Sejm od kuchni
Policja menstruacyjna 2008-09-11 14:47
 Oceń wpis
   

Ministerstwo Zdrowia ogłosiło właśnie, że zamierza walczyć z podziemiem aborcyjnym. Zamierza rejestrować kobiety w ciąży. Czekam na powołanie policji menstruacyjnej.

Zgodnie z wytycznymi z resortu lekarze po stwierdzeniu ciąży u pacjentki będą mieli obowiązek wpisywać to do specjalnego rejestru. Resort ponoć chce w ten sposób zachęcić przyszłe mamy do regularnych badań okresowych. A przy okazji będzie można łatwo skontrolować ciąże i stwierdzić, czy matka na pewno urodziła.

Jak rozumiem w wypadku poronienia kobieta będzie musiała się gęsto tłumaczyć. A jeśli nie daj Boże kobieta poroni podczas wyjazdu zagranicznego będzie spowiadała się prokuratorowi. Proponuję od razu zainstalowanie w gabinetach lekarskich zmodyfikowanych trójek Giertycha. Niech z ginekologiem wspólnie pacjentki badają dzielnicowy i ksiądz proboszcz.

 
 Oceń wpis
   

Olimpiada już dawno zatraciła swój charakter. Najlepszym potwierdzeniem, że jest to już tylko komercyjny show jest fakt, że zamiast zwyczajowego zawieszenia broni na czas sportowych zmagań mamy kolejny konflikt.

Gruzinom nawet się nie dziwię. W końcu Osetia Południowa to dla nich nieodłączny fragment kraju jak nie przymierzając dla nas np. Śląsk. A Rosja już zaciera rączki. Rozleniwiony świat zajmie się oglądaniem zmagań sportowych. Do Osetii ruszą tysiące „ochotników" - podobnych do tych Chińczyków, którzy ponad 50 lat temu sami z własnej inicjatywy wylądowali na spadochronach w Korei.

Zresztą logika Rosjan jest równie prosta jak konstrukcja cepa: jak nasi Czeczeni chcą się odłączyć to źle. Zbombardować! Jak chcą się odłączyć mieszkańcy Osetii - dobrze! Zbombardować, tyle że Gruzinów!

A statystyczny Kowalski, Smith, czy Kowalenko będzie siedział oglądał w telewizji festiwal komercji zwany nie wiadomo czemu Olimpiadą (zaiste jest to prawdziwy wyścig firm farmakologicznych, oraz marketingowców). Czasem może przełączy na program informacyjny. Popatrzy na kolejne bombardowanie. I wróci do „olimpiady".  Politykom i działaczom MKOL nie przeszkadza sprawa Tybetu, to tym bardziej bombardowanie przez Rosjan kraju na końcu świata też nie będzie spędzał snu z powiek.

 
Samobójstwo medialne PiS 2008-07-17 00:31
 Oceń wpis
   

Jeśli czegoś nie ma w Google to znaczy, że to coś nie istnieje. A jeśli jakiejś partii nie ma w telewizji, to znaczy, że za chwile przestanie istnieć. Zastanawiam się czy Jarosław Kaczyński (bo PiS to JarKacz, a JarKacz to PiS) z pełną premedytacja popełnia samobójstwo, czy jest to tylko jakiś sprytny zabieg PR-owy. Tyle, że w tym działaniu żadnej logiki nie widzę.

Powiedzmy sobie szczerze TVN24 nie jest telewizją skierowaną do przeciętnego Kowalskiego. W złośliwym żargonie mówimy o tej stacji „telewizja zakładowa". Bo jej głównymi odbiorcami są dziennikarze i politycy to doskonale wiedzą. W każdej redakcji jest przynajmniej jeden telewizor non stop nastawiony na TVN24. I kiedy na antenie pojawi się jakaś „wstrząsająca" wypowiedź polityka, czy nawet najbardziej absurdalny „czerwony pasek" to wszystkie stacje radiowe, portale i stacje telewizyjne (TVP Info - np.) grzeją temat do bólu.

Zatem jeśli czegoś nie ma w TVN24, to temat po prostu nie istnieje.

Nie wiem dlaczego PiS obraził się nagle na TVN24 i TVN (powiedzmy sobie szczerze Fakty TVN, Teraz My, Kawa na ławę - to najbardziej opiniotwórcze programy w kraju). Decyzja jest tym bardziej absurdalna, że ostatnio nie zdarzyło się nic co mogłoby spowodować, że te stacje w jakiś szczególny sposób „zalazły za skórę" szefom PiS. Ale jest to pomysł na genialne samobójstwo medialne. Autor tego konceptu proszony jest o zgłoszenie się do „okrągłego stolika" po odbiór „Nagrody Darwina" w kategorii „rozwalenie największej partii opozycyjnej".

Załóżmy na chwilę, że ogłoszony bojkot  jest tak szczwanym planem, że gdyby miał rudą kitę to byłby lisem (copy right by Black Adder). Jak chce teraz zaistnieć PiS? Partyjna telewizja w internecie - jest niezłym dowcipem, niczym więcej. TVP Info - raczej nie zastąpi TVN24. Polast News ma, jeśli się nie mylę, 700 widzów dziennie. Zatem raczej też odpada.  TV Puls - właśnie definitywnie zakończył nadawanie Puls Raportu. Oczywiście jest Telewizja Trwam, ale ta stacja nie jest drogą przekazu do młodych i wykształconych. Zresztą ona na nic się nie przyda, bo po co przekonywać przekonanych?

Zakładam również, iż TVN24 w ramach bojkotu przestanie przychodzić na liczne konferencje PiS w Sejmie (dziś były dwie albo i trzy, a jedna była bardziej absurdalna od drugiej)

Zatem bojkot może wyjść TVN24 tylko na dobre. Stacja wreszcie zacznie szukać jakiś fajnych tematów, za to przestanie transmitować kolejne konferencje prasowe.

Tego już nie dało się oglądać. Swoją droga to jest jakiś ewenement na skalę światową. Żaden CNN, France 24 czy Al Jazzera  nie transmitują kolejnych konferencji longiem.

Trzeba będzie wydać trochę pieniędzy na inteligentnych reporterów, bo głupawo uśmiechnięci reporterzy (nie mam na myśli ogółu, ale niestety dużą część lajfujących), którzy bez własnych głębszych przemyśleń streszczali konferencje i przepytywali na temat briefingu kolejnych posłów przestana być potrzebni (ten sam problem - ma TVP Info).

Trzeba będzie postawić na tych z nieco bardziej pofałdowaną korą mózgowa, którzy znajdą fajne własne tematy na materiały. Ale stacji to się tylko opłaci.

I na koniec moje marzenie: niech na TVN24 obrazi się jeszcze PO oraz lewica. Boże jaki świat wtedy będzie piękny! Niestety. Obawiam się, że bojkot nie potrwa długo (tak jak zapowiadane bojkotowanie Stefana Niesiołowskiego jako partnera do dyskusji) i skruszeni politycy PiS pojawia się na antenie TVN24.

Przyjmuję zakłady ile wytrwają w bojkocie: dzień, dwa, czy może cały tydzień?

 
 Oceń wpis
   

Czy Lecha Wałęsa coś podpisał? Być może. Jako młody chłopak mógł nie wiedzieć o swoich prawach, mógł się przestraszyć. O tym, że coś podpisał w jego środowisku było głośno już od lat 80-tych. A zatem dlaczego bracia Kaczyńscy tak forsowali go na prezydenta w 1990 roku?

PYTANIE: Jeśli prawdą jest to co powiedział Lech Kaczyński, że od dawna (czyli od lat 90-tych lub wcześniej) wiedział o chwili słabości Lecha Wałęsy (a skoro wiedział Lech to musiał wiedzieć także Jarosław) bracia tak forsowali Wałęsę na prezydenta? Dlaczego nie poparli Mazowieckiego? Dlaczego przyjęli ofertę pracy w kancelarii prezydenta Wałęsy i to na tak eksponowanych stanowiskach?  Dlaczego nie brzydzili się „agentem SB"?

HIPOTEZA: A może Kaczyńscy chcieli korzystając ze swojej wiedzy pociągać za sznurki? Jest inne może nawet odpowiedniejsze słowo na „sz", które określałoby hipotetyczny plan braci, ale zostawmy „pociąganie za sznurki". Każdy kto pamięta choć trochę historię lat 90-tych wie, że plan (o ile był) nie wypalił. Wałęsa „zmienił zderzaki" i bracia ze zwolenników Lecha stali się jego przeciwnikami. A to może znaczyć, że plan nie wypalił i Wałęsa nie stał się pacynka, która można byłoby sterować pociągając za sznurki.

To byłby dowód na jeszcze jedno. Taki sam problem z Wałęsa miało SB. Facet okazał się niesterowalny.

Lech Wałęsa popełnił błąd, jeśli rzeczywiści coś kiedyś podpisał powinien był się przyznać. Mógł jako młody chłopak mieć chwilę słabości. Ale zarówno z książki historyków IPN (na moim biurku leży kopia od piątku, bo rękopisy hulają po redakcjach) jak i z historii wiemy, że SB miało dużo problemów z Wałęsą i jego działalnością. Gdyby nie ten człowiek i wielu innych, którzy wraz z nim walczyli z komuna, nie wiem czy dziś moglibyśmy siedzieć i pisać sobie beztrosko posty na Salonie24.

Niech pierwszy rzuci kamień, ten kto jest bez winy. Tłum kundelków ujada w sprawie Lecha Wałęsy. Niech teraz te osoby zrobią rachunek sumienia i przypomną sobie co robiły w roku 70, 79, 80. Gdzie byliście i co robiliście żeby zmienić system?

 
 Oceń wpis
   

PiS chce nowych wyborców. Sygnał dał  Jarosław Kaczyński, który już usiłuje mówić językiem tych do których chce dotrzeć i z pełną powagą zapowiada, że jego partia „to nie obciach". Po tym jak partia Kaczyńskiego sromotnie przegrała walkę o dusze inteligencji, zaczęła kampanię skierowaną do młodzieży. I zapewne ją też przegra.

A obiecywałem sobie, ze już nic o PiS nie będę pisała. Ale nie dałem rady. Właśnie skończyłem lekturę wyjątkowo smacznej depeszy PAP o nowych planach PiS. Ta partia stale mnie zaskakuje.

Polska Agencja Prasowa podaje: Prezes [Jarosław Kaczyński] chce poprawić wizerunek swego ugrupowania m.in. wśród młodzieży, walcząc z przekonaniem, że "PiS to obciach".

"Młodzież używa takiego słowa, którego do niedawna nie rozumiałem, nie wiedziałem co to jest: obciach. Ale teraz już wiem. Otóż poprzez działania w internecie, działanie niektórych telewizji, niektórych gazet, stworzono takie wrażenie, że PiS to obciach. Musimy to zmienić" - mówił Jarosław Kaczyński. Podkreślił konieczność przełamania przekonań niektórych środowisk, że "PiS to jest coś kompromitującego, gorsza partia gorszych ludzi". Na jesień zapowiedział zjazd związanych z partią środowisk inteligenckich. PiS stawia też na intensywniejszą działalność w internecie i odtworzenie partyjnej młodzieżówki, m.in. przez obniżenie minimalnego wieku jej członków.

Jednak za najważniejsze dla pozyskania młodych wyborców prezes PiS uznał propozycje programowe dla młodzieży. Będą one przedstawione wraz z całym programem pod koniec roku.

Zacznę od końca. Ciekawe jakie to  propozycje dla młodzieży będzie miał szef PiS. Kontynuację programu „zero tolerancji", który firmował jego rząd? A może nowe wykroje, tak kochanych przez nastolatki mundurków szkolnych? Podobnie jak młodzież, która usłyszała te zapowiedzi już nie mogę doczekać się końca roku ;)

Widzę, że Jarosław Kaczyński niczego się nie nauczył. Partia w swej historii miała już jedną wielką kampanię, kiedy to PiS próbowała „odzyskać" inteligencję. Pech chciał, że do tej roboty wybrano Ludwika Dorna. Ten z wrodzonym sobie taktem - najpierw obraził potencjalny elektorat nazywając go „wykształciuchami". Potem zaczął coś bredzić o tych lepszych wykształconych, co to skończyli uczelnie techniczne i nie są zarażeni lewicową chorobą rozprzestrzeniająca się drogą oralną na lewicowych uczelniach humanistycznych (swoją drogą wciąż nie mogę uwierzyć, że to powiedział człowiek, który skończył najbardziej z możliwych lewicowych kierunków humanistycznych, czyli socjologie). A potem zaczął obrażając lekarzy (a więc grupę, która ciągle cieszy się dużym prestiżem społecznym) grożąc im kamaszami, itp.

Nawet jego partyjni koledzy patrzyli z politowanie na te działania. I komentowali że z tego nic dobrego wyjść nie może. Rzeczywiście, nie wyszło. Poszukiwania wyborców dalej trwają, więc tym razem na celownik wzięto młodzież. I znowu popełniono błąd w wyborze tego, który ma trafić do młodzieży.

Idę o zakład, że młodzi ludzie „nie kupią" sztucznego luzu „nie obciachowego" Jarosława Kaczyńskiego. Człowieka, który chce być im bliski choć nie maja pojęcia o „maryśce". (zastanawiam się czy wyznanie Tuska, nie było tylko chwytem marketingowym - bo kto choć raz w życiu nie przypalił jointa? Tusk dla młodzieży od razu stał się „równym gościem")

Młodzi pamiętają, że Kaczyński uważa, że internauci to bezmózdzy i osobnicy nie mający własnego zdania, którzy siedzą z piwem przed monitorem i oglądają filmiki pornograficzne. (z badań wynika że dzisiejsza młodzież znacznie więcej czasu spędza przed ekranem komputera niż przed telewizorem)

Przyznam się szczerze, że zastanawiało mnie od dawna czemu młodzież uznaje PiS, posługując się słowami Kaczyńskiego, za partię obciachu. Od dwóch lat na zajęciach z PR politycznego dyskutuje ze studentami o tym dlaczego młodzi ludzi nie lubią PiS.

Odpowiedź okazała się prosta i chyba jest świetnie znana Jarosławowi Kaczyńskiemu. Dla młodych „PiS to jest coś kompromitującego, gorsza partia gorszych ludzi" Jak podkreślają studenci jest to partia „brzydkich ludzi". Ludzi nadętych, nie pozwalających na jakikolwiek sprzeciw, nie mających poczucia humoru i dystansu do świata.

Cóż poradzić -  ludzie są prości jak konstrukcja cepa i lubią ładne rzeczy. Tzw. efekt „anielskiego halo" zwany także „efektem aureoli"  powoduje, że wyborca woli ładniejszego kandydata. I przy okazji przypisuje mu pozytywne cechy, których ten nie ma. Efekt ten liczy się zwłaszcza w dobie wszechobecnej telewizji, a także internetu.

Liczy się także poczucie humoru i dystans do siebie oraz otaczającego świata. Studenci nigdy nie mogli mi uwierzyć, że Jarosław Kaczyński czasem potrafi zażartować. Wiedzieli za to z wielu przekazów, że tę cechę na pewno ma Tusk. I być może dlatego błędy obecnego premiera są mu wybaczane. Po prostu łatwiej jest tu stosowany „efekt potknięcia

Nie musze czekać do końca roku. Już dziś jestem gotów założyć się, że młodzi nie kupią PiS i dalej będą uważali tę partię za obciach. A kto w to nie wierzy niech sprawdzi tu co młodzi myślą o planach PiS

 
Prawie jak rzecznik... 2008-06-17 09:32
 Oceń wpis
   

Kiedy nowy rzecznik Sejmu (bo tym de facto jest szef biura prasowego kancelarii Sejmu) udzielał pierwszego wywiadu przypomniał mi się stary dowcip: „Co żołnierz je?" Odpowiedź jest prosta i nieco zaskakująca: „Żołnierz je obrońcą ojczyzny". A co je Krzysztof Luft?

Grunt to wiedzieć co się w życiu robi. Krzysztof Luft był najwyraźniej tak szczęśliwy, że dostał nową fuchę opłacaną z publicznych pieniędzy, iż nawet nie sprawdził jaki etat mu zaproponowano. W radiu Tok FM oświadczył bowiem, że prawdą jest, iż przyjął oferowaną mu posadę „szefa kancelarii Sejmu".

Nie wiem czy prawdziwa szefowa Kancelarii minister Wanda Fidelus-Ninkiewicz słuchała tej audycji. Ale jeśli tak, to zobaczyć jej wyraz twarzy - bezcenne. (Za resztę zapłaci podatnik - obojętnie jaką kartą ;)

Wcale nie wykluczam, że dobre ucho wychwyciłoby jakieś słowo uznane powszechnie za obelżywe - dolatujące z jej gabinetu. W końcu z radia mogła dowiedzieć się o swojej dymisji.

Nowego rzecznika Sejmu Krzysztofa Lufta na wszelki wypadek publicznie informuję, że dostał etat szefa Biura Prasowego. Może ktoś mu podpowie, żeby przeczytał dokładniej umowę, która podpisał ;) W sumie to wstyd, żeby rzecznik był tak niedoinformowany.

Nominacja Krszytofa Lufta ma dla mnie jednak jeszcze jeden wymiar. To już nie jest aktor, prezenter telewizyjny czy nawet były rzecznik rządu. To PRowiec prowadzący działalność gospodarczą.

Zastanawiam się co będzie z jego firmą gdy przyjdzie do Sejmu. Zakładam, że działalności nie zawiesi, bo z instytucją jest związanych kilka osób. Natomiast np. przekazanie zarządzania komuś innemu może spowodować zarzuty, że steruje firmą z tylniego siedzenia. Do tego jak wiadomo granica między PRem a lobbingiem jest bardzo płynna.

Oto fragment oferty firmy: "Doświadczenie w komunikacji finansowej
Umiejętność przygotowania i przeprowadzenia kampanii informacyjnych i perswazyjnych"
Jak przetłumaczyć na język polski to zdanie. Ano po prostu wygląda na to, że firma zajmuje się lobbingiem, bo czym innym jest w tym wypadku perswazja?

Zatem cała sprawa jest pod względem etycznym mocno dwuznaczna.

 
 Oceń wpis
   
Nie udało mu się zostać posłem, ale do Sejmu trafi i tak. Tyle, że bocznym wejściem. O kim mowa? O nowym szefie sejmowego biura prasowego Krzysztofie Lufcie. Od lipca posłów będzie reprezentował dyrektor mający legitymację partyjną Platformy Obywatelskiej.

Sejm od dłuższego czasu nie miał szczęścia do dyrektorów biura prasowego. Najpierw Marek Jurek w ramach odzyskiwania kraju przez PiS złamał starą zasadę o bezpartyjności tego biura i zwolnił wieloletniego dyrektora oraz większość pracowników. Ich winą był to, że zostali zatrudnieni na początku lat 90-tych i nie mieli żadnych partyjnych pleców.

Nawet nie pamiętam nazwiska osoby, którą PiS nominowało na to stanowisko. Na korytarzach Sejmu widziałem go w ciągu dwóch lat może ze cztery razy. Podobno siedział w swoim gabinecie i głównie pisał wiersze albo opowiadania. Był dyrektorem, który może nie zrobił wiele dobrego, ale też nic nie zepsuł.

Platforma niestety poszła przetartym przez poprzedników szlakiem. O ile pierwszy dyrektor może był postacią kontrowersyjną, ale niewątpliwie rozumiał media. Doprowadził m.in. do stworzenia profesjonalnej sali konferencyjnej i ucywilizowania sytuacji przy brifingach. Można było mu zarzucić, że bywa na partyjnych spotkaniach, ale nie afiszował się ze swoimi poglądami. Niepotrzebne może było zamieszanie z przyznawaniem przepustek, ale sprawę udało się wyjaśnić w taki sposób, że chyba nie ma osób niezadowolonych. A przy okazji dziennikarskie środowisko się wreszcie zebrało i powstało stowarzyszenie reprezentujące interesy nas wszystkich w Sejmie.

Natomiast nowy dyrektor ma w kieszeni legitymację partyjną Platformy. Ba, bez powodzenia kandydował z listy Platformy do Sejmu. Kiedy nie udało się, w ramach nagrody pocieszenia został powołany do rady nadzorczej publicznego Radia Gdańsk. Teraz rzucono go na kolejny odcinek.

Zastanawiam się jak Luft da radę reprezentować wszystkich posłów mając bardzo określone poglądy. Mam wątpliwości także co do jego umiejętności pracy z dziennikarzami. Pamiętam taką sytuację sprzed lat: było to gdy koalicja AWS - UW przechodziła kolejny trudny moment. W koalicji zaiskrzyło akurat gdy w Sejmie omawiano jakaś ustawa o rolnictwie. W gmachu parlamentu pojawił się Jerzy Buzek wraz ze swoim rzecznikiem. Premier ze zrozumiałych względów nie miał ochoty rozmawiać z mediami. W jego imieniu do stolika podszedł Luft. Kiedy zobaczył, że dziennikarze zrywają się z miejsc i lecą ku niemu, szybko ostudził nasz zapał: „proszę państwa, ale dziś jestem przygotowany tylko z buraków". I w tym momencie mikrofony nam opadły.

Od tego wydarzenia minęło kilka lat. Mozę będzie lepiej. Po decyzji władz Sejmu mam jakieś przykre uczucie. Każdy ma prawo do obsady pewnych stanowisk swoimi ludźmi, ale jest jeszcze kwestia smaku...
 
Samobój ministra Grada 2008-05-08 15:57
 Oceń wpis
   

Czy Aleksander Grad będzie pierwszym zdymisjonowanym ministrem w rządzie Tuska? Zastanawiam się co strzeliło do głowy osobie z dość dużym stażem politycznym, że palnął (zresztą zgodnie z prawdą, bo "ciemny lud" kupi wiele) że różne rzeczy obiecuje się w kampanii wyborczej, a potem i tak robi się co innego.

Chciałbym stać się niewidzialnym i przeniknąć do gabinetu w którym Donald Tusk zapewne wspólnie ze Zbigniewem Chlebowskim oraz Grzegorzem Schetyną będą odbywali męską rozmowę z ministrem Gradem. Niewątpliwie minister będzie miał nietęgą minę. A wszystko przez własną głupotę lub nagły przypływ szczerości (albo jedno i drugie?).

W porannym Kontrwywiadze w RMF FM Konrad Piasecki zapytał swojego gościa dlaczego jego partia nie przyznała uczciwie w kampanii, że przekaże samorządom 100 proc udziałów w szpitalach (to akurat zapowiadano, że będzie zrobione), ale nie wprowadzi się jednocześnie żadnej blokady dotyczącej sprzedaży udziałów w tych placówkach przez samorządowców prywatnym inwestorem (planowano, że samorządy będą musiały mieć minimum 51 proc udziałów w takich spółkach). Na co Aleksander Grad odparł rezolutnie: Kampania rządzi się różnymi prawami.

Tym samym powtórzył słowa wiceminister rolnictwa z PiS Stanisławy Okularczyk, którą przyznała podczas jednego ze spotkań, iż „w kampanii gada się różne głupoty, a robi sie co innego" (cytuję z pamięci, więc nie jest to dosłowne brzmienie jej słów)

Wówczas pani poseł w ciągu kilku dni pożegnała się nie tylko ze stanowiskiem w resorcie (szkoda, bo była o niebo lepiej przygotowana niż jej ówczesny szef Krzysztof Jurgiel), ale także zaraz potem z partią.

Ba, ojcem jej transferu z PiS do PO był właśnie Aleksander Grad!

Czyżby minister nie pamiętał losów swojej partyjnej koleżanki? A może chce powtórzyć jej manewr? Tylko po co Grad w PiS?
 
Polska to dziwny kraj 2008-04-17 23:11
 Oceń wpis
   
Mamy nowy symbol Polski. Nasz kraj już nie jest kojarzony z Janem Pawłem II, Lechem Wałęsą czy nawet Andrzejem Gołotą. Ale zanim zdradzę co nim jest, będzie zagadka: jakie było pierwsze pytanie prostego taksówkarza z Teneryfy, kiedy dowiedział się, że wiezie Polaków?

Ten wpis miał być bez polityki. Nie udało się. Spędziłem cudowne wakacje daleko od tego grajdołka, w którym przyszło mi się urodzić i żyć. I wracam przygnębiony (szlag mnie trafił już w momencie lądowania, bo nasze główne lotnisko przypomina kurnik w porównaniu z portem lotniczym w Madrycie czy nawet na Teneryfie). Powiem szczerze wciąż nie mogę zrozumieć jak to jest, że w kraju doświadczonym ciężej niż my (niech "genetyczni patrioci" mówi co chcą, ale fakt jest faktem gen. Franco ma na sumieniu znacznie więcej ofiar więcej niż 9 górników z Kopalni Wujek, czy 39 ofiar „Grudnia 70") nie ma IPN, ale za to nawet w takiej zapadłej dziurze jaką jest Teneryfa istnieje świetna autostrada po której można objechać wokół całą wyspę. Dobrze, powiedziecie że Teneryfa to znany kurort, ale równie dobra droga była na końcu świata jakim jest La Gomera. Dałbym sporo żeby zakopianka miała choć jedną czwartą jakości szosy z Gomery.

W Hiszpanii nikt nie szuka mitycznego układu, ale za to jest świetnie zorganizowana linia lotnicza (po kiego nam upadający nieLOT i Centralwings? Hiszpanom udało się stworzyć prężną linie lotniczą, która do tego ma całkiem fajną spółkę córkę działającą na rynku tanich lotów. Tyle, że tam nikt nie wymienia co chwilę prezesów spółek państwowych. I na fotele szefów nie trafiają krewni oraz znajomi królika - czytaj decydentów), kolejne zalety tego NORMALNEGO kraju mógłbym wyliczać długo (zwłaszcza benzyna 95 za 0,83 eu/litr), ale po co się denerwować.

Powiedzmy sobie szczerze zmarnowaliśmy ostatnie 20 lat. Szanse daną nam przez Balcerowicza rozmieniliśmy na drobne. Wolimy nurzać się przeszłości, uważać się za dumne przedmurze chrześcijaństwa (patrz pomysł intronizacji Chrystusa Króla) niż zająć się tym co ważne. Na gospodarkę dawno wszyscy machnęli ręką. Toczy się, bo komuś chce się jeszcze walczyć z idiotycznymi przepisami, głupotą i niekompetencją urzędników oraz absurdami wymyślanymi w pocie czoła przez posłów tworzących coraz to nowe przepisy. Nasze drogi lokują nas gdzieś 100 lat za murzynami. Państwowe firmy klienta mają ciągle w... Ech nawet nie chce mi się o tym mówić. (konduktor pociągu, który miał jakieś mega spóźnione popatrzył na mnie jak na wariata, kiedy zacząłem się pieklić, że ma czelność sprawdzać bilety mimo, że już godzinę temu powinniśmy być na stacji docelowej. Spytał tylko: Pan nie mieszka chyba pierwszy rok w Polsce?).
My byliśmy zajęci rozliczaniem historii, a wszyscy nasi sąsiedzi zrobili gigantyczny skok cywilizacyjny. Zawsze śmieliśmy się z braci mieszkających na wschód od nas. A gdzie jest teraz Litwa, Łotwa czy Estonia, a gdzie jesteśmy my?
Kłócą się nie tylko politycy. Chyba z nami wszystkimi coś złego sie stało. Wracam do kraju, czytam wpisy na największej platformie blogowej dotyczącej polityki i oczom nie wierze! Absurdalne spory czy nalezy kupować prase wydawaną przez koncerny zagraniczne?! Ludzie przecież teksty w tych gazetach tworzą polscy dziennikarze, redagują je polscy redaktorzy i są one tworzone dla polskiego czytelnika, którego profil został dokładnie zbadany podczas różnych focusów. Wydawca tylko kasę z tego zbiera i się nie wtrąca. Pomysły takich bojkotów jeszcze dobitniej pokazują zaścianek w jakim żyjemy.

Z każdym dniem lepiej rozumiem o kilka lat młodszych kolegów, którzy gotowi są rzucić wszystko w cholerę. Wyjechać żeby wreszcie żyć normalnie - pracować i mieć po pracy czas oraz pieniądze żeby pójść na piwo ze znajomymi. Młodzi mają coraz bardziej dość kraju absurdu jakim jest Polska.

Nie jestem fanem naszej lewicy, ale ostatnim premierem, który cokolwiek zrobił dla rozwoju tego kraju był Leszek Miller. Tyle, że CIT wciąż jest za wysoki. Przepisy są idiotyczne, ale nikt się nie śpieszy żeby je zmienić. Komisja Przyjazne Państwo może uwija się, tyle że resorty nie mają ochoty zmieniać absurdów wskazanych przez posłów.

A teraz szlag mnie trafia, bo wróciłem do Sejmu i widzę, że temu co się dzieje winne są obydwie największe partie. To przez nie w ciągu ostatniego 2,5 roku nic nie udało się zrobić: autostrady nie powstają, drugiej linii metra nie ma, stadionów wciąż się nie buduje. I wszystko wskazuje na to, że nic się nie zmieni. Bo powiedzmy sobie szczerze ani PiS ani Platforma nie mają absolutnie żadnych pomysłów poza działaniami PRowymi.

A teraz wracam do tego od czego zacząłem. Pytanie taksówkarza brzmiało: „czy w Polsce dalej rządzą bliźniacy?". Potem zaczął sam z siebie (wyjaśniliśmy tylko, że prezydent jest jeden z braci, a premierem szef opozycji) opowiadać jak to jeszcze do niedawna Hiszpania rządziła prawica, ale jak podkreślił na szczęście przegrała i do władzy doszła lewica. A ja oddam wszystkie nasze partie, choćby za lewicę z Hiszpanii, niech tylko ktoś wreszcie weźmie się za nasza gospodarkę i idiotyczne przepisy.

 
 Oceń wpis
   
Żadnego państwa na świecie nie stać, aby twardo zaprotestować przeciwko temu co robią Chiny w Tybecie. Bez produktów „made in China" da się obejść, ale wydatki skoczą o kilkanaście procent. Żadna gospodarka tego nie wytrzyma. I tak ekonomia wygrywa z prawami człowieka.

Podobno jest już co najmniej 100 ofiar. Podobno przez Lhasę jadą ciężarówki, z setkami aresztowanych. Podobno na ulicach pojawiają się czołgi. Podobno, bo coraz mniej osób ma szanse dotrzeć do Tybetu żeby relacjonować to co tam się dzieje.

Jeśli olimpiada w Chinach miała być sposobem na ucywilizowanie Państwa Środka, to należy tylko współczuć głupoty decydentom MKOL. Przecież kiedy zapadała decyzja o przyznaniu Chionom organizacji olimpiady było doskonale wiadomo o tym co dzieje się w Tybecie, o tym jak są traktowani wyznawcy Falun Gong, co się dzieje na stadionach gdy nie są tam rozgrywane akurat mecze czy inne zawody.

„Ludzie zachodu" - jak mówią o nas azjaci - nigdy nie zrozumieją mentalności mieszkańców Azji. Tam nie liczy się człowiek. Śmierć nawet setek czy tysięcy osób to nie tragedia, jeśli ich odejście ze świata jest związane z osiągnięciem jakiegoś celu. (proszę sobie przypomnieć jak wyglądał konflikt w Wietnamie. Wojska północy parły na południe nie oglądając się na własne straty. Albo opisy Chin w genialnej autobiografii Jung Chang pt. Dzikie łabędzie: trzy córy Chin ) A Chiny mają jeden cel uczynić z Tybetu pokorną prowincję.

Rozumiem decyzję ministrów sportu UE, niemieckiej kanclerz ortaz szefowej amerykańskiej dyplomacji Condoleezzy Rice, którzy nie chcą drażnić chińskich przywódców. Chiny niestety są nam potrzebne. Bez nich światowa gospodarka mocno zachwiałaby się.

Pewna amerykańska dziennikarka (błagam szanownych Czytelników,jeśli ktoś pamięta tytuł tej książki autora niech wpisze w komentarzu - przeglądałem to kiedyś to dziełko, ale wyleciało mi z głowy kto to stworzył i jaki miało tytuł) sprawdzała czy da się przeżyć bez produktów z Chin. Podobno się da, ale jej budżet domowy bardzo boleśnie zniósł ten eksperyment. Wydatki skoczyły o kilkanaście procent. Spójrzmy prawdzie w oczy. Chiny są niezbędne światowej gospodarce. I dlatego świat niespecjalnie przejmie się tym co się dzieje w Tybecie

Olimpiada się odbędzie. Sport to wielki biznes i nikt nie pozwoli sobie na to, aby zaprotestować przeciwko łamaniu praw człowieka. Tylko organizacje typu Amnesty International będą zasypywały chińskie władze petycjami i organizowały wice przed ambasadami (także za moje pieniądze i szczerze polecam pomoc tej organizacji nie tylko z jednego procenta PiT, ale także w ramach comiesięcznych wpłat na jej konto). Ale świat nic nie powie.

Gest premiera Tuska choć ładny (dobrze, że cokolwiek zrobił) raczej jest czysto symboliczny. Podejrzewa, że gospodarze nawet nie zauważyliby nieobecności naszego premiera w dniu rozpoczęcia obrad. Dlatego duży szacunek dla marszałka Senatu Bogdana Borusewicza za inicjatywę zaproszenia Dalajlamy do Senatu. Wielki Szacunek Panie Marszałku. A mnie się przypomina pewna piosenka sprzed niemal 40 lat. Gdyby zmienić drobne szczegóły pasowałaby dziś idealnie:

Chłopcy z Grabówka, chłopcy z Chyloni
Dzisiaj milicja użyła broni
Dzielniśmy stali i celnie rzucali
Janek Wiśniewski padł
(...)
Stoczniowcy Gdyni, stoczniowcy Gdańska
Idźcie do domu, skończona walka
Świat się dowiedział, nic nie powiedział
Janek Wiśniewski padł
 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |


Najnowsze komentarze
 
2013-10-20 22:39
rtvagd do wpisu:
Samobójstwo medialne PiS
podoba mi sie blog
 
2013-08-16 18:25
chwilowka do wpisu:
Pobili Rokitę - czyliw oparach absurdu
Tylko niektórzy dziennikarze, brukowi.
 
2012-12-06 13:15
prawnik_ do wpisu:
Porażająca niekompetencja ministra Ziobro
Teraz mamy ministra sprawiedliwości który nie jest prawnikiem.
 



 
Dziennikarz Newsweeka
 



Kategorie Bloga
 
Ogólne
 



Moje linki


Ulubione blogi