Sejm od kuchni
Uwierzę jak zobaczę... 2007-08-23 20:16
 Oceń wpis
   
Jestem „Niewiernym Tomaszem”. Nie wierze w jesienne wybory. A konferencja PiS sprzed doby i kolejne wypowiedzi polityków z partii Jarosława Kaczyńskiego tylko mnie w tym przekonaniu umacniają. We wcześniejsze wybory uwierzę jak zobaczę wydruk z głosowania nad wnioskiem o skrócenie kadencji...

Wybory jak dla mnie najwcześniej będą wiosną. Posłowie PiS coraz częściej powtarzają mantrę o „bardzo ważnych ustawach, które muszą być przyjęte dla dobra kraju”. Właśnie z tego powodu PiS złożył własną (trzecią już jaka trafiła do laski marszałkowskiej po podobnych propozycjach PO i SLD) uchwałę o skróceniu kadencji Ba, sam Adam Lipiński stwierdził, że jeśli owe mityczne ustawy nie będą przyjęte na czas to być może jednak 7 września nie będzie głosowania w sprawie skrócenia kadencji.

Słuchając tłumaczeń posłów PiS zastanawiałem się kiedy zaczną rosnąć im nosy. Poseł Mulaczyk z wielkim zapałem twierdził, że trzeba uchwalić zmiany w kodeksie karnym. Tyle, że opozycja nie zgodziła się, aby włączyć tę ustawę pod obrady. A więc nie uda się jej uchwalić przed 7 września. No chyba, ze kadencja będzie trwała dłużej...

Aleksandra Natalli Świat twierdziła, że bardzo ważną sprawa, oczywiście dla Polski, jest uchwalenie pro rodzinnych zmian w podatkach PIT. Tyle, że we wtorek rząd negatywnie zaopiniował tę propozycję! O co więc chodzi?!

Właściwie to po co PiS przygotowuje własny projekt uchwały o skróceniu kadencji, skoro wcześniej takie złożyły SLD, a także PO? Politycy rządzącej partii twierdzą, że nie są pewni tego czy opozycja rzeczywiście chce zakończyć prace tego Sejmu. To tłumaczenie jednak bardziej pasuje do kabaretu niż do rzeczywistości.

W kuluarach pojawiło się już złośliwe wyjaśnienie zagadki. Po prostu każda partia zagłosuje na własny wniosek. Wtedy nie dojdzie do samorozwiązania Sejmu, które dla wielu posłów jest nieopłacalne z powodów finansowych. Ale wszyscy będą mogli mówić zgodnie z prawdą, że głosowali za rozwiązaniem Sejmu.

W piątek z wakacji wróci Jarosław Kaczyński. Szef PiS ma zapewne jakiegoś asa w rękawie. I pewnie wszystkich nas zaskoczy. Zapewne właśnie tym, że wyborów tak szybko nie będzie. A społeczeństwu powie się, że to dla dobra kraju.

W PiS panuje wyraźne poddenerwowanie. Posłowie ponoć po kątach kłócą się o miejsca na listach wyborczych. Mam jednak wrażenie, że gra w tej partii idzie o co innego. O wybory, ale te które odbędą się za dwa lata.

Trwa poszukiwanie następcy Lecha Kaczyńskiego. Według plotek z Dużego Pałacu prezydent może mieć coraz poważniejsze kłopoty ze zdrowiem. I jak twierdzą niektórzy wszystko wskazuje na to, iż Zbigniew Ziobro ma chrapkę na ten fotel. Czy zatem, to co się dzieje ostatnio wewnątrz PiS jest eliminacją konkurencji i próbą zdobycia całkowitego zaufania szefa partii? Wiele mogłoby na to wskazywać. A reszta jest tylko doraźną grą polityczną.
 
 Oceń wpis
   

Minister sprawiedliwości poraził nas dzisiaj dowodem. Za to promotor pracy magisterskiej ministra Ziobry powinien zaraz po skończeniu konferencji ministra popełnić na krakowskim rynku harakiri za wypuszczenie z uczelnie takiego nieuka! Bowiem jego uczeń milionom widzów przyznał się do swojej ignorancji. Jak okazało się minister związany od kilku lat z wymiarem sprawiedliwości nie zna podstawowych zasad dotyczących materiału dowodowego!!!

Zbigniew Ziobro przez godzinę upajał się własnym głosem i wymachiwał widzom dyktafonem. - Udając się na rozmowę z wicepremierem Andrzejem Lepperem, włączyłem dyktafon jeszcze przed wyjściem z ministerstwa do Kancelarii Premiera. Do decyzji o zarejestrowaniu rozmowy zostałem nakłoniony przez swoich współpracowników. Jestem szczęśliwy, że ją podjąłem – obwieścił miastu i światu. - Dyktafon został wyłączony nie bezpośrednio po zakończeniu rozmowy, ale dopiero po jakimś czasie – dodał.

I kilkakrotnie podkreślał, że bardzo dobrze zrobił, iż nagrywał swoją rozmowę. I machał tak dyktafonem. Dyktafonem cyfrowym. A każdy kto choć raz miał do czynienia z sądem i z dowodem zarejestrowanym za pomocą nagrania cyfrowego. Bowiem żaden biegły nie podpisze się pod takim dowodem, że nie został on zmanipulowany poprzez wycięcie fragmentów nagrania. Po prostu tego nie da się sprawdzić. Ziobro powinien wiedzieć o tym choćby po sprawie Rywina. Jak taki niedouczony prawnik może być ministrem sprawiedliwosci?!
 
 Oceń wpis
   

Wybory odsuwają się w czasie. Przystawki się przestraszyły. Roman Giertych proponuje stworzenie nowego rządu. Samoobrona wymownie milczy. Donald Tusk przestał się cieszyć z iluzorycznych i bardzo enigmatycznych zapewnień prezydenta o przyspieszeniu wyborów.

Wcześniejsze wybory są coraz mniej prawdopodobne. SLD ustami Ryszarda Kalisza obwieściło, że nie poprze uchwały o skróceniu kadencji. A bez Sojuszu PO i PiS nie zbiorą 307 głosów.

Poza tym po co robić wcześniejsze wybory? Zagranie prezydenta przyniosło swój skutek. Przystawki już śpiewają cienki głosem. Jeszcze wczoraj odważny Roman Giertych dziś proponuje NEGOCJACJE koalicyjne PiS – LPR - Samoobrona. I rząd bez udziałów liderów.

Zamiast o komisji do spraw CBA dziś Giertych mówił o komisji badającej prywatyzację w Polsce.

Giertych tłumaczył, że koalicja powinna istnieć dla dobra Polski. Czyli tradycyjne, bla, bla bla.

Władze PiS podczas jutrzejszego spotkania ustalą, że koalicja będzie istniała. A upokorzone przystawki będą ją popierały. Może nawet powstanie rząd bez liderów, a sterować nim będzie z tylniego siedzenia Kaczyński. Choć wątpię czy Kaczyński odda władzę. Raczej znowu dokręci śrubę LPRowi. A ten aby dalej walczyć z III RP zgodzi się na wiele ;) W końcu każdy powód żeby skończyć tę awanturę wokół działań CBA będzie dobry.

Być może jedynym gestem dobrej woli ze strony Kaczyńskiego będzie poświęcenie Mariusza Kamińskiego. To pewnie zadowoli przystawki. I wszyscy dalej będą rządzili jeszcze długo (to znaczy do jesieni 2009), ale niespecjalnie szczęśliwie.

 
 Oceń wpis
   
Zapowiedź wyborów może być blefem. Najbliższe posiedzenie Sejmu będzie testem dla PiS czy uda się złożyć jakakolwiek koalicje.

Obietnice wcześniejszych wyborów, która otrzymał Donald Tusk od Prezydenta. Można porównać tylko do propozycja podarowanie Inflant składanej przez imć pana Zagłobę wysłannikom króla szwedzkiego.

Bo z czym tak naprawdę wrócił Tusk z pałacu prezydenckiego? Z tylko mglistą propozycją jesiennych wyborów. Żadnych faktów. W czasie trwająca wczoraj kwadrans  konferencji Tuska nie padł żaden konkret. Jest niemal więcej niż pewne, że za prezydenckim pomysłem kryje się kolejna próba ustawienia do pionu „przystawek".

Bo po co inaczej nie zarządzić skrócenia kadencji od razu? Przecież poza ustawami dotyczącymi przystąpienia Polski do strefy Schengen jest wiele innych ważnych projektów (choćby ostatni etap reformy emerytalnej czyli sposób wypłaty - to jest dla milionów Polaków o wiele ważniejsze niż likwidacja punktów granicznych na przejściach z naszymi sąsiadami z  UE)

W Sejmie też jakieś zbyt małe podniecenie na zapowiedź wyborów. Korytarze puste. Żaden z polityków nie biega nerwowo. A do tego Jarosław Kaczyński wymownie milczy. I czeka. Czeka zapewne na propozycję ugody od przystawek, które zaczynają się obawiać wyborów. Kaczyński zapewne, nie uwierzy w cudowną przemianę i uspokojenie kolegów z LiS. Ale zawsze będzie mógł dłużej porządzić. Bo jak mówią pół żartem a pół serio politycy PiS „raz zdobytej z takim trudem władzy partia nie odda"
Tagi: pis, po, tusk, laczyński
 
 Oceń wpis
   

Od chwili konferencji prasowej Giertycha można mówić o nim już jako byłym wicepremierze. Pytanie ile czasu pozostanie w ministerstwie. Mam podejrzenia graniczące z pewnością, że na najbliższym posiedzeniu Sejmu Giertych wystąpi na mównicy już tylko w roli szefa LPR.

Przyznam się szczerze, że pierwszy raz w życiu słuchałem Giertycha z zainteresowaniem i bez ironicznego uśmiechu. O zgrozo, przyłapałem się na tym, że kiwam potakująco głową.

Giertych dokładnie wypunktował szefa PiS. Właściwie bez ogródek zarzucił największej partii i w sposób zawoalowany Kaczyńskiemu, że posługuje się służbami specjalnymi dla własnych celów. Niewiele brakowało, a powiedziałby o zdradzie stanu dokonanej przez premiera. Właściwie miedzy wierszami dał to do zrozumienia.

Jestem już niemal pewien, że komisja śledcza do spraw afery CBA i Leppera powstanie. Tym samym przedłuży istnienie tego Sejmu. A PiS zacznie gwałtownie tracić poparcie społeczne.

O tym, ze źle się dzieje w państwie polskim powiedział dość wyraźnie Andrzej Lepper w wywiadzie dla Polityki. Tezy Leppera, że Kaczyński posługuje się „kwitami” dla swoich celów potwierdził Giertych. I dodał kilka nowych spraw. Praktycznie już były wicepremier przyznał, że nie tylko Samoobrona miała być w ten sposób załatwiona. Inne partie miały być również rozwalone tym sposobem.

Giertych doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że zakłada stryczek na własną głowę. A robi to zapewne dlatego, że sporo wie. Jeśli powstanie komisja to nie tylko on, ale wielu świadków będzie się dzieliło wiedzą z sejmowymi śledczymi. Straci na tym PiS. Niewykluczone, że Giertych już wie, że komisja do spraw CBA będzie tym samym dla PiS czym komisja rywinowa dla SLD. Może dlatego tak chętnie będzie współpracował z opozycją. I upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu. Odetnie się od PiS i zniszczy głównego wroga, który usiłował przejąć jego elektorat. Tym samym załapie się do kolejnego Sejmu.
 
 Oceń wpis
   

- Och Sebastiano nie kochasz mnie, ale nie odchodź!!! Pozbądź się ojca twego Andrzejusa i zostań ze mną. Nie idź do rodu Ligusów. Nie słuchaj Romanosa, on jest złym człowiekiem – wołała ona. – To ty mnie zdradziłaś. Nie ja nie chcę rozwodu, ale ty nie chcesz naszego małżeństwa – odpowiadał on.

Kiedy się obudziłem byłem pewien, że przysnąłem przed telewizorem i właśnie zaczął się 1 983 496 odcinek brazylijskiej opery mydlanej Brzydula PiSula i wredny Samoobroniano oraz 29 TaLigów. Ku mojemu zdziwieniu zamiast boskich, uwielbianych przez starsze panie gustujące także w moherowych dodatkach, latynoamerykańskich aktorów zobaczyłem znanego mi skądinąd mulata. Był siwy, miał swojski przaśny wygląd i mówił coś o premierze. – Ki czort? – pomyślałem, przeciągając się. – Ja tę szmirę skądś znam – to była druga myśl.

Po chwili zobaczyłem studio jednego z programów informacyjnych. A spiker cedził ostre słowa, od których nagła wzbierała złość.

Ach już wiem! Ten na ekranie to Andrzej Lepper, który zapewniał, że Samoobrona to on i vice versa. A przed chwilą ktoś z PiS mówił, że może negocjować z Samoobroną, ale bez Leppera. Potem ten ostatni mówił, że PiS zerwał koalicję, ale Samoobrona jest gotowa współpracować dla dobra kraju.

Na ekranie zabrakło mi tylko dzielnego posła i zarazem wybitnego aktora (kto pamięta tę rolę w 07 zgłoś się) posła Jerzego Dziewulskiego, który oznajmiłby widzom, że z terrorystami się nie negocjuje. A może Dziewulski nawet był. A ja tylko na chwilę przysnąłem. Bo zaraz potem ukazał się, a może tylko przyśnił się, Zdzisław Maklakiewicz wygłaszający swoją kwestię z Rejsu:

Ja w ogóle nie lubię chodzić do kina. A szczególnie nie chodzę na filmy polskie w ogóle... Nudzi mnie to po prostu... Zagraniczny to owszem. Pójdę sobie. Bo fajne są filmy zagraniczne. Wie pan? Jakoś tak można, wie pan... Jakoś tak... No ja wiem no... Przeżyć to. Przeżyć. Wie pan... Przeżyć. A w filmie polskim proszę pana to jest tak: nuda... Nic się nie dzieje proszę pana. Nic. Taka proszę pana... Dialogi nie dobre... Bardzo nie dobre dialogi są. Proszę pana... Yyyy... W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje. Proszę pana... Aż dziw bierze, że nie wzorują się na zagranicznych. Proszę pana. Wie pan... Przecież tam... Niech pan weźmie na przykład aktora, proszę pana... Yyyy... Zagranicznego... To ten aktor zagraniczny proszę pana... To jego twarz coś wie pan... Nie wiem jak tutaj... Trudno mi w tej chwili powiedzieć, wie pan... Coś takiego wyraża... Wie pan... Jakoś tak... No... No wie pan o co mi chodzi. A polski aktor proszę pana... To jest pustka... Pustka proszę pana... Nic! Absolutnie nic. Załóżmy proszę pana. Że jak polski aktor proszę pana... Gra nie? Widziałem taką scenę kiedyś... Na przykład, no ja wiem? Na przykład zapala papierosa nie? Proszę pana zapala papierosa... I proszę pana patrzy tak: w prawo... Potem patrzy w lewo... Prosto... I nic... Dłużyzna proszę pana... To jest dłu... po prostu dłu... dłużyzna proszę pana. Dłużyzna.. Proszę pana siedzę sobie proszę pana w kinie... Pan rozumie...I tak patrzę sobie... siedzę se w kinie proszę pana... Normalnie... Patrzę, patrzę na to... No i aż mi się chce wyjść z... kina proszę pana... I wychodzę... No i panie i kto za to płaci? Pan płaci... Pani płaci... My płacimy... To są nasze pieniądze.

I znowu się obudziłem. A koalicja niczym ten okręt głupców z obrazu Hieronima Boscha nadal dryfuje w nieznanym kierunku. Bez sternika, żeglarzy i żagli. Okręt płynie siłą rozpędu i w każdej chwili może zamienić się w Latającego Holendra.

Scenariusz naszego swojskiego filmu nudzi już nie tylko widzów, ale także aktorów. Ale życie to nie film i szybkiego końca – jakiegokolwiek końca , bo na happy end już nikt nie liczy – nie ma co się spodziewać. W końcu dla takich gaży aktorzy gotowi będą jeszcze na wiele wyczynów. A nam będą wmawiali, że w tej szmirze grają dla dobra widza. I cholera mnie bierze, bo płacę niemałe pieniądze na opłacenie tej trupy.

Życie to nie film, niestety cholera nie mogę wyłączyć tej szmiry. Ba, mimo woli jestem w niej statystą. I to mnie wkurza najbardziej.

 
Bez lansu nie ma awansu 2007-08-03 12:27
 Oceń wpis
   

Kiedy rozum śpi, budzą się upiory – pięknie ujął to na jednym z obrazów Goya. W Sejmie można zobaczyć coś podobnego. „Kiedy zaczyna się ogórki, pojawiają się upiory przeszłości”. Korytarzami Parlamentu przechadzają się i lansują osoby, które już dawno powinny zniknąć w odmętach historii.

- Bez lansu nie ma awansu- mawia Beata „Luba” Lubecka z Radia Zet. Najwyraźniej jej słowa wzięło sobie do serca kilku prawie ex polityków.

Od kilku dni codziennie około południa przy stoliku dziennikarskim zjawia się Ryszard Czarnecki. Powoli wchodzi schodami, rozmawia przez telefon. I zatrzymuje się tuz przy dziennikarzach. Nie, na pewno nie po to żeby go nagrano ;) Pewnie tylko przypadkiem jest w pełnym telewizyjnym makijażu.

Część kolegów daje się złapać na tę sztuczkę. Czarnecki sieje tylko ferment opowiadając o rozpadającej się Samoobronie. Jak na złość partia Leppera jakoś się nie rozpada. Ale poseł, który jest już nikim dalej lansuje się w mediach.

Na sejmowych korytarzach można spotkać również "Mecenasa Henryka Senatora Dzido” (tak się kiedyś koledze przedstawił) przechadzającego się pod rękę z senatorem Sławomirem Izdebskim. Obydwaj reprezentują jedyną i prawdziwą Samoobronę ew. tylko prawdziwe ideały Samoobrony Leppera. Panowie bardzo chętnie
wypaszczają" się do kamer. A ogłupiałe z powodu braku tematów  media dają się łapać na te sztuczki i nagrywają wszystkich jak leci ;) A sejmowe potwory i spółka regularnie zwiększają swoją szansę na reelekcję lub powrót do polityki.

 
 Oceń wpis
   

Historia dziewięciu miesięcy rządów Kazimierza Marcinkiewicza ukaże się drukiem w październiku. Były premier - jak zapewnia - właśnie kończy dzieło. Niewykluczone, ze ostatnia kropka zostanie postawiona nawet jutro.

Po raz kolejny przekonałem się, że warto się ukulturalniać. Żeby słowa przekuć w czyn udałem się do placówki  handlu detalicznego reklamującej się hasłem "Pełna kultura". Żeby nie popełnić kryptoreklamy nazwę sieci handlowej pominę milczeniem, ale zdradzę, że to taki McDonaldas z książkami, płytami oraz mydłem i powidłem ;)

(na marginesie książki wole kupować w Prusie i Librze oraz ukochanym Czytelniku przy Sejmie [mała prywata - wielkie podziękowania dla posła Palikota - za uratowanie tej księgarni. Mało kto dziś kupuje i utrzymuje przy życiu deficytowy interes dla przyjemności])

Tym razem naszło mnie na muzykę z filmu "Hair". (kto nie wiedział polecam - i film i muzykę) Okazało się, że warto było poszperać miedzy półkami. Przy kasie dostałem z pierwszej ręki informacje o zbliżającym sie hicie wydawniczym. 

Tuż za mną ustawił sie bowiem sam były premier Kazimierz M. Gdyby nie to, ze powiedzial dzien dobry w ogóle bym go nie zauważył (instynkt dziennikarski skierował mnie we właściwym kierunku, ale w ostatniej chwili nieco sie przytępił ;)

W każdym razie po tym nieco przydługim (i nudnym pewnie) wstępie meritum. Były premier nie zdradził co robi w kraju. W każdym razie zapewnił, że właśnie kończy pisać książkę o kulisach powstania i działania rządu. Ponoć właśnie ostatnie strony wychodzą spod pióra. A dzieło ukaże sie na rynku wydawniczym zapewne w październiku. 

Zastanawiam sie na ile szczerze były premier opisze co i jak sie działo. Czy jeszcze ma ochotę wiązać przyszłość z PiS czy już nie? Pewnie od tego zależy ilość smaczków w dziele. Ale książkę tak czy siak kupie ;)

W końcu cała historia tego wpisu się zaczęła od ukulturalniania. A statystyczny Polak ponoć czyta raz na dwa lata. Może uda się zatem poprawić statystykę.

PS Niniejszy wpis zwiastuje nastanie sezonu ogórkowego.
 
 Oceń wpis
   

Życie reportera jest ciężkie. Trzeba zdobyć newsa, unikać zgniecenia przez BOR. I czasem należy zdać politykowi pytanie. Jakiekolwiek. To ostatnie zadanie przerosło pewną dziennikarkę Super Stacji

 Dzisiaj w Sejmie na jednego polityka przypada mniej więcej około 10 może nawet 15 dziennikarzy. W związku z tym, każda osoba która może cokolwiek powiedzieć do licznych sitek jest na wagę złota. W związku z tym postanowiliśmy zatrzymać wchodzącego do Sejmu wicemarszałka Bronisława Komorowskiego.

Nic to, że polityk PO właśnie wrócił z urlopu i niewiele wie. Nie ważne było nawet to, że „setka" opozycji w kwestii rozwodu koalicji jest w sumie średnio niezbędna do pracy. Dziś liczy się każda nagrana sztuka.

Marszałek najwyraźniej stęsknił się za dziennikarzami w czasie kanikuły i bez wahania zgodził się na nagranie. Poprosił tylko, aby chwilę poczekać, bo chce przywitać się z pracownikami sekretariatu i ustalić sprawy na dziś. I na moment zniknął.

W tym czasie koło stolika zaczął się lansować Ryszard Czarnecki. (były działacz Samoobrony od pewnego czasu pojawia się w Sejmie. Powoli wchodzi po schodach i rozmawiając przez telefon niby przypadkiem drepcze wokół naszego stolika. Ewidentnie widać, że chce być nagrany) Koleżeństwo rzuciło się nagrywać złotoustego Ryszarda i o wicemarszałku zapomniało. W tym czasie Komorowski pojawił się w umówionym miejscu i stanął przed trzema kamerami. Naprzeciwko niego stali trzej operatorzy i młoda reportereczka Super Stacji o wielkiej ambicji i o bardzo wysokim tonie głosu (jestem ciekaw jak to brzmi w TV bo w realu trudno to wytrzymać). Komorowski stoi i czeka. W końcu trochę zniecierpliwiony mówi: - To proszę o pytania.

Reporterce szczęka opada. - To może poczekamy na innych? - zaproponowała nieśmiało. I pobiegła po dziennikarską brać. Po chwili przyszły trzy osoby i zadały  sensowne pytania pytania. Reportereczka dzielnie trzymając mikrofon wszystko zarejestrowała.

W Sejmie niestety pojawia się coraz więcej osób, które umieją tylko odczytać politykowi pytania, które na kartce da im ktoś inteligentniejszy. Powoli z branży odchodzą ostatni dziennikarze, ich miejsce zajmują „mediaworkerzy". Młode osoby które nic nie wiedzą i nic nie umieją, ale są tanie. Super Stacja jest najlepszym tego przykładem.

Mam kolejny racjonalizatorski może po prostu kupić statywy estradowe. Operatorzy rozstawią je przed politykami, a „setki" zmontuje ktoś w studiu. Wyjdzie jeszcze taniej ;)

 
 Oceń wpis
   

Jeżeli potwierdzą się informacje o nominacji Wojciecha Mojzesowicza na ministra rolnictwa to „Przystawki" dostaną szału. Fakt, że miejsce opuszczone przez Leppera zajmie człowiek, który negocjował z Renatą Beger jej przejście do PiS - będzie zapewne wyjątkowym upokorzeniem dla Samoobrony. I czy tym razem Lepper będzie mówił, że pada deszcz kiedy znowu napluto mu w twarz?

Przed chwilą kolega przy Stoliku odtworzył ku uciesze nas wszystkich „setkę" Leppera z przed dwóch tygodni. „Ta koalicja jest zerwana" - grzmiał na którejś z kolejnych konferencji Lepper. Co powie tym razem?

Jeszcze ciekawsze jest pochodzenie informacji o potencjalnej nominacji dla Mojzesowicza. Z wiadomych przyczyn będę mógł o tym napisać za czas jakiś. (obiecuje, że napiszę). Warto jednak zauważyć, że praktycznie nikt nie chce potwierdzić tej informacji. W pałacu prezydenckim nikt nic nie wie, a rząd obraduje więc do nikogo nie da sie dodzwonić. I z niewiadomych przyczyn nie odbędzie się tradycyjna konferencja po posiedzeniu rządu.

Choć nikt nic nie wie na 100 proc. to Samoobrona jest już wkurzona.

Janusz Maksymiuk już zapowiada, ze nominacja będzie oznaczała zerwanie koalicji. Może więc Premier chce tylko doprowadzić do tego, aby Samoobrona zerwała porozumienie?
 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |


Najnowsze komentarze
 
2013-10-20 22:39
rtvagd do wpisu:
Samobójstwo medialne PiS
podoba mi sie blog
 
2013-08-16 18:25
chwilowka do wpisu:
Pobili Rokitę - czyliw oparach absurdu
Tylko niektórzy dziennikarze, brukowi.
 
2012-12-06 13:15
prawnik_ do wpisu:
Porażająca niekompetencja ministra Ziobro
Teraz mamy ministra sprawiedliwości który nie jest prawnikiem.
 



 
Dziennikarz Newsweeka
 



Kategorie Bloga
 
Ogólne
 



Moje linki


Ulubione blogi