Sejm od kuchni
Grepsy zamiast konkretów 2007-10-09 11:39
 Oceń wpis
   

Kampania wyborcza zmierza, na szczęście dla nas wszystkich, ku finałowi. Jest nudno, żeby nie powiedzieć, że sytuacja przypomina „polski film”. Politycy postanowili konkurować grepsami, bo konia z rzędem temu, kto powie po setkach konferencji prasowych, debat i debatek oraz tysiącach reklamówek wyemitowanych wyemitowanych w TV, jaki program mają partie walczące o miejsca w Sejmie

Powrót do kraju po wakacjach był bolesny. Chyba dopiero duża odległość od kraju-raju oraz parlamentu pokazała bolesną prawdę: bezsens tego co robią nasi politycy i jeszcze większy brak sensu pracy naszych dziennikarzy.

Z partyjnych SMS-ów dowiedziałem się właściwie wszystkiego. Zresztą czego się dowiadywać. Tylko tyle, gdzie i kto jaka konferencję robi oraz w jakiej sprawie. A same „wypaszczenia” polityków były już zupełnie jałowe i nieważne.

Dziwi mnie tylko bezradność Platformy. Partia Donalda Tuska daje się robić jak dziecko Pis-owi. A PiS-owscy spin doktorzy (czapki z głów przed Adamem Bielanem, Michałem Kamińskim oraz Jackiem Kurskim) pewnie nawet nie mają z tego żadnej radości. Bo jaka jest satysfakcja z zabrania dziecku cukierka czy w kopaniu leżącego? Donald Tusk ma na twarzy wypisaną klęskę i nie może się wykaraskać z traumy sprzed dwóch lat. No chyba, ze świadomie prowadzi partie do porażki, bo w opozycji ma się łatwe życie…

W każdym razie najbardziej denerwujące jest to, że politycy zamiast zająć się gospodarką, podatkami rzeczami ważnymi, znowu mamy festiwal wypowiedzi dotyczący archiwów IPN, postkomunistów, uwłaszczenia się na państwowym majątku itp. A w takij Grecji litr paliwa 95 na wyspach (a więc z dodatkowymi kosztami dowiezienia) kosztuje mniej więcej 1 euro. Duzo taniej niż w kraju. Podatek VAT na usługi turystyczne wynosi… No zgadnijcie ile. Tak TYLKO 4 proc. I to pokazuje jak bardzo przyjazne jest nasze państwo. Ile nas wszystkich kosztuje Polska Solidarna. (mam na myśli także nasza odwieczną solidarność górnikami, hutnikami, kolejarzami, stoczniowcami, rolnikami i innymi darmozjadami).

I o tym jakoś nie słyszę na codziennych konferencjach, itp. Jeśli nic się nie zmieni, to niezależnie od tego kto wygra wybory, kraj opuści kolejny milion (albo nawet kilka) młodych Polaków. Im dalej na zachód od naszego solidarnego i „taniego” państwa tym lepiej się żyje. Ja już też mam upatrzona bardzo miłą wysepkę na Dodekanezie…

 
 Oceń wpis
   

Mialem nadzieje, ze uciekne od przedwyborczego zamieszania. Na planowanym od roku urlopıe niestety nijak nie moge zapomniec o tym co dzieje sie w kraju. A wszystko przez te cholerna komorke i nadaktywnosc partyjnych rzecznikow...

Kiedy tylko na morzu znajde odrobıne zasiegu i wlacze na ulamek sekundy telefon, to podle urzadzenie wypluwa setkı SMSow. Pisze do mnie LPR, ze jest pomijany w TVP ı w zwiazku tym jestem zaproszony brıefing Wielkıego G, to znaczy Romana Gıertycha. Samoobrona chce abym wpadl na konferencje "PANA POSLA LEPPERA" (kıedy i dlaczego zgubil zaszczytny tytul "marszalka" oraz "premiera"? Czyzby nawet we wlasnej partii stracil szacunek?) w sprawach biezacych. W tej sprawıe chca mnıe wıdzıec w salı 102 lıderzy LıD-u. Z PSL dzwonilıi, ze zaczynaja kampanıe i pytaja czy ten fakt mnıe interesuje. O PıS, ktory organızuje minimum dwıe konferencje dzıennie nawet nie wspomınam.

Podjalem meskıe decyzje: przez najblızsze dwa tygodnıe nıe bede goscıl w tutajszych kafejkach ınternetowych (zaoszczedzone w ten sposob liry tureckıe oraz euro przeznacze na Uzo, piwo. muzea ı tureckıe laznie) a jak wroce do kraju to sprawdze czy orientuje sie w wydarzenıach tylko na podstawıe otrzymywanych SMS-ow. Efekt informacji z SMSow oraz stan mojej wiedzy przedstawıe niezwlocznie po powrocie. A Wy ocenicie czy partie sa w stanie informowac rzetelnie majac do dyspozycjı zaledwie 160 znakow.

Wspolczuje wszystkim siedzacym w Sejmıe oraz przed ekranamı TV wlaczanymı na TVN24 lub TVP3. Zdecydowanıe wole wıdok za bulajem kıedy lodz jest w morzu. Ahoj... z politykamı - wszystkıch opcji ;) 

Tagi: pis, wybory, po, lpr, wakacje, sms, sld
 
 Oceń wpis
   

Od soboty trwa już oficjalnie kampania wyborcza. Posłowie zgodnie ze starym hasłem wyborczym jednej z partii chcą być „bliżej ludzkich spraw" i obiecują wyborcom złote góry. Tymczasem po miesiącach spędzonych w budynku Sejmu już niewiele wiedzą o życiu zwykłych ludzi.

Kampania wyborcza rozkręca się na dobre. Najlepszym dowodem jest fakt, że w poniedziałek każda z partii urządziła co najmniej jedną konferencję prasową. Zaczynają się także dziać cuda. Premier, po dwóch latach rządzenia, wreszcie znalazł pieniądze na podwyżki dla lekarzy. Przywódcy poszczególnych partii proponują recepty na złote życie dla wszystkich obywateli. A co naprawdę politycy wiedzą o świecie realnym pod dwóch latach spędzonych w Sejmie? Najłatwiej sprawdzić pytając ich o rzeczy przyziemne. A czy jest coś bardziej przyziemnego niż chleb nasz powszedni? Czy posłowie wiedzą jeszcze ile kosztuje zwykła kajzerka - biała bułka stanowiąca składnik śniadania oraz kolacji większości wyborców.

Senator Stefan Niesiołowski (PO) aż przystanął z wrażenia gdy usłyszał pytanie. - Chyba 60 groszy - stwierdził po namyśle i pobiegł na umówione spotkanie. - Kajzerka kosztuje 50 groszy - stwierdził autorytatywnie rolnik i wicemarszałek w jednej osobie Jarosław Kalinowski (PSL). Kiedy usłyszał, że pomylił się o mniej więcej połowę (w większości warszawskich sklepów kajzerkę można kupić za 25 groszy, a bywają tańsze) wcale się nie zmieszał. - Bo za 50 groszy to jest taaaaka wielka bułka - żartował.

Pół złotego kajzerka kosztuje także zdaniem szefowej komisji finansów. - Może taka cena będzie w najbliższej przyszłości, bo skoro spodziewamy się podwyżki stóp procentowych to będzie impuls inflacyjny - tłumaczyła Aleksandra Natalli Świat (PiS). Stosunkowo blisko prawdziwej ceny był jej partyjny kolega. Zdaniem Jacka Kurskiego kajzerka kosztuje w tej chwili 35 groszy. - Taka jest cena u nas w Gdańsku. A jeśli w Warszawie jest taniej, to tylko dlatego, że jest to prowincjonalne miasto - przekonywał. Podobna cenę wskazywał również mieszkaniec stolicy Ryszard Kalisz (SLD).

Roman Giertych (LPR), kiedy padło pytanie, na chwilę zamilkł. - Ja nie kupuję kajzerek. Wolę chleb baltonowski - usiłował wybrnąć z opresji. - Ile zatem kosztuje ten chleb? - drążyliśmy. - A to zależy od tego czy jest krojony czy w całości. A poza tym proszę do mnie zadzwonić jak będę miał więcej czasu - zdenerwował się i ruszył szybkim krokiem w kierunku swojego gabinetu.

Na wiecach wyborczych warto zadawać posłom pytania o świat otaczający nasz wszystkich. Gmach parlamentu okazuje się być kapsułą wyjątkowo odporną na rzeczywistość, w której żyje się jak w innym świecie.

PS Tekst powstał jako próba zrelaksowania się od zadawania posłom poważnych pytań.
 
Jak PiS media odzyskuje 2007-09-07 12:14
 Oceń wpis
   

Najważniejsze newsy z sejmu w sztandarowym programie informacyjnym TVP przekazuje 20 latek. Polskie Radio zawiesza najlepszych wydawców i reporterów. Choć właściwszym słowem niż zawiesza byłoby „wyrzuca”.

Zacznijmy od Polskiego Radia. O sprawie Pisała już GW i Dziennik. Warto jednak temat rozwinąć. Poza dwoma wydawcami (jak podkreślają wszyscy pracownicy Informacyjnej Agencji Radiowej – najbardziej sensownymi ludźmi rozumiejącymi swoją pracę) i trójką depeszowców zawieszono jeszcze co najmniej jednego reportera. Wydawcy byli zagrożeni już kilka miesięcy temu gdy jeden z szefów IAR przyniósł tylko z sobie znanych źródeł „listę 500”

Ciekawe kim był informator Brzeskiego? Zaraz, zaraz co to Bertold Kittel pisał o „dziennikarstwie śledczym” w wykonaniu mediów odzyskanych przez IV RP? „Dlaczego określenie <dziennikarz śledczy> staje się etykietką pudla warującego na progu sekretariatu ministra, czekającego na ochłap z pańskiego stołu”

W każdym razie obaj wydawcy sprzeciwili się publikacji listy 500 bez uwzględnienia w depeszy „drugiej nogi” czyli osób zainteresowanych. To jest dziennikarski standard. Brzeski jednak opublikował własną depeszę bez komentarza zainteresowanych.

Czym zawiniła Targalskiemu trójka depeszowców nikt w Polskim Radiu nie ma pojęcia. Bo zawieszony reporter ma sporo na sumieniu. Kuba (cholernie sprawny dziennikarz, któremu chciało się pracować i każdy nowy pracodawca będzie z niego zadowolony) był uczniem Anki Godzwon. Reporterki zajmującej się w Polskim Radiu od lat lewicą. A zatem pewnie z tego powodu stał się podejrzany. A do tego Anka nie dość, że jest rewelacyjną reporterką to jeszcze uczy młodych myśleć i zadawać nawet najtrudniejsze pytania.

Polskie Radio samo strzela sobie w stopę bo pozbywa się dobrych ludzi. TVP już się pozbyła. W Wiadomościach newsy z Sejmu do głównego programu informacyjnego relacjonuje Kamil Dziubka – chłopak lat 20.

Jest to wiek świetny do podawania kolegom kawy oraz noszenia za nimi mikrofonu, a nie samodzielnej pracy i to w tak ważnej działce. Wiem, że każdy musi kiedyś zacząć, ale trzeba to robić z głową. Widziałem kilka dramatycznych merytorycznych błędów w materiałach zarówno w materiałach Michała Tracza (lat około 20) oraz wspomnianego już Kamila. I jakoś nikomu w TVP nie przeszkadza, że młodzi mówią głupoty na antenie. Ale są to głupoty po myśli władzy. A poza tym nie zadadzą politykom trudnych pytań. Nawet nie dlatego, że się będą bali. Po prostu nie pamiętają co owi politycy mówili kilka lat temu i że plotą coś wręcz przeciwnego. Nie wiedzą również kto i za czym kilka lat temu głosował.
Pewnie takich samych reporterów chce mieć prezes Targalski.

 
 Oceń wpis
   

Zacznę od trudnego pytania. Gdzie można było dziś spotkać najbardziej poszukiwaną osobę w Polsce? I dlaczego TVP nie będzie miała na przebitkach Jarosława Marca choć była jedyną ekipą, która stała koło niego? (a na końcu znajdziecie nowy dowcip)

I odpowiadam, bez zbędnego czekania. Jarosław Marzec pojawił się dziś w warszawskim sądzie okręgowym. Miał być świadkiem w mojej sprawie. Nie wiem skąd TVP dowiedziała się (ale może wie ktoś np. z pewnego ministerstwa?) o tym, że w ciągnącym się od lat (i do dziś nie budzącym najmniejszego zainteresowania mediów) nudnym procesie o naruszenie dóbr cywilnych świadkiem będzie były szef CBŚ (kiedy jakieś półtora roku temu albo i dawniej składaliśmy z mecenasem wniosek o jego przesłuchanie Marzec był skromnym szefem CBŚ w Trójmieście i miał zeznać w sprawie tamtejszego półświatka oraz ludzi z nim powiązanych). Przed salą sądową czekali już ludzie z Wiadomości. Koniecznie chcieli wejść na salę i filmować sprawę.

Koło sali krążył niepozorny pan. Jako, że nie miał brody ekipa telewizyjna, ale nierozgarnięci ludzie pracują w TVP, nie zwracała na niego uwagi. A ponieważ, nie przybył powód sprawę od razu zdjęto z wokandy. I wciąż zastanawiam się kto nasłał TVP. Skąd ludzie Patrycji Koteckiej wiedzieli o sprawie? Może pan się zajmie tym przeciekiem ministrze Ziobro?

A propos ministra sprawiedliwości. Właśnie dostałem SMSem dowcip. „Polska zarejestrowała kolejny regionalny produkt w UE. Alkohol „Ziobrówka". Jest to słaby adwokat na kaczych jajach" :)

A przed chwilą usłyszałem jeszcze jeden wytwór naszych parlamentarzystów: Ponoć jeden z posłów chciał popełnić samobójstwo, ale ABW go w domu nie zastała.
 
PiS, koza i wybory 2007-09-03 09:44
 Oceń wpis
   

Walka PiS z tajemniczym i ponoć wszechobecnym UKŁADEM przypomina stary dowcip o Żydzie, rabinie i kozie. Znacie? To posłuchajcie.
A na końcu znajdziecie hasło dla partii braci Kaczyńskich na zbliżające się wybory.

Zacznijmy od dowcipu. Jeśli go ktoś zna można ominąć ten akapit.

Przychodzi bogobojny Żyd do rabina i skarży się na swój los. -Rabbi żyjemy w piątkę z żoną i trójką dzieci w jednej maleńkiej izdebce. Tej ciasnoty nie można znieść. Poradź coś, bo jak tu żyć? - błagał o pomoc.
Rabin na chwilę się zamyślić i rzekł: - kup kozę.
Żyd zdziwi się. Jednak jako, że był wierzący nie protestował. Kupił kozę. A zwierzę zamieszkało razem z całą jego rodziną. Przychodzi jednak po miesiącu do rabina i zaczyna się skarżyć. - Rabbi jest jeszcze gorzej. Mamy jeszcze mniej miejsca i to zwierzę śmierdzi - utyskiwał.
Rabin wysłuchał go i rzekł krótko: - Sprzedaj kozę.
Żyd sprzedał zwierzę. Następnego dnia przychodzi i całuję rabina po rękach. - Rabbi jest cudownie. Mamy tyle przestrzeni. Naprawdę świetnie nam się żyje - cieszył się.

I tak też jest z mitycznym układem. Najpierw Jarosław Kaczyński obwieścił jego istnienie. Podczas debatą nad expose swojego „największego błędu" (cytuje z pamięci - więc mogę nie dosłownie przytoczyć wczorajszą wypowiedź premiera) jak był się łaskaw wyrazić o nominowaniu Kazimierza Marcinkiewicza na stanowisko szefa rządu (swoją drogą ciekawe czy K.M. zawsze był taki samodzielny i sprytnie to ukrywał, czy PiS po prostu zgubiło do niego pilota?).

W każdym razie Jarosław Kaczyński oświadczył wówczas iż gdyby nie PiS to: „czworokąt składający się z części służb specjalnych, części środowisk przestępczych, części polityków i części środowisk biznesowych mógłby trwać w najlepsze. (...) Trzeba przede wszystkim rozbić ten mechanizm, wywrócić ten stolik, zlikwidować ten układ - bo to jest pierwszy warunek zmian. Trzeba, krótko mówiąc, oczyścić polskie państwo, trzeba je zreformować i trzeba podjąć nową politykę gospodarczą..."

Potem zaczęły się dość dramatyczne poszukiwania układu. Zakończyły się zatrzymaniem kilku lekarzy. I to raczej na podstawie wątłych dowodów.

W końcu kolega ze studiów Kaczyńskiego zwany „szejkiem Jassinem" (ksywka powstałą kiedy Jasiński bez większych sukcesów walczył o zdobycie funkcji szefa PKN Orlen) nominował Jaromira Netzla na funkcję prezesa PZU. A potem sam Kaczyński do swojego rządu zaprosił Janusza Kaczmarka. I wydał zgodę, aby szefem policji został Konrad Kornatowski, a szefem CBŚ Jarosław Marzec. Następnie z dużym hukiem znaleziono mityczny układ. Koza została usunięta z IV RP.

Niby nic się nie zmieniło, a ponoć jest lepiej. Nawet premier wystąpił w telewizji żeby pochwalić się wyprowadzeniem kozy, przepraszam „koronkową akcją" dotyczącą Kaczmarka, Kornatowskiego i Netza oraz zaocznie Krazue oraz Marca (jak go znajdą)

(swoją drogą ciekawe czy ktoś wie coś o koneksjach tego biznesmena z PiS i PC?) Sam Jarosław Kaczyński przyznał, że jego brat przyjaźnił się z szefem Prokomu (polecam pytania od 3 do 9).

I na koniec obiecane hasło wyborcze dla PiS. Jest krótkie, ale pasuje do całej sytuacji idealnie: „Kozę wyprowadzić!"

PS
Do dzisiejszego odcinka, którego sponsorem są literki: C,B,A dodam jeszcze gratis dowcip. Jak będzie się nazywał największy turniej tenisowy po tym jak służby w końcu zatrzymają Ryszarda Krazue?

Oczywiście: Prokom Closed.
 
Jak PiS odzyska Sejm... 2007-08-30 09:21
 Oceń wpis
   
Po zatrzymaniu Kaczmarka i Kornatowskiego PiS nie ma nawet co marzyć o spokój w Sejmie. Wtorkowe posiedzenie zamieni się w krwawą jatkę, a później będzie tyko gorzej. PiS musi odzyskać Sejm. I może to zrobić tylko w jeden sposób....

PiS ma problem. W przyszłym miesiącu marszałek Ludwik Dorn musi poddać pod głosowanie wniosek SLD o powołanie komisji śledczej w sprawie śmierci Barbary Blidy. Cztery miesiące później będzie musiał wyjąć z szuflady wniosek o powołanie komisji w sprawie działań CBA wobec Andrzeja Lepper. A zaraz potem poddać pod głosowanie wniosek o odwołanie marszałka... I w ten sposób opozycja przejęłaby praktycznie władze.

Najlepiej dla PiS, aby odbyły się wybory. Te są jednak bardzo mało prawdopodobne.

Zebranie 307 głosów podczas przyszłotygodniowego głosowania nad skróceniem kadencji jest wciąż wątpliwe. PiS pewnie karnie stawi się na sali plenarnej bo Jarosław Kaczyński zapowiedział, że dla ci których nie będzie albo zagłosują przeciwko nie mają co liczyć na miejsce na listach wyborczych w następnej kadencji. Zapewne, choć mogę się mylić, zdecydowanie mniej karni będą politycy PO. Pewnie kilku będzie miało akurat w tym czasie do załatwienia nie cierpiącą zwłoki sprawę w Kuala Lumpur, albo w innym Honolulu.

Politycy SLD mogą wzorem posła Zbigniewa Dyki mieć problem gastryczny zaciąć się w toaletach. Słychać żarty, że kabiny rozdziela osobiście sekretarz do spraw dyscypliny Wacław Martyniuk. (sam powtarza ten dowcip). Złamie się pewnie także PSL.

Oczywiście to wszystko to przypuszczenia, ponieważ pewność będzie można mieć gdy pojawi się wydruk z głosowania.

Opozycja może po prostu zrezygnować także z koncepcji wyborów i domagać się powołania komisji śledczej. Zatrzymanie Kaczmarka i Kornatowskiego oznacza tylko iż PiS-owi po prostu grunt pali się pod nogami. I opozycja nie przepuści takiej okazji, aby wbić kolejny, być może ostatni, gwóźdź do trumny PiS. To zaczyna się robić już zbyt podobne do sprawy Rywina. PiS robi sobie z państwa oraz wymiaru sprawiedliwości spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.

Premier zapewne zdaje sobie sprawę z problemu jaki ma w Sejmie. Wczoraj przyznał zresztą, że jeśli nie będzie miał absolutnej pewności, iż opozycja mu „nie wywinie żadnego numeru" w drugim z trzech kroków konstytucyjnych, to nie podda swego rządu do dymisji. A pewności nie będzie miał nigdy...

Jednak posłowie PiS tajemniczo się uśmiechając zapowiadają, że jest pomysł jak utrzymać władzę. Jedynym logicznym i zgodnym z konstytucją oraz regulaminem sejmu scenariuszem jest permanentna przerwa. Po prostu marszałek Ludwik Dorn po przyjęciu w trybie przyśpieszonym ustaw najważniejszych dla PiS ogłosi przerwę w obradach do października 2009 roku. I w ten sposób PiS nie będzie miał problemu z opozycją, która odzyskuje kolejne komisję. Budżet nie będzie problemem, bo przez dwa lata będzie obowiązywało prowizorium (chyba, że prezydent skorzysta ze swych uprawnień i rozwiąże Sejm. Decyzją będzie jednak zależała od wyników sondaży.) W lutym nie zostanie wybranych trzech nowych członków Trybunału Konstytucyjnego. A więc TK będzie obradował w okrojonym składzie - co w sumie będzie korzystniejsze dla PiS, bo miejsc w Trybunale nie zyska opozycja.

Zapewne w tym czasie opozycja zamiast leżeć i czekać na comiesięczną wypłatę (bo uposażenie i dieta należy czy się stoi czy się leży) w pobliżu parlamentu postawi wielki namiot i urządzi tam alternatywny Sejm. Nie będzie to miało jednak wielkiego znaczenia.

Scenariusz ten powstał w wyniku długiej burzy mózgów z Magdą Rubaj. A jego wykonalność oraz zgodność z prawem potwierdził Wacław Martyniuk.

Jeśli ktoś wymyśli coś lepszego i bardziej prawdopodobnego funduję nagrodę :)

 
Co z tymi wyborami? 2007-08-29 09:00
 Oceń wpis
   

Czyżby PiS przymierzał się do dłuższego rządzenia, a premier Kaczyński doskonale wiedział, że Sejm nie zakończy swej działalności 7 września? Jeśli jest inaczej to po co dziś rząd pokaże światu projekt nowej ustawy? Przecież do jego przyjęcia potrzeba aż trzech czytań w Sejmie...

Oto fragment komunikatu Centrum Informacyjnego Rządu:

„Centrum Informacyjne Rządu zawiadamia, że 29 sierpnia br., po zakończeniu obrad Rady Ministrów, odbędzie się konferencja prasowa premiera Jarosława Kaczyńskiego oraz minister sportu turystyki Elżbiety Jakubiak. Tematem konferencji będzie projekt ustawy o warunkach realizacji przedsięwzięć UEFA Euro 2012.  (...)Projekt ustawy łączy w sobie trzy działania legislacyjne związane z organizacją Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 r. Chodzi o powołanie podmiotów wykonujących przedsięwzięcia Euro 2012, sposób realizacji gwarancji rządowych oraz warunki ułatwiające organizację mistrzostw. UEFA 18 kwietnia br. przyznała Polsce i Ukrainie prawo do organizacji Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 r."

Po co rząd przedstawia nowy projekt skoro nie ma szansy, aby go przyjąć. Przecież proces legislacyjny wygląda następująco: trzy czytania w Sejmie, Senat (ew. powrót na chwilę do Sejmu) i dopiero potem ustawa ląduje na biurku u prezydenta. A to oznacza, że w najlepszym wypadku ustawa przechodzi całą drogę w ciągu dwóch trzech miesięcy (to optymistyczny wariant, bo zwykle trwa to nieco dłużej).

A zatem czy prezes PiS ma pewność, że Sejm będzie trwał? Jakoś nie wierzę, aby było to tylko PR-owie zagranie. Bo, przecież nie prezentuje się w wielką pompą czegoś co za chwile znajdzie się w koszu na śmieci...

 
Poselskie gry i zabawy 2007-08-28 18:16
 Oceń wpis
   

W Sejmie zmiany. Przywódcą opozycji został... Roman Giertych. Za to Andrzej Lepper ma nową ksywę. A ulubioną rozrywką posłów jest stosunek przerywany, pardon to znaczy obrady przerywane. W sumie wychodzi na jedno.

Zacznijmy jednak na poważnie. Jak twierdzi jeden z moich kolegów dziennikarzy śledczych, to co powiedział Kaczmarek to dopiero wierzchołek góry lodowej. „Jak inni zaczną mówić” – to PiS będzie pogrążony twierdzi kolega. A propos różnych twierdzeń coraz więcej wskazuje, że wygram zakład. Wybory raczej wiosną, a może nawet później. Chyba już nawet premier nie wierzy, że mogą być październiku lub listopadzie.

A w Sejmie coraz zabawniej. Na niekwestionowanego lidera opozycji nomen omen wyrósł Roman Giertych. Gdyby nie on, nie byłoby żadnego czytanie stenogramów posłom. Platforma zamiast prowadzić jakiekolwiek działania po prostu śpi. A gdy już się na chwilę przebudzą i ktoś im powie prawdę natychmiast się oburzają. Jeden z posłów PO długo z oburzeniem w głosie klarował pewnej znanej dziennikarce, że to Tusk doprowadził do tego, że Dorn zaczął czytać posłom.

Poza wnioskami o powołanie komisji śledczych z czytanek wynikło jeszcze jedno. Andrzej Lepper ma nową ksywę. Na sali już do niego zwracają się do niego per "panie pośle NN". A skąd ten pseudonim? Andrzej L. Zyskał go przez Dorna. „Minister sprawiedliwości w styczniu wydał zgodę na założenie podsłuchu posłowi NN” – przeczytał marszałek. Nawet najbardziej niekumaci parlamentarzyści od razu załapali, że chodzi o Leppera. Po jakie licho więc marszałek ukrył nazwisko? Znowu zwyciężyła w nim chęć pomocy partyjnemu koledze?

A przy okazji o największym pechowcu dzisiejszego posiedzenia. Mniej więcej 20 minutach posiedzenia wpadł do Sejmu poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS). – Samolot miał spóźnienie – wysapał lecąc w kierunku sali plenarnej. Sekundę później Dorn ogłosił przerwę, która została przedłużona do wtorkowego poranka. Mularczyk miał pecha, bo kilka godzin wcześniej samolot Ryanair wyjątkowo twardo przyziemił. Po tym jak pękły opony pas startowy został zamknięty. Gdyby poseł zamiast latać wybrał pociąg przynajmniej zdążyłby posłuchać pierwszych 20 minut drugiej czytanki Dorna. Być może we wtorek, nauczony już przykrymi doświadczeniami, wybierze nieco tańszy ale pewniejszy środek lokomocji.

We wtorek nie warto spóźniać się do Sejmu, ponieważ na pewno opozycja przygotuje trochę atrakcji. A sejmowy przerywaniec może potrwać nawet dwa lata. W końcu posłowie pracują według zasady „czy się stoi czy się leży, 10 tys. się należy”
 
 Oceń wpis
   

„Pełno nas, a jakoby nikogo nie było" - pisał poeta. O dzisiejszym dniu w parlamencie powiedziałby pewnie: coś się dzieje, ale wydarzeń brak. Najbardziej brakuje przede wszystkim napięcia, które zwykle panuje przed wyborami...

Za tym, że nie będzie wyborów przemawia jeszcze jeden fakt. Wczoraj odbył się klub poselski PiS. A na nim do klubu przyjęto Halinę Molke. A takich rzeczy nie robi się przed wyborami. Bo po co przyjmować spad z Samoobrony w takiej sytuacji? Jeśli mają być wybory to w tej sytuacji oznaczałoby, iż Molka musi dostać dobre miejsce na liście, A z jej okręgu jest już kilka posłów PiS... A więc mamy raczej próbę wyciągania posłów od byłych koalicjantów. Czy ta strategia się powiedzie nie mam pojęcia.

Opozycja też coś knuje. Pomijam groteskową już zabawę w szukanie kruczków prawnych pozwalających na rozszerzenie obrad. Ludwik Dorn ma do dyspozycji ministra Lecha Czaplę, a ten ma regulamin sejmu w małym palcu. I w żaden sposób opozycji nie uda się zmusić Dorna do zmiany planów.

Intryguje mnie za to Platforma Obywatelska. Ile razy nie szedłbym przez podwórze przy Nowym Domu Poselskim to zawsze spotykam tam knujących i szepcących panów: Tuska, Nowaka, Schetynę, Drzewieckiego. Ciekawe czy panowie tylko chodzą i knują w podwórzu, bo obawiają się podsłuchów, czy też po prostu razem chodzą do Szpilki lub Szparki (takie dwa ponoć trendy lokale w pobliżu Sejmu, w których na jednego przypadkowego klienta z ulicy przypada trzech dziennikarzy i jeden informator z prokuratury lub innego urzędu) i spotykam ich jak wracają do pracy.

I pewne jest jedno. W tym tempie do 7 września posłowie nie uchwala wszystkich ustaw, o których mówi Dorn. I być może to będzie uzasadnienie przesunięcia wyborów na termin późniejszy...
Tagi: pis, wybory, sejm, dorn, czapla
 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |


Najnowsze komentarze
 
2013-10-20 22:39
rtvagd do wpisu:
Samobójstwo medialne PiS
podoba mi sie blog
 
2013-08-16 18:25
chwilowka do wpisu:
Pobili Rokitę - czyliw oparach absurdu
Tylko niektórzy dziennikarze, brukowi.
 
2012-12-06 13:15
prawnik_ do wpisu:
Porażająca niekompetencja ministra Ziobro
Teraz mamy ministra sprawiedliwości który nie jest prawnikiem.
 



 
Dziennikarz Newsweeka
 



Kategorie Bloga
 
Ogólne
 



Moje linki


Ulubione blogi