Sejm od kuchni
Polityczna statystyka 2010-08-26 20:53
 Oceń wpis
   
Rok pracy – 18 rozmówców: sześciu ekspertów, 10 polityków oraz dziennikarz i filozof na podsumowanie. I zagadka: nazwisko którego polityka było najczęściej wymieniane w ciągu ostatniego roku?
 
Ale zanim zdradzę rozwiązanie przez chwilę się pochwalę. Wydawnictwo Prószyński postawiło trudne zadanie. Kiedy pojawił się już w księgarniach wywiad rzeka „Zbigniew Religa. Człowiek z sercem w dłoni” szef redakcji literatury polskiej zaproponował : „a może napiszesz coś o polityce?” I tak powstały „Polaków rozmowy o polityce”.  W książce 6 ekspertów mówi o polityce i jak się zmienia, a 10 polityków zdradza kuchnię polityki :)
Wszystkie rozmowy (poza wywiadem z profesorem Zbigniewem Mikołejko) powstały między kwietniem 2009 – a kwietniem 2010. ( pewne rzeczy okazały się prorocze - np. z Jarosławem Kaczyńskim rozmawialiśmy o prezydenturze i jego politycznych ambicjach – nie wiedząc, że za kilka miesięcy będzie musiał wziąć udział w prezydenckim wyścigu)
 
W sezonie ogórkowym wszyscy żyją rankingami i statystykami. Więc dołożę coś od siebie. Właśnie skończyłem indeks osób i sam się trochę zdziwiłem. Czyje nazwisko padało najczęściej? Donald Tusk – 39 razy. Na drugim miejscu jest. Kaczyński. No właśnie i to mnie zdziwiło najbardziej: bo Jarosław Kaczyński – 28. Na trzecim miejscu jest Janusz Palikot (23). Ostatnia rozmowa przeprowadzona „podbiła” liczbę odniesień do Lecha Kaczyńskiego 19 (gdyby nie liczyć ostatniego rozdziału byłoby tylko - 10. I prezydent ulokowałby się nie tylko za Lechem Wałęsą (14) ale także (i tu kolejne zdziwienie, bo postać praktycznie zniknęła ze sceny politycznej) Janem Rokitą (11).
 
W gronie często przywoływanych polityków jest jeszcze  Kazimierz Marcinkiewicz (9) Jerzy Buzek (7), Bronisław Komorowski (6) – (wtedy nikt nie sądził, że mówi o przyszłym prezydencie) oraz Tadeusz Mazowiecki (6)
Komentarza będzie krótki: scena polityczna jest nieobliczalna i nieprzewidywalna.

A tak wygląda okładka i pełna lista rozmówców:

 
Lista nieobecnych 2010-04-11 00:34
 Oceń wpis
   

„Czym jest dla pani polityka?” – to ostatnie pytanie jakie zadałem Izabeli Jarudze Nowackiej. W czwartek skończyliśmy autoryzować wywiad do większej publikacji.

 
„Chciałam żyć w kraju sprawiedliwym, gdzie szanuje się prawa człowieka, których integralną częścią są prawa. Dlatego zdecydowałam się na działalność polityczną gdy Polska stała się krajem demokratycznym.  Podjęłam wyzwanie. Bo to było wyzwanie w kontekście mojej wcześniejszej pracy w zaciszu biblioteki.”
 
Udało się jej zrobić bardzo dużo. Czasami podśmiewałem się, że parytetów żądała nawet w komisjach zajmujących się NGO’sami. Ale ona naprawdę starała się zaktywizować kobiety do uczestniczenia w najważniejszych decyzjach. I chwała jej za to.
Żałuję, że nie zobaczę jej uśmiechu na korytarzach sejmu. To była niesamowicie empatyczna osoba. Potrafiła podejść do dziennikarza i zapytać co się stało kiedy widziała że ktoś jest w kiepskim nastroju. Albo ucieszyć się z czyjegoś szczęścia.
 
Z Lechem Kaczyńskim rozmawiałem ostatni raz nieco ponad rok temu. To była najbardziej szalona rozmowa w moim zyciu. Kończyłem książkę o profesorze Relidze. Chciałem żeby pojwiła się w niej wypowiedź Prezydenta. Oddzwonił koło 18. Wybiegłem z EMPiKu  do pobliskiej kawiarni. Ludzie dziwnie się patrzyli kiedy przekrzykując kawiarniany gwar wołałem do telefonu "Panie Prezydencie..."
Kiedy skończyliśmy służbową rozmowę Prezydent zdzwił mnie. Zaczął żartować, że wbrew temu co mówią o nim m.in. dziennikarze - ma świetną pamieć.  Na dowód przytoczył... datę urodzin mojego Taty. Znali się bo mieszkali w sąsiednich kamienicach przy pl. Inwalidów. Prezydent miał lepszą pamięc niż ja - datę urodzin Taty musiałem sobie zapisywac w kalendarzu. 
Lech Kaczyński był uroczym, dowcipnym i ciepłym człowiekiem.
 
Nie usłyszę już pytania od Przemysława Gosiewskiego: „co słychać panie redaktorze?”. Nie będzie już nieoficjalnych rozmów przy stole podczas „wigilii” czy „jajeczka”.
 
Nie zobaczę zamyślonego Zbigniewa Wassermana. Nie porozmawiamy o Krakowie, który obaj uwielbialiśmy.
 
Kiedy znowu pójdę na koncert Jaromira Nohavicy będę żałował, że Aleksandra Natalli Świat tego nie usłyszy. Informowaliśmy się o terminach występów artysty. Potem komentowaliśmy kolejne występy.
 
Jerzy Szmajdziński nie przysiądzie się już do nas do stolika dziennikarskiego. Nie opowie więcej  żadnej anegdoty. Nie uśmiechnie się ciepło, tak jak tylko on potrafił.
 
Odeszli też Ci nieznani opinii publicznej. Kasia z biura prasowego pałacu prezydenckiego miała córeczkę trochę starszą niż mój synek. Była tak zachwycona macierzyństwem. Jej Dziecko nie będzie nawet pamiętało jak wyglądała Mama.
 
Ironia losu jest niesamowita. Stanisław Żelichowski ustąpił miejsca w samolocie partyjnemu koledze Wiesławowi Wodzie.
Podobno mieli lecieć też Schetyna i Pawlak, ale oddali miejsca przedstawicielom Rodzin Katyńskich.
 
Za kilka dni spróbuje przejrzeć spis telefonów w komórce. Nie wiem czy dam radę skasować te numery, których właściciele już nigdy nie odbiorą.
 
 Oceń wpis
   
Młody, zdolny, dynamiczny i potrafiący korzystać z biegu wstecznego oraz paszportu dyplomatycznego – to cały Sławomir Nitras. Platformie gratulujemy takiego wjazdu do Europy.
Trzeba jednak przyznać, że tradycje naszej jazdy politycznej mamy długie, dlatego warto zrobić choć skrócony poczet parlamentarnych easy riderów:

Alfred Owoc (SLD), który jak twierdził "nie pił", a tylko śmierdział „płynem do spryskiwaczy” bo ten rozlał mu się w samochodzie. (kilka lat później poseł najpierw wyrwał siedzenie w samolocie, a potem postanowił ekspresowo przelecieć w dół po schodach i dokładnie przyjże się płycie lotniska).

Porucznik Borewicz znany także z roli posła jako Bronisław Cieślak (SLD) - zasuwał w wigilię  drogą jednokierunkową pod prąd i nie miał ochoty dmuchać w balonik. (ach te próby  tłumaczenia – „panie redaktorze ja naprawdę za bardzo lubię te święta żeby się napić”)
 
Marek Łatas (PiS) – poseł, który nawet nie wie jak smakuje alkohol. Jak przekonywał policjantów z drogówki - zjadł kilka jabłek, które natychmiast sfermentowały i dlatego alkomat wykazuje 0,7 promila.
 
Iwona Śledzińska-Katarasińska- zderzyła się z furgonetką, któej wcześniej zajechała drogę. W wydychanym powietru miał 0.25 promila. Według policji posłanka próbowała uciec z miejca  zdarzenia, sąd uwierzył jednak sprawczyni wypadku, któa twierdziła,, że chciała tylko odjechać kawałek dalej po stłuczce, żeby zatrzymać się w bezpiecznym miejscu.

Jacek Kurski - tak się śpieszył z Gdańska do Warszawy na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim, że policja musiała specjalnie dla niego ustawiać blokadę na drodzę. Wczesniej zignorował próbujący dogonić go radiowóz na sygnale.

Ryszard Kaczyński (PiS) zasłynął w Sejmie tylko dlatego, że wjechał po pijaku w płot.

Leszek Sułek (Samoobrona) – poseł z duszą rajdowca i bezkompromisowy przeciwnik ograniczeń w swobodzie obywatelskiej. Nie straszna mu podwójną ciągłą linia (kierowca jadący jak pan Bóg przykazał musiał salwować się ucieczką na pobocze), wielbiciel wyprzedzania na przejściu dla pieszych. W swój rajd wyruszył nie zapinając pasłów. A gdy już go zatrzymano policjanci usłyszeli „Powinniście się leczyć, nie jesteście w pełni świadomi, co czynicie i z kim macie do czynienia. Powinienem postrącać wam te czapki z głów. Teraz wam pokażę, barany, będziecie się tłumaczyć z tego, najpierw wy, a później wasz przełożony". Po czym wsiadł i ruszył przed siebie.

Waldemar Borczyk(Samoobrona) – poseł był tak zmęczony, że musiał się zatrzymać. Kiedy tak sobie usiłował stać koło samochodu zainteresowali się nim policjanci z drogówki.
Poseł ponoć wydzielał zapach alkoholu niczym niezła gorzelnia, jednak nie chciał dmuchać w balonik. Najpierw zasłonił się immunitetem, a potem zamachnął się na policjanta. Spoliczkował jednego z funkcjonariuszy, solidarnie obu obrzucił wyzwiskami, groził im wyrzuceniem z posad. A potem chwiejnym krokiem usiłował uciec w krzaki (jak mówią złe języki – zamiar utrudnił mu rów.)
 
Renata Szynalska (SLD) – posłanka tuż przed końcem kadencji [wiadomo, było że lewica przegra z kretesem] wracała z podwarszawskiej miejscowości do stolicy (nazwy miejscowości nie zdradzę, ale mogę powiedzieć, że padł tam rekord frekwencji ;)
Posłanka była tak zamyślona/zamroczona – ze wpadła na pieszego przechodzącego przez pasy. Zrobione cztery godziny później badanie alkomatem wykazało 0,16 i 0,19 promila. Według biegłych w momencie wypadku posłanka mogła mieć około promila alkoholu we krwi.

Aleksandra Jakubowska(SLD)– ta Podkowa Leśna jest strasznie pechowa jednak ;) Posłanka SLD jadąc po swoim miasteczku potrąciła 64-letniego rowerzystę. Po dmuchnięciu w balonik okazało się, że miała około promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Kierujący rowerem, jak niesie wieść gminna, też jechał na podwójnym gazie. Zresztą to on spowodował wjeżdżając na skrzyżowanie, wprost pod audi A3 posłanki.

Leszek Zieliński(BBWR) tak się zdenerwował, ze został zatrzymany za jadę na podwójnym gazie, ze zaczał dusić policjanta.

Henryk Czarnecki (senator - Porozumienie Ludowe) najpierw przewiózł (a właściwie pociągnął za samochodem) policjanta. Po czym wystąpił w Senacie i oświadczył zdziwionym kolegom: "kto pije i płaci, honoru nie traci".

Grzegorz Gruszka (SdPl)– autor pseudonaukowego eksperymentu z cyklu „jak pić żeby się nie upić”. Mało skutecznie przekonywał wysoki sąd, że alkohol tylko bierze do ust, a później dyskretnie wypluwa go do szklanki. Nawet przedstawił świadków, którzy potwierdzali tę opowieść.
Trudniej było mu jednak wytłumaczyć dlaczego prowadził samochód mając 0,5 promila we krwi. A potem usiłował pobić policjantów, którzy go zatrzymali po pościgu.

Janusz Wójcik(Samoobrona) – ach kto nie pamięta czołówki filmu „Nie lubię poniedziałku”. Ze sposobu tam pokazanego skorzystał poseł Samoobrony – patrol Straży Miejskiej przyłapał Wójcika jak jechał po torowisku tramwajowym. Poseł najpierw odmówił badania alkomatem; zgodził się dopiero po trzech godzinach zgodził się na to. Za pierwszym razem wydmuchał 1,48 promila alkoholu, za drugim już tylko - 1,30 promila.

Do tego panteonu jeźdźców bez głowy dołączył teraz On. Mistrz intelektu - cudowne dziecię Platformy z polski zachodniej. Nie straszna mu żadna autostrada. Tak, tylko Sławomir Nitras (no może także jeszcze Chuck Norris), potrafi wrzucić bieg wsteczny i tak pędzić do tyłu drogą szybkiego ruchu. A potem zamiast potulnie płacić mandat, machnąć policjantom paszportem dyplomatycznym.
I tak proszę państwa wjechaliśmy do Europy – autostradą na wstecznym biegu. Wstyd i żenada. Platformie gratulujemy nowego towaru eksportowego.
 
Potęga internetu 2007-12-22 13:30
 Oceń wpis
   

Jestem w szoku. Politycy wreszcie docenili internet. Wielkie ukłony dla Wojtka Nomejki, który dokonał przełomu w polskim Internecie. Udało się nakłonić czołowych polskich polityków, aby uczestniczyli w wizjonerskim projekcie.

Przyznam się szczerze. Nie wierzyłem w projekt polityczni.pl. Obserwowałem trochę z ironicznym uśmiechem jak Wojtek Nomejko biega dwojąc się i trojąc po Sejmie i nagrywa wszystkie konferencje. Kiedy zobaczyłem kamerę w jego ręku byłem już szczerze rozbawiony.

Ale widzę, że Wojtek dopiął swego. Stworzył przełomowy serwis dla zainteresowanych polityką. A politycy zrozumieli, że w sieci mogą trafić do wyborców. Koronnym dowodem jest ten wideoblog. Przy okazji wielki szacunek dla Jarosława Kaczyńskiego, który docenił to medium i zapowiedział stały udział w tym projekcie.

A na koniec mała anegdota. Jacek Kurski długo się wykręcał przed udziałem. Jeszcze kilka dni temu ironizował, że dla trzech tysięcy odwiedzających nie będzie tracił czasu. Dzisiaj ma już drugi filmik ;) Ot potęga sieci!

 
Bez lansu nie ma awansu 2007-08-03 12:27
 Oceń wpis
   

Kiedy rozum śpi, budzą się upiory – pięknie ujął to na jednym z obrazów Goya. W Sejmie można zobaczyć coś podobnego. „Kiedy zaczyna się ogórki, pojawiają się upiory przeszłości”. Korytarzami Parlamentu przechadzają się i lansują osoby, które już dawno powinny zniknąć w odmętach historii.

- Bez lansu nie ma awansu- mawia Beata „Luba” Lubecka z Radia Zet. Najwyraźniej jej słowa wzięło sobie do serca kilku prawie ex polityków.

Od kilku dni codziennie około południa przy stoliku dziennikarskim zjawia się Ryszard Czarnecki. Powoli wchodzi schodami, rozmawia przez telefon. I zatrzymuje się tuz przy dziennikarzach. Nie, na pewno nie po to żeby go nagrano ;) Pewnie tylko przypadkiem jest w pełnym telewizyjnym makijażu.

Część kolegów daje się złapać na tę sztuczkę. Czarnecki sieje tylko ferment opowiadając o rozpadającej się Samoobronie. Jak na złość partia Leppera jakoś się nie rozpada. Ale poseł, który jest już nikim dalej lansuje się w mediach.

Na sejmowych korytarzach można spotkać również "Mecenasa Henryka Senatora Dzido” (tak się kiedyś koledze przedstawił) przechadzającego się pod rękę z senatorem Sławomirem Izdebskim. Obydwaj reprezentują jedyną i prawdziwą Samoobronę ew. tylko prawdziwe ideały Samoobrony Leppera. Panowie bardzo chętnie
wypaszczają" się do kamer. A ogłupiałe z powodu braku tematów  media dają się łapać na te sztuczki i nagrywają wszystkich jak leci ;) A sejmowe potwory i spółka regularnie zwiększają swoją szansę na reelekcję lub powrót do polityki.

 


Najnowsze komentarze
 
2013-10-20 22:39
rtvagd do wpisu:
Samobójstwo medialne PiS
podoba mi sie blog
 
2013-08-16 18:25
chwilowka do wpisu:
Pobili Rokitę - czyliw oparach absurdu
Tylko niektórzy dziennikarze, brukowi.
 
2012-12-06 13:15
prawnik_ do wpisu:
Porażająca niekompetencja ministra Ziobro
Teraz mamy ministra sprawiedliwości który nie jest prawnikiem.
 



 
Dziennikarz Newsweeka
 



Kategorie Bloga
 
Ogólne
 



Moje linki


Ulubione blogi