Sejm od kuchni
Kiedy reporter płacze… 2010-04-13 15:40
 Oceń wpis
   

Zawsze miałem nas dziennikarzy za twardzieli z emocjami na wodzy, nerwami jak postronki. Może nawet trochę za cyników. Dziś galerię prasową wypełniał szloch. Płakali mężczyźni. Płakały panie.

 
Tak przeraźliwej ciszy w Sejmie nigdy nie było. Gwarny i radosny zazwyczaj „okrągły stolik” praktycznie milczał. Cisza. Co jakiś czas ktoś padał w ramiona drugiej osoby.
 
„To nie możliwe.” „Wciąż nie wierzę” „Przecież jeszcze kilka dni temu tu rozmawialiśmy z Nimi” – krótkie zdanie wspomnień wypowiadane przyciszonym głosem - przerwały na chwilę bozmawialiśmy. Ktoś czasem wyciagnął chusteczkę...
 
Kiedy nieśliśmy nasz wieniec od dziennikarzy operatorów, dziękowców - pracujących w Sejmie pod zdjęcia upamiętniające nieżyjących posłów szliśmy ramie w ramie - osoby na co dzień konkurujące o newsa. Szliśmy w ciszy, a nasze dusze wyły. Wyrwano nam kawałki nas samych. Przecież Ich widywaliśmy częściej niż naszych przyjaciół czy nawet rodziny. Nie zawsze się zgadzaliśmy w sprawach politycznych, ale lubiliśmy się tak zwyczajnie po ludzku. Tak, istniały między nami przyjaźnie.
Kiedy na sali plenarnej trwały uroczystości jedynym dźwiękiem przerywającym tę okrutna cisze był płacz. Płakaliśmy my ludzie na co dzień twardzi. Ludzie, którzy niejedno wiedzieli.
A później kondolencje składane posłom na schodach, kiedy uroczystość się skończyła.
Tak jesteśmy jedną wielką polityczną „rodziną” - nie tylko dziś, ale też na co dzień.
 
A za oknem lunął deszcz...
 
Lista nieobecnych 2010-04-11 00:34
 Oceń wpis
   

„Czym jest dla pani polityka?” – to ostatnie pytanie jakie zadałem Izabeli Jarudze Nowackiej. W czwartek skończyliśmy autoryzować wywiad do większej publikacji.

 
„Chciałam żyć w kraju sprawiedliwym, gdzie szanuje się prawa człowieka, których integralną częścią są prawa. Dlatego zdecydowałam się na działalność polityczną gdy Polska stała się krajem demokratycznym.  Podjęłam wyzwanie. Bo to było wyzwanie w kontekście mojej wcześniejszej pracy w zaciszu biblioteki.”
 
Udało się jej zrobić bardzo dużo. Czasami podśmiewałem się, że parytetów żądała nawet w komisjach zajmujących się NGO’sami. Ale ona naprawdę starała się zaktywizować kobiety do uczestniczenia w najważniejszych decyzjach. I chwała jej za to.
Żałuję, że nie zobaczę jej uśmiechu na korytarzach sejmu. To była niesamowicie empatyczna osoba. Potrafiła podejść do dziennikarza i zapytać co się stało kiedy widziała że ktoś jest w kiepskim nastroju. Albo ucieszyć się z czyjegoś szczęścia.
 
Z Lechem Kaczyńskim rozmawiałem ostatni raz nieco ponad rok temu. To była najbardziej szalona rozmowa w moim zyciu. Kończyłem książkę o profesorze Relidze. Chciałem żeby pojwiła się w niej wypowiedź Prezydenta. Oddzwonił koło 18. Wybiegłem z EMPiKu  do pobliskiej kawiarni. Ludzie dziwnie się patrzyli kiedy przekrzykując kawiarniany gwar wołałem do telefonu "Panie Prezydencie..."
Kiedy skończyliśmy służbową rozmowę Prezydent zdzwił mnie. Zaczął żartować, że wbrew temu co mówią o nim m.in. dziennikarze - ma świetną pamieć.  Na dowód przytoczył... datę urodzin mojego Taty. Znali się bo mieszkali w sąsiednich kamienicach przy pl. Inwalidów. Prezydent miał lepszą pamięc niż ja - datę urodzin Taty musiałem sobie zapisywac w kalendarzu. 
Lech Kaczyński był uroczym, dowcipnym i ciepłym człowiekiem.
 
Nie usłyszę już pytania od Przemysława Gosiewskiego: „co słychać panie redaktorze?”. Nie będzie już nieoficjalnych rozmów przy stole podczas „wigilii” czy „jajeczka”.
 
Nie zobaczę zamyślonego Zbigniewa Wassermana. Nie porozmawiamy o Krakowie, który obaj uwielbialiśmy.
 
Kiedy znowu pójdę na koncert Jaromira Nohavicy będę żałował, że Aleksandra Natalli Świat tego nie usłyszy. Informowaliśmy się o terminach występów artysty. Potem komentowaliśmy kolejne występy.
 
Jerzy Szmajdziński nie przysiądzie się już do nas do stolika dziennikarskiego. Nie opowie więcej  żadnej anegdoty. Nie uśmiechnie się ciepło, tak jak tylko on potrafił.
 
Odeszli też Ci nieznani opinii publicznej. Kasia z biura prasowego pałacu prezydenckiego miała córeczkę trochę starszą niż mój synek. Była tak zachwycona macierzyństwem. Jej Dziecko nie będzie nawet pamiętało jak wyglądała Mama.
 
Ironia losu jest niesamowita. Stanisław Żelichowski ustąpił miejsca w samolocie partyjnemu koledze Wiesławowi Wodzie.
Podobno mieli lecieć też Schetyna i Pawlak, ale oddali miejsca przedstawicielom Rodzin Katyńskich.
 
Za kilka dni spróbuje przejrzeć spis telefonów w komórce. Nie wiem czy dam radę skasować te numery, których właściciele już nigdy nie odbiorą.
 


Najnowsze komentarze
 
2013-10-20 22:39
rtvagd do wpisu:
Samobójstwo medialne PiS
podoba mi sie blog
 
2013-08-16 18:25
chwilowka do wpisu:
Pobili Rokitę - czyliw oparach absurdu
Tylko niektórzy dziennikarze, brukowi.
 
2012-12-06 13:15
prawnik_ do wpisu:
Porażająca niekompetencja ministra Ziobro
Teraz mamy ministra sprawiedliwości który nie jest prawnikiem.
 



 
Dziennikarz Newsweeka
 



Kategorie Bloga
 
Ogólne
 



Moje linki


Ulubione blogi