Sejm od kuchni
Polityczna statystyka 2010-08-26 20:53
 Oceń wpis
   
Rok pracy – 18 rozmówców: sześciu ekspertów, 10 polityków oraz dziennikarz i filozof na podsumowanie. I zagadka: nazwisko którego polityka było najczęściej wymieniane w ciągu ostatniego roku?
 
Ale zanim zdradzę rozwiązanie przez chwilę się pochwalę. Wydawnictwo Prószyński postawiło trudne zadanie. Kiedy pojawił się już w księgarniach wywiad rzeka „Zbigniew Religa. Człowiek z sercem w dłoni” szef redakcji literatury polskiej zaproponował : „a może napiszesz coś o polityce?” I tak powstały „Polaków rozmowy o polityce”.  W książce 6 ekspertów mówi o polityce i jak się zmienia, a 10 polityków zdradza kuchnię polityki :)
Wszystkie rozmowy (poza wywiadem z profesorem Zbigniewem Mikołejko) powstały między kwietniem 2009 – a kwietniem 2010. ( pewne rzeczy okazały się prorocze - np. z Jarosławem Kaczyńskim rozmawialiśmy o prezydenturze i jego politycznych ambicjach – nie wiedząc, że za kilka miesięcy będzie musiał wziąć udział w prezydenckim wyścigu)
 
W sezonie ogórkowym wszyscy żyją rankingami i statystykami. Więc dołożę coś od siebie. Właśnie skończyłem indeks osób i sam się trochę zdziwiłem. Czyje nazwisko padało najczęściej? Donald Tusk – 39 razy. Na drugim miejscu jest. Kaczyński. No właśnie i to mnie zdziwiło najbardziej: bo Jarosław Kaczyński – 28. Na trzecim miejscu jest Janusz Palikot (23). Ostatnia rozmowa przeprowadzona „podbiła” liczbę odniesień do Lecha Kaczyńskiego 19 (gdyby nie liczyć ostatniego rozdziału byłoby tylko - 10. I prezydent ulokowałby się nie tylko za Lechem Wałęsą (14) ale także (i tu kolejne zdziwienie, bo postać praktycznie zniknęła ze sceny politycznej) Janem Rokitą (11).
 
W gronie często przywoływanych polityków jest jeszcze  Kazimierz Marcinkiewicz (9) Jerzy Buzek (7), Bronisław Komorowski (6) – (wtedy nikt nie sądził, że mówi o przyszłym prezydencie) oraz Tadeusz Mazowiecki (6)
Komentarza będzie krótki: scena polityczna jest nieobliczalna i nieprzewidywalna.

A tak wygląda okładka i pełna lista rozmówców:

 
 Oceń wpis
   

Stara zasada złodziei głosi: „zawsze mówi, ze jesteś niewinny. Nawet jak złapią cię z ręką w cudzej kieszeni mówi, że to nie twoja ręka." Dziś RMF FM ogłosiło, że Jarosław Kaczyński nie tylko wiedział o tym, że BOR zagłuszał telefony pielęgniarek, ale antydatował pisma, żeby zalegalizować te działania. Kaczyński do meritum nawet nie próbuje się odnosić. Za to próbuje grać na najniższych instynktach twierdząc, że „niemieckie radia manipulują" To działanie jest głupsze niż złodziejska zasada przytoczona w pierwszym zdaniu.

Były premier podpisał decyzję w sprawie zagłuszania telefonów komórkowych pielęgniarek podczas czerwcowego protestu przed Kancelarią Premiera - dowiedział się RMF FM. Co robią w tej sytuacji PiSowcy spin doktorzy? Najpierw wypuszczają Jolantę Szczypińska.

Wiadomo kobieta może poprawić wizerunek, a poza tym w powszechnej opinii kobieta nie kłamie, wiec wszyscy jej uwierzą.
Ale według niektórych informacji Szczypińska sama doskonale wiedziała o zagłuszaniu pielęgniarek. Więc zaczyna grzmieć zupełnie od czapy, że informacje podana przez RMF to: "kolejny atak na Prawo i Sprawiedliwość".

A kto na Boga Ojca zagłuszał pielęgniarki? Platforma? Krasnoludki? No tak, skoro już się wpadło z ręką w cudzej kieszeni to trzeba podstępować zgodnie ze znaną zasadą.
Ciekawe czy Szczypińska może spojrzeć w lustra kiedy rano robi make up? Tak szczerze i uczciwie popatrzeć w lustro?

Nie wiem czy wystąpienie Kaczyńskiego było konsultowane z partyjnymi ekspertami od PR. Były premier pojechał po bandzie. Wypalił najgorszymi fobiami: „Proszę, by niemieckie radia nie prowadziły w Polsce kampanii, która ma odsuwać uwagę od bieżących problemów. To niedobre zjawisko" i dodał „Dziennikarze w Polsce są zniewoleni przez wydawców. (...) Trzeba tę sprawę uregulować, by nie było żadnych tematów tabu. (...) Chcemy przywrócić w Polsce rzeczywistą wolność mediów"
Właściwie to powinien dodać, że PiS zaraz złoży ustawę, która zabroni „mówić w kuchni przy dziecku po niemiecku"

Panie Prezesie, a czy francuskie radio może podawać takie informacje? Tylko kolegom którzy pracują dla koncernu Bauera nie wolno zdobywać newsów o działaniach PiS? (przypominam, że zarówno RMF jak i ZET płacą podatki w Polsce, więc niezależnie od tego kto jest właścicielem holdingów są to Polskie firmy)

Z jednym się zgodzę. Wszystkie przecieki o tym co robił (półlegalnie? nielegalnie?) PiS są działaniami zastępczymi. (stawiam dolary przeciwko orzechom, że info o działaniach Kaczyńskiego podrzucił RMFce Grzegorz Schetyna ich poranny gość. Pewnie powiedział to Kondziowi Piaseckiemu albo któremuś dziennikarzowi po wyjściu ze studia.) Platformie póki co dramatycznie brakuje pomysłów na rządzenie. I dobrych ustaw.
Ale dokładnie tak samo zachowywał się PiS w pierwszych miesiącach swojego rządzenia. (później zresztą też). Wtedy też były puszczane przecieki do zaprzyjaźnionych dziennikarzy Szły papiery z prokuratury na biurka reporterów.
To pokazuje tylko jak słabo przygotowane są w Polsce partie do przejęcia władzy.

Panie prezesie, niech Pan nie chrzani (chciałoby się napisać mocniej, ale małoletni mogą to czytać), że dziennikarze są przez kogoś zniewoleni. Naprawdę nie widzi Pan jak się Pan kompromituje?
Te gadki może „ciemny lud z małych wsi kupi", ale nikt rozsądny nie uwierzy. A przecież PiS ponoć chce dotrzeć do inteligencji. Współczuje spin doktorom PiS. Z takim materiałem, mają do wykonania Mission: Impossible

 
Tusk jak Krzaklewski? 2008-01-28 15:23
 Oceń wpis
   

Marian Krzaklewski wszystkie działania AWS, rządu oraz swojej pacynki, tfu przepraszam swojego premiera, Jerzego Buzka poświęcił walce o prezydenturę. Wszystkie te zabiegi skończyły się tym, że o Krzaklewskim mało kto już dziś pamięta. Chyba warto o tym przypomnieć Donaldowi Tuskowi, który ewidentnie podąża drogą wyznaczoną przez byłego szefa "Solidarności".

Podczas piątkowego posiedzenia sejmowej komisji do spraw Unii Europejskiej jeden z posłów zapytał goszczącego tam ministra SZ Radka Sikorskiego, czy konflikt między prezydentem a rządem w kwestii polityki zagranicznej nie przeszkodzi w planach na okres polskiej prezydencji. Jako członek Platformy Obywatelskiej zakładam, że prezydentem będzie już wtedy Donald Tusk i, co za tym idzie, ta współpraca z rządem będzie układała się bardzo harmonijnie - odpowiedział szef MSZ (cytat za Dziennikiem – sam na komisji byłem).

Największym błędem Tuska jest to, że nigdy dotąd jasno nie zdeklarował czy będzie walczył o prezydenturę czy też nie. Wygląda, że raczej będzie chciał zatrzeć traumę przegranej z Lechem Kaczyńskim i spróbuje powalczyć o możliwość zostania „pierwszym obywatelem”. Stąd brak zdecydowanych działań rządu. Czytaj brak reform, które powinny nastąpić.

A to znaczy, że po dwóch latach straconych dla gospodarki przez PiS szykują się kolejne stracone lata przez PO. Bo wiadomo, że jeśli Tusk rzeczywiście chce być prezydentem to nie będzie żadnych cięć rozbuchanych przywilejów socjalnych, zmian w idiotycznym prawie dającym władzę związkom zawodowym w wielu firmach, dalsze dopłacanie m.in. z moich podatków do górników, hutników i setek innych nierobów.

Swoją drogą Tusk albo bardziej wierzy w swoje szczęście niż Krzaklewski, bo szef Solidarności nie miał odwagi kierować rządem, aby stanąć na czele rządu. („Piekny Marian” miał swojego Jerzego Buzka, któremu wbił kierownice w plecy i siedząc na tylnim siedzeniu kierował rządem) Albo asekuruje się już na wypadek przegranej i chce mieć w swoim CV wpisane choćby: premier.

Wydawało mi się, że kto jak kto, ale Tusk powinien wiedzieć, że historia lubi się powtarzać. W końcu jako historyk z wykształcenia powinien umieć przewidywać przyszłość na podstawie doświadczeń z przeszłości. Zatem dlaczego idzie szeroką drogą wyznaczoną przez Krzaklewskiego?

 
Narodowa histeria 2008-01-25 10:11
 Oceń wpis
   

Ludzie kochają krew i łzy czyli jednym słowem IGRZYSKA. Nasi antenaci chadzali do Koloseum, jeździli na wycieczki zwane „wyprawami krzyżowymi" albo organizowali sobie jakąś małą wojenkę lub w najgorszym wypadku wybierali się na rozgrywki ligowe (najlepiej kiedy Legia zdobywała mistrzostwo, a kibole szli w kierunku warszawskiej Starówki).

Najbardziej jednak fascynujemy się tragediami. Siedząc przed telewizorem i jedząc popcorn oglądamy wypadki, pogromy, wojny. Usłużne media pokazując nam płaczące rodziny i znajomych ofiar, a przede wszystkim krew, która znajduje się na miejscu tragedii. (wczorajsze Fakty TVN były tego najlepszym dowodem - aż 20 z 30 minut programu poświecono lotnikom i nic nie szkodziło autorom, że we wszystkich materiałach wykorzystywali niemal te same zdjęcia oraz wypowiedzi tych samych bohaterów).

Tragedie mają jakąś magiczną moc przyciągania. Zawsze tam gdzie policja robi kordon: bo ktoś popełnił samobójstwo, wpadł pod samochód albo z jakiegoś innego powodu zszedł z tego łez padołu, od razu zbiera się tłumek gapiów. Stoją i napawają się widokiem tragedii.

A kiedy wydarzy się jakaś większa katastrofa media robią festiwal narodowej histerii. Urocze i wypindrzone reportereczki (albo reporterzy - choć ostatnio na wizji jest więcej pań), na których twarzach nie widać śladu inteligencji oraz dowodu, że potrafią myśleć pytają: „co się stało i jak to się stało" (to autentyczny cytat z wczoraj z jednej ze stacji informacyjnych).

A w najlepszym razie koledzy po fachu podnoszą sprzedaż bezsensownymi spekulacjami. W tej dziedzinie tytuł absurdu dnia przyznaje dziennikowi „Polska" za teorię o tym, że przyczyną katastrofy był niedziałający system ILS. Autor nie ma chyba pojęcia o lotnictwie i procedurach dotyczących lądowania. Bo jeśli pilot zgłasza wieży, że widzi pas to znaczy, że widoczność jest dobra lub bardzo dobra. W związku z tym nie ląduje się na przyrządach. Tyle, że nawet najbzdurniejsza teoria zostanie powtórzona w innych mediach i sprzedaż tytułu być może podskoczy.

A politycy wykorzystują jeszcze ciepłe trupy do swoich celów PRowych. W nocy premier poleciał na miejsce tragedii. Po co? Rozumiem, że w jednostce zjawił się minister obrony. W końcu zginęli jego podwładni. Ale premier? Nieco spóźniony na miejsce przybył prezydent. Spóźniony bo był w Chorwacji. Byłby wcześniej, ale nie miał swojego „Air Force one". - Samolot poleciał do Warszawy - skarżył się dziennikarzom. Czy szanowny prezydent skoro tak się spieszył nie mógł przewieźć swoich wielce szanownych czterech liter samolotem rejsowym? Musiał czekać na rządową „tutkę"? Gdyby poleciał jako zwykły pasażer zapunktowałby PRowo. A tak wyszło jak zwykle.

A pod wpływem medialnej histerii oraz zabiegów PRowskich polityków zaczyna się narodowa histeria. Anonimowe do chwili katastrofy osoby urastają do rangi bohaterów. Politycy licytują się chęcią pomocy. Choć trzeba przyznać, że tym razem na szczęście nie doszło do takich absurdów jak po tragedii pod Grenoble.

PS

Sądziłem, że widziałem już wszystko. Ale rzeczywistość ciągle mnie zaskakuje. Minister rolnictwa zaczął dzisiejsza konferencję prasową o wymianie kadry kierowniczej w agencjach rolnych od... MINUTY CISZY. Tłumaczył to nie własną chęcią uczczenia ofiar, ale zaleceniem premiera Tuska aby w ten sposób czcic tych, którzy zginęli w Mirosławcu.

 
 Oceń wpis
   
Zaczynam mieć poważne wątpliwości co do inteligencji prominentnych działaczy PiS. Pominę milczeniem bon moty złotoustego Tadeusza Cymańskiego, czy Jacka Kurskiego. Joachim Brudziński jednak walnął takiego samobója, że trudno przejść nad tym do porządku dziennego.

Sekretarz generalny PiSu Joachim Brudziński, zapewne w ramach 100 dni względnego spokoju dla rządu, oskarżył Donalda Tuska, że co tydzień lata rządowym samolotem do Gdańska i z powrotem do Warszawy. Z zaciętą miną przekonywał, że premier rządowym aeroplanem podróżował do domu aż 16 razy.

Jednak według danych z 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego od dnia wyborów (21 października 2007) specjalny samolot rządowy faktycznie 16 razy pokonał trasę Warszawa-Gdańsk Warszawa. Tyle tylko, że premier Tusk skorzystał z okazji tylko raz. W pozostałych 15-tu lotach głównym pasażerem był - prezydent Lech Kaczyński. (zaraz, zaraz, czy to nie ugrupowanie z którego wywodzi się prezydent obiecywało tanie państwo?)

Zastanawiam się ile jeszcze z wielu rewelacji, którymi częstują nas na niemal codziennych konferencjach i brifingach liderzy PiS są warte tyle samo co słowa Brudzińskiego o Tusku i jego rzekomych lotach rządowym samolotem. Jak mawiał nieodżałowany ks. prof Tischner są trzy rodzaje prawdy. Wynurzenia Brudzińskiego należy niewątpliwie zaliczyć do ostatniej z kategorii wymienianych przez Tischnera.

 
Praktycy do dzieła 2007-11-27 17:51
 Oceń wpis
   

Jeśli Jan Rostowski będzie troszczył się o finanse państwa tak jak o swój budżet domowy to wyprzedzimy nie tylko Irlandie, ale także państwa OPEC. Wreszcie skończyła się selekcja negatywna w doborze kadr.

Dotąd do Sejmu, rządu oraz spółek skarbu państwa szli głownie nieudacznicy, którym niczego nie udało się osiągnąć w życiu (np. „Staszek chciał się sprawdzić w biznesie") i chcieli się sprawdzić w szeroko pojętej polityce. Orłów zarówno intelektu jak i asów biznesu w ostatnich kadencjach było w Sejmie jak na lekarstwo. A jeśli nawet się trafiali to szybko rozumieli, że nikt ich nie posłucha bo najważniejsze są wytyczne partyjne, a nie dobro gospodarki.

Co do selekcji negatywnej to powiedzmy sobie szczerze: doktor Kaczyński niewiele osiągnął na jakiejkolwiek uczelni, a magister Tusk jako historyk w szkole. Choć ten ostatni nie tylko wydał niezły album o historii gdańska, ale całkiem sprawnie niewielki biznes prowadził i dorobił się kilku rzeczy.

Jednak jasnym punktem rządu jest dla mnie Jan (Vincent Andrew) Rostowski. Minister finansów może pochwalić się trzema domami (o powierzchni 200 m kw., 154 m.kw oraz 94 m.kw.) oraz pięcioma mieszkaniami. Ma tez oszczędności  w różnych walutach.

Na jego koncie znajduje się 90 tys. zł, prawie 7 i pół tysiąc a funtów brytyjskich 40 tys euro i pół miliona forintów węgierskich.

Zatem jeśli Jan Rostowski będzie troszczył się o skarb państwa tak jak o swój budżet domowy to wyprzedzimy nie tylko Irlandie, ale także państwa OPEC. Patrząc na majątek ministra wreszcie naszymi finansami zajął się ktoś kto ma nie tylko doświadczenie teoretyczne, ale także praktyczne.

Przeglądając oświadczenia majątkowe ministrów jestem jednak zdziwiony, że niektórzy nie korzystają z rad doradców finansowych. ostatnie tygodnie musiały być bardzo bolesne dla portfeli Grzegorza Schetyny i Mirosława Drzewieckiego. Obydwaj mają spore oszczędności w dolarach...
 
Jak kończy krwawy Ludek 2007-10-26 21:03
 Oceń wpis
   
Mężczyznę, jak mawiał klasyk, poznaje się po tym nie jak zaczyna, ale jak kończy. I Ludwik Dorn pokazał nam dziś jak kończy apologeta i jeden z głównych ideologów IV RP. A zrobił to bez klasy, bez jakiegokolwiek stylu. Odchodząc postanowił się zemścić na wykształciuchach.

W polityce najbardziej cenie umiejętność przegrywania. Premier w pierwszym zdaniu gratulujący Tuskowi, a drugim stawiający go w jednym rzędzie z mordercami ks. Popiełuski - jest najlepszym przykładem braku klasy. Wręcz podręcznikowym. Ale to nie problem tylko już prawie ex premiera. Chyba cała formacja, która miała stworzyć nową moralność, nowego ponoć lepszego Polaka na miarę IV RP, ma w genach zapisany brak klasy, finezji i smaku.

Ludwik Dorn na odchodnym postanowił zemścić się na dziennikarzach. Tych wstrętnych wykształciuchach, które wspólnie z „mordercami ks. Jerzego" sprawiły, że PiS przegrał. Na chwilę przed końcem swojego urzędowania jednym pociągnięciem pióra zamknął kuluary dla dziennikarzy.

W sumie był to strzał samobójczy, bo utrudnił mediom relacjonowanie działań opozycji. Ale Dorn postanowił walić na odlew w tych, których nie lubi. Bo zadawali zbyt dociekliwe pytania, mieli czelność myśleć samodzielnie. I nigdy nie wierzyli, że jest super, choć premier mówił, iż lepiej już być nie może.

Chwile przed podjęciem tej decyzji Marszałek zaprosił dziennikarzy Sejmowych na pożegnalne spotkanie. Zapowiedział małą niespodziankę. I kiedy dziennikarze się stawili (choć była długa dyskusja iść czy nie iść, bo tak aroganckiego, butnego Marszałka w Sejmie jeszcze nigdy nie było. W końcu uznaliśmy, że nieobecni nie mają racji i zdecydowaliśmy się iść żeby powiedzieć tylko: „Za SLD myśleliśmy, że gorzej być nie może, ale pan nam pokazał, że się myliliśmy" Tyle, że marszałek się nie pojawił. Grupka czekała kwadrans i rozeszliśmy się do domów.)

Po co Dorn podjął decyzję w sprawach, które już jego nie będą dotyczyły? Dobrym zwyczajem jest to, że odchodząc z ważnego stanowiska nie podejmuje się decyzji, które mogą poczekać. Kuluary mógł dziennikarzom zamknąć, gdyby chciał, nowy marszałek.

Dlaczego więc Dorn to zrobił? Bo chciał odegrać się na dziennikarzach? Bo liczył, że dzięki temu fotoreporterzy nie zrobią fajnych zdjęć nowemu marszałkowi? Nie wiem, nie umiem wyjaśnić co mogło kierować Dornem. Tylko jeden pomysł przychodzi mi do głowy: chciał się zemścić. I zrobił to w stylu obrażonego dziecka, któremu ktoś zabrał zabawki. Pamiętam Dorna z czasów opozycji. Zapraszał dziennikarzy do swojego gabinetu. Zabawiał rozmową. Sypał anegdotkami. A jak doszedł do władzy...

„Ludwik nieco zDorniał" - to jeden z częściej powtarzanych w Sejmie dowcipów. Dziś już nawet nie chce mi się śmiać.
 
 Oceń wpis
   

IV RP ma niewątpliwie dwie zasługi: zlikwidowała LPR oraz Samoobronę, a także zmobilizowała Polaków do chodzenia na wybory. I za to powinniśmy być wdzięczni Kaczyńskiemu. Na resztę dokonań IV RP miłosiernie spuśćmy zasłonę milczenia…
Choć PiS w pewnym sensie też wygrał. Ale o tym na końcu tekstu.

Dlaczego wygrała Platforma? Najlepsze wytłumaczenie usłyszałem pod drzwiami zwycięskiego sztabu. Jeśli ma się do wyboru: złodzieja, który wali cię łomem prosto w twarz, albo kogoś pokroju dżentelmena jakim był Arsene Lupin. To wiadomo, że wybierzesz tego drugiego. Paralela ciekawa, ale coś w niej jest ;)

Przecież Platforma i PiS to w sumie bardzo podobna masa spoconych facetów w marynarkach uganiających się za władzą. Tylko, że lepiej wyglądają sympatyczni mężczyźni w dobrze skrojonych garniturach od ludzi o zaciętych twarzach i łupieżem na ramionach tanich marynarek.

PiS przegrał na własne życzenie. Mając takie wyniki w gospodarce (co było zasługa przede wszystkim SLD [obniżka CIT], reform Balcerowicza oraz wejścia do Unii Europejskiej) można było rządzić co najmniej dwie kadencje. Z tego drugą samodzielnie. Problemem był charakter premiera. Ten człowiek (skądinąd niezły strateg) ma to do siebie, że bardzo szybko niszczy to co buduje. Najlepiej dowodzi tego historia PC.

Choć trzeba przyznać, że od 1989 roku żadna partia, która byłą przy władzy nie utrzymała swojego poparcia. Choć stało się to kosztem przystawek. PIS przejęła elektorat populistów. To też świadczy o kondycji i kierunku tej partii.

IV PR umarła w niesławie. Słynne działania CBA (wobec lekarzy [panie ministrze Ziobro gdzie jest opinia Niemieckiego eksperta dot. Doktora G.?], polityków, innych – zniechęciło nawet zwolenników walki z korupcją. Nawet średnio wyedukowani widzieli, ze minister spraw zagranicznych kompromituje ten kraj. Natomiast minister transportu (przy całej mojej sympatii dla Jurka Polaczka) nie ma koncepcji na budowę dróg. I tak można byłoby jeszcze długo wyliczać. Powiedzmy sobie szczerze: dwa lata temu PiS nie był przygotowany do przejęcia władzy.

Co nas czeka? Koalicja PO-PSL. Może być ciekawie, bo w samorządach idzie im nieźle. Ponoć jest już dogadane, że Waldemar Pawlak będzie wicepremierem do spraw nowej e-gospodarki. Chodzą słuchy, że ministerstwo skarbu zostanie połączone z resortem gospodarki. A w ministerstwie rolnictwa zasiądą: Kalinowski i prof. Stanisława Okularczyk (jeden z lepszych transferów z PiS)

Zapewne rząd będzie także ciche poparcie LiD dla tego rządu. W zamian za komisję do spraw śmierci Barbary Blidy lewica pomoże koalicji odrzucać prezydenckie weto.

Zobaczyć miny usłużnych prokuratorów pakujących się po ogłoszeniu wyników wyborów bezcenne. Spakuje się sporo osób w różnych instytucjach. Choć Jarosław Kaczyński w pewnym sensie jest zwycięzcą. Udało mu się zmienić dużą część elit. Platforma tak łatwo nie odzyska TVP, Polskiego radia, oraz wielu instytucji. Bez większości niezbędnej do odrzucania prezydenckiego weta nie uda się to. A do zmiany władz części instytucji potrzebne będą nowe ustawy. SLD będzie pomagało, ale pewnie nie zawsze.

A propos mediów. Zastanawiam się co zrobi Dziennik. Gazeta jest wyraźnie kojarzona z PISem. Nagła wolta odbierze jej tylko wiarygodność i spowoduje dalszy spadek czytelników (a już po mieście krążą plotki, że wydawca z powodu niezadowalających wyników myśli o zamknięciu tytułu). Pozostanie w opozycji wobec nowego rządu może być korzystne. Po chwilowym spadku czytelnictwa. Sprzedaż powinna wzrosnąć, bo brakuje tytułu krytycznego do nowej władzy.

Wybory spowodowane przez IV RP przyniosły jeszcze jedną zmianę. Z polityką pożegnał się Aleksander Kwaśniewski. Ten najmłodszy polityczny emeryt dał dość ważny sygnał naszym politykom. W Sejmie i na scenie politycznej czas na zmianę warty. Odpocząć już powinni ludzie z pokolenia Kwaśniewskiego Kwaśniewskiego starsi. Czas na młodych. Tyle, że ich jeszcze w tym Sejmie będzie niestety niewielu.

PS: We wpisie, który zapoczątkował ten blog opisałem, że mogą być przyśpieszone wybory na przełomie września i października. Owym ekspertem, z którym przegrałem zakład (wino już czeka do odbioru) jest zapewne znany tu wszystkim znany zarówno w Polsce jak i Francji ekspert od PR i marketingu politycznego Eryk Mistewicz.

 
PiS, koza i wybory 2007-09-03 09:44
 Oceń wpis
   

Walka PiS z tajemniczym i ponoć wszechobecnym UKŁADEM przypomina stary dowcip o Żydzie, rabinie i kozie. Znacie? To posłuchajcie.
A na końcu znajdziecie hasło dla partii braci Kaczyńskich na zbliżające się wybory.

Zacznijmy od dowcipu. Jeśli go ktoś zna można ominąć ten akapit.

Przychodzi bogobojny Żyd do rabina i skarży się na swój los. -Rabbi żyjemy w piątkę z żoną i trójką dzieci w jednej maleńkiej izdebce. Tej ciasnoty nie można znieść. Poradź coś, bo jak tu żyć? - błagał o pomoc.
Rabin na chwilę się zamyślić i rzekł: - kup kozę.
Żyd zdziwi się. Jednak jako, że był wierzący nie protestował. Kupił kozę. A zwierzę zamieszkało razem z całą jego rodziną. Przychodzi jednak po miesiącu do rabina i zaczyna się skarżyć. - Rabbi jest jeszcze gorzej. Mamy jeszcze mniej miejsca i to zwierzę śmierdzi - utyskiwał.
Rabin wysłuchał go i rzekł krótko: - Sprzedaj kozę.
Żyd sprzedał zwierzę. Następnego dnia przychodzi i całuję rabina po rękach. - Rabbi jest cudownie. Mamy tyle przestrzeni. Naprawdę świetnie nam się żyje - cieszył się.

I tak też jest z mitycznym układem. Najpierw Jarosław Kaczyński obwieścił jego istnienie. Podczas debatą nad expose swojego „największego błędu" (cytuje z pamięci - więc mogę nie dosłownie przytoczyć wczorajszą wypowiedź premiera) jak był się łaskaw wyrazić o nominowaniu Kazimierza Marcinkiewicza na stanowisko szefa rządu (swoją drogą ciekawe czy K.M. zawsze był taki samodzielny i sprytnie to ukrywał, czy PiS po prostu zgubiło do niego pilota?).

W każdym razie Jarosław Kaczyński oświadczył wówczas iż gdyby nie PiS to: „czworokąt składający się z części służb specjalnych, części środowisk przestępczych, części polityków i części środowisk biznesowych mógłby trwać w najlepsze. (...) Trzeba przede wszystkim rozbić ten mechanizm, wywrócić ten stolik, zlikwidować ten układ - bo to jest pierwszy warunek zmian. Trzeba, krótko mówiąc, oczyścić polskie państwo, trzeba je zreformować i trzeba podjąć nową politykę gospodarczą..."

Potem zaczęły się dość dramatyczne poszukiwania układu. Zakończyły się zatrzymaniem kilku lekarzy. I to raczej na podstawie wątłych dowodów.

W końcu kolega ze studiów Kaczyńskiego zwany „szejkiem Jassinem" (ksywka powstałą kiedy Jasiński bez większych sukcesów walczył o zdobycie funkcji szefa PKN Orlen) nominował Jaromira Netzla na funkcję prezesa PZU. A potem sam Kaczyński do swojego rządu zaprosił Janusza Kaczmarka. I wydał zgodę, aby szefem policji został Konrad Kornatowski, a szefem CBŚ Jarosław Marzec. Następnie z dużym hukiem znaleziono mityczny układ. Koza została usunięta z IV RP.

Niby nic się nie zmieniło, a ponoć jest lepiej. Nawet premier wystąpił w telewizji żeby pochwalić się wyprowadzeniem kozy, przepraszam „koronkową akcją" dotyczącą Kaczmarka, Kornatowskiego i Netza oraz zaocznie Krazue oraz Marca (jak go znajdą)

(swoją drogą ciekawe czy ktoś wie coś o koneksjach tego biznesmena z PiS i PC?) Sam Jarosław Kaczyński przyznał, że jego brat przyjaźnił się z szefem Prokomu (polecam pytania od 3 do 9).

I na koniec obiecane hasło wyborcze dla PiS. Jest krótkie, ale pasuje do całej sytuacji idealnie: „Kozę wyprowadzić!"

PS
Do dzisiejszego odcinka, którego sponsorem są literki: C,B,A dodam jeszcze gratis dowcip. Jak będzie się nazywał największy turniej tenisowy po tym jak służby w końcu zatrzymają Ryszarda Krazue?

Oczywiście: Prokom Closed.
 
Jak PiS odzyska Sejm... 2007-08-30 09:21
 Oceń wpis
   
Po zatrzymaniu Kaczmarka i Kornatowskiego PiS nie ma nawet co marzyć o spokój w Sejmie. Wtorkowe posiedzenie zamieni się w krwawą jatkę, a później będzie tyko gorzej. PiS musi odzyskać Sejm. I może to zrobić tylko w jeden sposób....

PiS ma problem. W przyszłym miesiącu marszałek Ludwik Dorn musi poddać pod głosowanie wniosek SLD o powołanie komisji śledczej w sprawie śmierci Barbary Blidy. Cztery miesiące później będzie musiał wyjąć z szuflady wniosek o powołanie komisji w sprawie działań CBA wobec Andrzeja Lepper. A zaraz potem poddać pod głosowanie wniosek o odwołanie marszałka... I w ten sposób opozycja przejęłaby praktycznie władze.

Najlepiej dla PiS, aby odbyły się wybory. Te są jednak bardzo mało prawdopodobne.

Zebranie 307 głosów podczas przyszłotygodniowego głosowania nad skróceniem kadencji jest wciąż wątpliwe. PiS pewnie karnie stawi się na sali plenarnej bo Jarosław Kaczyński zapowiedział, że dla ci których nie będzie albo zagłosują przeciwko nie mają co liczyć na miejsce na listach wyborczych w następnej kadencji. Zapewne, choć mogę się mylić, zdecydowanie mniej karni będą politycy PO. Pewnie kilku będzie miało akurat w tym czasie do załatwienia nie cierpiącą zwłoki sprawę w Kuala Lumpur, albo w innym Honolulu.

Politycy SLD mogą wzorem posła Zbigniewa Dyki mieć problem gastryczny zaciąć się w toaletach. Słychać żarty, że kabiny rozdziela osobiście sekretarz do spraw dyscypliny Wacław Martyniuk. (sam powtarza ten dowcip). Złamie się pewnie także PSL.

Oczywiście to wszystko to przypuszczenia, ponieważ pewność będzie można mieć gdy pojawi się wydruk z głosowania.

Opozycja może po prostu zrezygnować także z koncepcji wyborów i domagać się powołania komisji śledczej. Zatrzymanie Kaczmarka i Kornatowskiego oznacza tylko iż PiS-owi po prostu grunt pali się pod nogami. I opozycja nie przepuści takiej okazji, aby wbić kolejny, być może ostatni, gwóźdź do trumny PiS. To zaczyna się robić już zbyt podobne do sprawy Rywina. PiS robi sobie z państwa oraz wymiaru sprawiedliwości spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.

Premier zapewne zdaje sobie sprawę z problemu jaki ma w Sejmie. Wczoraj przyznał zresztą, że jeśli nie będzie miał absolutnej pewności, iż opozycja mu „nie wywinie żadnego numeru" w drugim z trzech kroków konstytucyjnych, to nie podda swego rządu do dymisji. A pewności nie będzie miał nigdy...

Jednak posłowie PiS tajemniczo się uśmiechając zapowiadają, że jest pomysł jak utrzymać władzę. Jedynym logicznym i zgodnym z konstytucją oraz regulaminem sejmu scenariuszem jest permanentna przerwa. Po prostu marszałek Ludwik Dorn po przyjęciu w trybie przyśpieszonym ustaw najważniejszych dla PiS ogłosi przerwę w obradach do października 2009 roku. I w ten sposób PiS nie będzie miał problemu z opozycją, która odzyskuje kolejne komisję. Budżet nie będzie problemem, bo przez dwa lata będzie obowiązywało prowizorium (chyba, że prezydent skorzysta ze swych uprawnień i rozwiąże Sejm. Decyzją będzie jednak zależała od wyników sondaży.) W lutym nie zostanie wybranych trzech nowych członków Trybunału Konstytucyjnego. A więc TK będzie obradował w okrojonym składzie - co w sumie będzie korzystniejsze dla PiS, bo miejsc w Trybunale nie zyska opozycja.

Zapewne w tym czasie opozycja zamiast leżeć i czekać na comiesięczną wypłatę (bo uposażenie i dieta należy czy się stoi czy się leży) w pobliżu parlamentu postawi wielki namiot i urządzi tam alternatywny Sejm. Nie będzie to miało jednak wielkiego znaczenia.

Scenariusz ten powstał w wyniku długiej burzy mózgów z Magdą Rubaj. A jego wykonalność oraz zgodność z prawem potwierdził Wacław Martyniuk.

Jeśli ktoś wymyśli coś lepszego i bardziej prawdopodobnego funduję nagrodę :)

 
1 | 2 | 3 |


Najnowsze komentarze
 
2013-10-20 22:39
rtvagd do wpisu:
Samobójstwo medialne PiS
podoba mi sie blog
 
2013-08-16 18:25
chwilowka do wpisu:
Pobili Rokitę - czyliw oparach absurdu
Tylko niektórzy dziennikarze, brukowi.
 
2012-12-06 13:15
prawnik_ do wpisu:
Porażająca niekompetencja ministra Ziobro
Teraz mamy ministra sprawiedliwości który nie jest prawnikiem.
 



 
Dziennikarz Newsweeka
 



Kategorie Bloga
 
Ogólne
 



Moje linki


Ulubione blogi