sprawie Lecha Wałęsy. Niech teraz te osoby zrobią rachunek sumienia i przypomną sobie co robiły w roku 70, 79, 80. Gdzie byliście i co robiliście żeby zmienić system?

 
 Oceń wpis
   

PiS chce nowych wyborców. Sygnał dał  Jarosław Kaczyński, który już usiłuje mówić językiem tych do których chce dotrzeć i z pełną powagą zapowiada, że jego partia „to nie obciach". Po tym jak partia Kaczyńskiego sromotnie przegrała walkę o dusze inteligencji, zaczęła kampanię skierowaną do młodzieży. I zapewne ją też przegra.

A obiecywałem sobie, ze już nic o PiS nie będę pisała. Ale nie dałem rady. Właśnie skończyłem lekturę wyjątkowo smacznej depeszy PAP o nowych planach PiS. Ta partia stale mnie zaskakuje.

Polska Agencja Prasowa podaje: Prezes [Jarosław Kaczyński] chce poprawić wizerunek swego ugrupowania m.in. wśród młodzieży, walcząc z przekonaniem, że "PiS to obciach".

"Młodzież używa takiego słowa, którego do niedawna nie rozumiałem, nie wiedziałem co to jest: obciach. Ale teraz już wiem. Otóż poprzez działania w internecie, działanie niektórych telewizji, niektórych gazet, stworzono takie wrażenie, że PiS to obciach. Musimy to zmienić" - mówił Jarosław Kaczyński. Podkreślił konieczność przełamania przekonań niektórych środowisk, że "PiS to jest coś kompromitującego, gorsza partia gorszych ludzi". Na jesień zapowiedział zjazd związanych z partią środowisk inteligenckich. PiS stawia też na intensywniejszą działalność w internecie i odtworzenie partyjnej młodzieżówki, m.in. przez obniżenie minimalnego wieku jej członków.

Jednak za najważniejsze dla pozyskania młodych wyborców prezes PiS uznał propozycje programowe dla młodzieży. Będą one przedstawione wraz z całym programem pod koniec roku.

Zacznę od końca. Ciekawe jakie to  propozycje dla młodzieży będzie miał szef PiS. Kontynuację programu „zero tolerancji", który firmował jego rząd? A może nowe wykroje, tak kochanych przez nastolatki mundurków szkolnych? Podobnie jak młodzież, która usłyszała te zapowiedzi już nie mogę doczekać się końca roku ;)

Widzę, że Jarosław Kaczyński niczego się nie nauczył. Partia w swej historii miała już jedną wielką kampanię, kiedy to PiS próbowała „odzyskać" inteligencję. Pech chciał, że do tej roboty wybrano Ludwika Dorna. Ten z wrodzonym sobie taktem - najpierw obraził potencjalny elektorat nazywając go „wykształciuchami". Potem zaczął coś bredzić o tych lepszych wykształconych, co to skończyli uczelnie techniczne i nie są zarażeni lewicową chorobą rozprzestrzeniająca się drogą oralną na lewicowych uczelniach humanistycznych (swoją drogą wciąż nie mogę uwierzyć, że to powiedział człowiek, który skończył najbardziej z możliwych lewicowych kierunków humanistycznych, czyli socjologie). A potem zaczął obrażając lekarzy (a więc grupę, która ciągle cieszy się dużym prestiżem społecznym) grożąc im kamaszami, itp.

Nawet jego partyjni koledzy patrzyli z politowanie na te działania. I komentowali że z tego nic dobrego wyjść nie może. Rzeczywiście, nie wyszło. Poszukiwania wyborców dalej trwają, więc tym razem na celownik wzięto młodzież. I znowu popełniono błąd w wyborze tego, który ma trafić do młodzieży.

Idę o zakład, że młodzi ludzie „nie kupią" sztucznego luzu „nie obciachowego" Jarosława Kaczyńskiego. Człowieka, który chce być im bliski choć nie maja pojęcia o „maryśce". (zastanawiam się czy wyznanie Tuska, nie było tylko chwytem marketingowym - bo kto choć raz w życiu nie przypalił jointa? Tusk dla młodzieży od razu stał się „równym gościem")

Młodzi pamiętają, że Kaczyński uważa, że internauci to bezmózdzy i osobnicy nie mający własnego zdania, którzy siedzą z piwem przed monitorem i oglądają filmiki pornograficzne. (z badań wynika że dzisiejsza młodzież znacznie więcej czasu spędza przed ekranem komputera niż przed telewizorem)

Przyznam się szczerze, że zastanawiało mnie od dawna czemu młodzież uznaje PiS, posługując się słowami Kaczyńskiego, za partię obciachu. Od dwóch lat na zajęciach z PR politycznego dyskutuje ze studentami o tym dlaczego młodzi ludzi nie lubią PiS.

Odpowiedź okazała się prosta i chyba jest świetnie znana Jarosławowi Kaczyńskiemu. Dla młodych „PiS to jest coś kompromitującego, gorsza partia gorszych ludzi" Jak podkreślają studenci jest to partia „brzydkich ludzi". Ludzi nadętych, nie pozwalających na jakikolwiek sprzeciw, nie mających poczucia humoru i dystansu do świata.

Cóż poradzić -  ludzie są prości jak konstrukcja cepa i lubią ładne rzeczy. Tzw. efekt „anielskiego halo" zwany także „efektem aureoli"  powoduje, że wyborca woli ładniejszego kandydata. I przy okazji przypisuje mu pozytywne cechy, których ten nie ma. Efekt ten liczy się zwłaszcza w dobie wszechobecnej telewizji, a także internetu.

Liczy się także poczucie humoru i dystans do siebie oraz otaczającego świata. Studenci nigdy nie mogli mi uwierzyć, że Jarosław Kaczyński czasem potrafi zażartować. Wiedzieli za to z wielu przekazów, że tę cechę na pewno ma Tusk. I być może dlatego błędy obecnego premiera są mu wybaczane. Po prostu łatwiej jest tu stosowany „efekt potknięcia

Nie musze czekać do końca roku. Już dziś jestem gotów założyć się, że młodzi nie kupią PiS i dalej będą uważali tę partię za obciach. A kto w to nie wierzy niech sprawdzi tu co młodzi myślą o planach PiS

 
Prawie jak rzecznik... 2008-06-17 09:32
 Oceń wpis
   

Kiedy nowy rzecznik Sejmu (bo tym de facto jest szef biura prasowego kancelarii Sejmu) udzielał pierwszego wywiadu przypomniał mi się stary dowcip: „Co żołnierz je?" Odpowiedź jest prosta i nieco zaskakująca: „Żołnierz je obrońcą ojczyzny". A co je Krzysztof Luft?

Grunt to wiedzieć co się w życiu robi. Krzysztof Luft był najwyraźniej tak szczęśliwy, że dostał nową fuchę opłacaną z publicznych pieniędzy, iż nawet nie sprawdził jaki etat mu zaproponowano. W radiu Tok FM oświadczył bowiem, że prawdą jest, iż przyjął oferowaną mu posadę „szefa kancelarii Sejmu".

Nie wiem czy prawdziwa szefowa Kancelarii minister Wanda Fidelus-Ninkiewicz słuchała tej audycji. Ale jeśli tak, to zobaczyć jej wyraz twarzy - bezcenne. (Za resztę zapłaci podatnik - obojętnie jaką kartą ;)

Wcale nie wykluczam, że dobre ucho wychwyciłoby jakieś słowo uznane powszechnie za obelżywe - dolatujące z jej gabinetu. W końcu z radia mogła dowiedzieć się o swojej dymisji.

Nowego rzecznika Sejmu Krzysztofa Lufta na wszelki wypadek publicznie informuję, że dostał etat szefa Biura Prasowego. Może ktoś mu podpowie, żeby przeczytał dokładniej umowę, która podpisał ;) W sumie to wstyd, żeby rzecznik był tak niedoinformowany.

Nominacja Krszytofa Lufta ma dla mnie jednak jeszcze jeden wymiar. To już nie jest aktor, prezenter telewizyjny czy nawet były rzecznik rządu. To PRowiec prowadzący działalność gospodarczą.

Zastanawiam się co będzie z jego firmą gdy przyjdzie do Sejmu. Zakładam, że działalności nie zawiesi, bo z instytucją jest związanych kilka osób. Natomiast np. przekazanie zarządzania komuś innemu może spowodować zarzuty, że steruje firmą z tylniego siedzenia. Do tego jak wiadomo granica między PRem a lobbingiem jest bardzo płynna.

Oto fragment oferty firmy: "Doświadczenie w komunikacji finansowej
Umiejętność przygotowania i przeprowadzenia kampanii informacyjnych i perswazyjnych"
Jak przetłumaczyć na język polski to zdanie. Ano po prostu wygląda na to, że firma zajmuje się lobbingiem, bo czym innym jest w tym wypadku perswazja?

Zatem cała sprawa jest pod względem etycznym mocno dwuznaczna.

 
 Oceń wpis
   
Nie udało mu się zostać posłem, ale do Sejmu trafi i tak. Tyle, że bocznym wejściem. O kim mowa? O nowym szefie sejmowego biura prasowego Krzysztofie Lufcie. Od lipca posłów będzie reprezentował dyrektor mający legitymację partyjną Platformy Obywatelskiej.

Sejm od dłuższego czasu nie miał szczęścia do dyrektorów biura prasowego. Najpierw Marek Jurek w ramach odzyskiwania kraju przez PiS złamał starą zasadę o bezpartyjności tego biura i zwolnił wieloletniego dyrektora oraz większość pracowników. Ich winą był to, że zostali zatrudnieni na początku lat 90-tych i nie mieli żadnych partyjnych pleców.

Nawet nie pamiętam nazwiska osoby, którą PiS nominowało na to stanowisko. Na korytarzach Sejmu widziałem go w ciągu dwóch lat może ze cztery razy. Podobno siedział w swoim gabinecie i głównie pisał wiersze albo opowiadania. Był dyrektorem, który może nie zrobił wiele dobrego, ale też nic nie zepsuł.

Platforma niestety poszła przetartym przez poprzedników szlakiem. O ile pierwszy dyrektor może był postacią kontrowersyjną, ale niewątpliwie rozumiał media. Doprowadził m.in. do stworzenia profesjonalnej sali konferencyjnej i ucywilizowania sytuacji przy brifingach. Można było mu zarzucić, że bywa na partyjnych spotkaniach, ale nie afiszował się ze swoimi poglądami. Niepotrzebne może było zamieszanie z przyznawaniem przepustek, ale sprawę udało się wyjaśnić w taki sposób, że chyba nie ma osób niezadowolonych. A przy okazji dziennikarskie środowisko się wreszcie zebrało i powstało stowarzyszenie reprezentujące interesy nas wszystkich w Sejmie.

Natomiast nowy dyrektor ma w kieszeni legitymację partyjną Platformy. Ba, bez powodzenia kandydował z listy Platformy do Sejmu. Kiedy nie udało się, w ramach nagrody pocieszenia został powołany do rady nadzorczej publicznego Radia Gdańsk. Teraz rzucono go na kolejny odcinek.

Zastanawiam się jak Luft da radę reprezentować wszystkich posłów mając bardzo określone poglądy. Mam wątpliwości także co do jego umiejętności pracy z dziennikarzami. Pamiętam taką sytuację sprzed lat: było to gdy koalicja AWS - UW przechodziła kolejny trudny moment. W koalicji zaiskrzyło akurat gdy w Sejmie omawiano jakaś ustawa o rolnictwie. W gmachu parlamentu pojawił się Jerzy Buzek wraz ze swoim rzecznikiem. Premier ze zrozumiałych względów nie miał ochoty rozmawiać z mediami. W jego imieniu do stolika podszedł Luft. Kiedy zobaczył, że dziennikarze zrywają się z miejsc i lecą ku niemu, szybko ostudził nasz zapał: „proszę państwa, ale dziś jestem przygotowany tylko z buraków". I w tym momencie mikrofony nam opadły.

Od tego wydarzenia minęło kilka lat. Mozę będzie lepiej. Po decyzji władz Sejmu mam jakieś przykre uczucie. Każdy ma prawo do obsady pewnych stanowisk swoimi ludźmi, ale jest jeszcze kwestia smaku...
 


Najnowsze komentarze
 
2013-10-20 22:39
rtvagd do wpisu:
Samobójstwo medialne PiS
podoba mi sie blog
 
2013-08-16 18:25
chwilowka do wpisu:
Pobili Rokitę - czyliw oparach absurdu
Tylko niektórzy dziennikarze, brukowi.
 
2012-12-06 13:15
prawnik_ do wpisu:
Porażająca niekompetencja ministra Ziobro
Teraz mamy ministra sprawiedliwości który nie jest prawnikiem.
 



 
Dziennikarz Newsweeka
 



Kategorie Bloga
 
Ogólne
 



Moje linki


Ulubione blogi