Sejm od kuchni
 Oceń wpis
   
Młody, zdolny, dynamiczny i potrafiący korzystać z biegu wstecznego oraz paszportu dyplomatycznego – to cały Sławomir Nitras. Platformie gratulujemy takiego wjazdu do Europy.
Trzeba jednak przyznać, że tradycje naszej jazdy politycznej mamy długie, dlatego warto zrobić choć skrócony poczet parlamentarnych easy riderów:

Alfred Owoc (SLD), który jak twierdził "nie pił", a tylko śmierdział „płynem do spryskiwaczy” bo ten rozlał mu się w samochodzie. (kilka lat później poseł najpierw wyrwał siedzenie w samolocie, a potem postanowił ekspresowo przelecieć w dół po schodach i dokładnie przyjże się płycie lotniska).

Porucznik Borewicz znany także z roli posła jako Bronisław Cieślak (SLD) - zasuwał w wigilię  drogą jednokierunkową pod prąd i nie miał ochoty dmuchać w balonik. (ach te próby  tłumaczenia – „panie redaktorze ja naprawdę za bardzo lubię te święta żeby się napić”)
 
Marek Łatas (PiS) – poseł, który nawet nie wie jak smakuje alkohol. Jak przekonywał policjantów z drogówki - zjadł kilka jabłek, które natychmiast sfermentowały i dlatego alkomat wykazuje 0,7 promila.
 
Iwona Śledzińska-Katarasińska- zderzyła się z furgonetką, któej wcześniej zajechała drogę. W wydychanym powietru miał 0.25 promila. Według policji posłanka próbowała uciec z miejca  zdarzenia, sąd uwierzył jednak sprawczyni wypadku, któa twierdziła,, że chciała tylko odjechać kawałek dalej po stłuczce, żeby zatrzymać się w bezpiecznym miejscu.

Jacek Kurski - tak się śpieszył z Gdańska do Warszawy na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim, że policja musiała specjalnie dla niego ustawiać blokadę na drodzę. Wczesniej zignorował próbujący dogonić go radiowóz na sygnale.

Ryszard Kaczyński (PiS) zasłynął w Sejmie tylko dlatego, że wjechał po pijaku w płot.

Leszek Sułek (Samoobrona) – poseł z duszą rajdowca i bezkompromisowy przeciwnik ograniczeń w swobodzie obywatelskiej. Nie straszna mu podwójną ciągłą linia (kierowca jadący jak pan Bóg przykazał musiał salwować się ucieczką na pobocze), wielbiciel wyprzedzania na przejściu dla pieszych. W swój rajd wyruszył nie zapinając pasłów. A gdy już go zatrzymano policjanci usłyszeli „Powinniście się leczyć, nie jesteście w pełni świadomi, co czynicie i z kim macie do czynienia. Powinienem postrącać wam te czapki z głów. Teraz wam pokażę, barany, będziecie się tłumaczyć z tego, najpierw wy, a później wasz przełożony". Po czym wsiadł i ruszył przed siebie.

Waldemar Borczyk(Samoobrona) – poseł był tak zmęczony, że musiał się zatrzymać. Kiedy tak sobie usiłował stać koło samochodu zainteresowali się nim policjanci z drogówki.
Poseł ponoć wydzielał zapach alkoholu niczym niezła gorzelnia, jednak nie chciał dmuchać w balonik. Najpierw zasłonił się immunitetem, a potem zamachnął się na policjanta. Spoliczkował jednego z funkcjonariuszy, solidarnie obu obrzucił wyzwiskami, groził im wyrzuceniem z posad. A potem chwiejnym krokiem usiłował uciec w krzaki (jak mówią złe języki – zamiar utrudnił mu rów.)
 
Renata Szynalska (SLD) – posłanka tuż przed końcem kadencji [wiadomo, było że lewica przegra z kretesem] wracała z podwarszawskiej miejscowości do stolicy (nazwy miejscowości nie zdradzę, ale mogę powiedzieć, że padł tam rekord frekwencji ;)
Posłanka była tak zamyślona/zamroczona – ze wpadła na pieszego przechodzącego przez pasy. Zrobione cztery godziny później badanie alkomatem wykazało 0,16 i 0,19 promila. Według biegłych w momencie wypadku posłanka mogła mieć około promila alkoholu we krwi.

Aleksandra Jakubowska(SLD)– ta Podkowa Leśna jest strasznie pechowa jednak ;) Posłanka SLD jadąc po swoim miasteczku potrąciła 64-letniego rowerzystę. Po dmuchnięciu w balonik okazało się, że miała około promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Kierujący rowerem, jak niesie wieść gminna, też jechał na podwójnym gazie. Zresztą to on spowodował wjeżdżając na skrzyżowanie, wprost pod audi A3 posłanki.

Leszek Zieliński(BBWR) tak się zdenerwował, ze został zatrzymany za jadę na podwójnym gazie, ze zaczał dusić policjanta.

Henryk Czarnecki (senator - Porozumienie Ludowe) najpierw przewiózł (a właściwie pociągnął za samochodem) policjanta. Po czym wystąpił w Senacie i oświadczył zdziwionym kolegom: "kto pije i płaci, honoru nie traci".

Grzegorz Gruszka (SdPl)– autor pseudonaukowego eksperymentu z cyklu „jak pić żeby się nie upić”. Mało skutecznie przekonywał wysoki sąd, że alkohol tylko bierze do ust, a później dyskretnie wypluwa go do szklanki. Nawet przedstawił świadków, którzy potwierdzali tę opowieść.
Trudniej było mu jednak wytłumaczyć dlaczego prowadził samochód mając 0,5 promila we krwi. A potem usiłował pobić policjantów, którzy go zatrzymali po pościgu.

Janusz Wójcik(Samoobrona) – ach kto nie pamięta czołówki filmu „Nie lubię poniedziałku”. Ze sposobu tam pokazanego skorzystał poseł Samoobrony – patrol Straży Miejskiej przyłapał Wójcika jak jechał po torowisku tramwajowym. Poseł najpierw odmówił badania alkomatem; zgodził się dopiero po trzech godzinach zgodził się na to. Za pierwszym razem wydmuchał 1,48 promila alkoholu, za drugim już tylko - 1,30 promila.

Do tego panteonu jeźdźców bez głowy dołączył teraz On. Mistrz intelektu - cudowne dziecię Platformy z polski zachodniej. Nie straszna mu żadna autostrada. Tak, tylko Sławomir Nitras (no może także jeszcze Chuck Norris), potrafi wrzucić bieg wsteczny i tak pędzić do tyłu drogą szybkiego ruchu. A potem zamiast potulnie płacić mandat, machnąć policjantom paszportem dyplomatycznym.
I tak proszę państwa wjechaliśmy do Europy – autostradą na wstecznym biegu. Wstyd i żenada. Platformie gratulujemy nowego towaru eksportowego.
 
Sejmowy remanent 2009-01-02 19:59
 Oceń wpis
   
Nudziło mi się i postanowiłem pobawić się statystykami efektów prac naszych parlamentarnych orłów i sokołów. Wyniki znowu mnie zaskoczyły, chociaż nie powinny. Jest źle. Posłowie właściwie nic nie robią.
 
Posłowie w zeszłym roku pracowali przez 78 dni.
W tym czasie statystyczny wybranie narodu złożył do laski marszałkowskiej 1,05 projektu ustawy.  Uchwalił 0,6 ustawy. 
Statystyczny poseł miał także 30,3 wystąpienia publicznego na mównicy. Każdy napisał także 14,04 interpelacji. Statystyczny poseł wygłosił również 1,4 oświadczenia.
Dużo? Raczej marne osiągniecia, biorac po uwagę, ze to efekty ROCZNEGO wysiłku. A są tacy, którzy od początku kadencji ani razu nawet nie zbliżyli się do mównicy.
 
I za co my im płacimy z naszych podatków po 10 tys. zl miesiecznie? Przecież te same obowiązki mogłoby wykonywać spokojnie 100 a nawet 50 posłów. I pewnie wtedy poziom debaty były wższy.
 
 Oceń wpis
   

Od soboty trwa już oficjalnie kampania wyborcza. Posłowie zgodnie ze starym hasłem wyborczym jednej z partii chcą być „bliżej ludzkich spraw" i obiecują wyborcom złote góry. Tymczasem po miesiącach spędzonych w budynku Sejmu już niewiele wiedzą o życiu zwykłych ludzi.

Kampania wyborcza rozkręca się na dobre. Najlepszym dowodem jest fakt, że w poniedziałek każda z partii urządziła co najmniej jedną konferencję prasową. Zaczynają się także dziać cuda. Premier, po dwóch latach rządzenia, wreszcie znalazł pieniądze na podwyżki dla lekarzy. Przywódcy poszczególnych partii proponują recepty na złote życie dla wszystkich obywateli. A co naprawdę politycy wiedzą o świecie realnym pod dwóch latach spędzonych w Sejmie? Najłatwiej sprawdzić pytając ich o rzeczy przyziemne. A czy jest coś bardziej przyziemnego niż chleb nasz powszedni? Czy posłowie wiedzą jeszcze ile kosztuje zwykła kajzerka - biała bułka stanowiąca składnik śniadania oraz kolacji większości wyborców.

Senator Stefan Niesiołowski (PO) aż przystanął z wrażenia gdy usłyszał pytanie. - Chyba 60 groszy - stwierdził po namyśle i pobiegł na umówione spotkanie. - Kajzerka kosztuje 50 groszy - stwierdził autorytatywnie rolnik i wicemarszałek w jednej osobie Jarosław Kalinowski (PSL). Kiedy usłyszał, że pomylił się o mniej więcej połowę (w większości warszawskich sklepów kajzerkę można kupić za 25 groszy, a bywają tańsze) wcale się nie zmieszał. - Bo za 50 groszy to jest taaaaka wielka bułka - żartował.

Pół złotego kajzerka kosztuje także zdaniem szefowej komisji finansów. - Może taka cena będzie w najbliższej przyszłości, bo skoro spodziewamy się podwyżki stóp procentowych to będzie impuls inflacyjny - tłumaczyła Aleksandra Natalli Świat (PiS). Stosunkowo blisko prawdziwej ceny był jej partyjny kolega. Zdaniem Jacka Kurskiego kajzerka kosztuje w tej chwili 35 groszy. - Taka jest cena u nas w Gdańsku. A jeśli w Warszawie jest taniej, to tylko dlatego, że jest to prowincjonalne miasto - przekonywał. Podobna cenę wskazywał również mieszkaniec stolicy Ryszard Kalisz (SLD).

Roman Giertych (LPR), kiedy padło pytanie, na chwilę zamilkł. - Ja nie kupuję kajzerek. Wolę chleb baltonowski - usiłował wybrnąć z opresji. - Ile zatem kosztuje ten chleb? - drążyliśmy. - A to zależy od tego czy jest krojony czy w całości. A poza tym proszę do mnie zadzwonić jak będę miał więcej czasu - zdenerwował się i ruszył szybkim krokiem w kierunku swojego gabinetu.

Na wiecach wyborczych warto zadawać posłom pytania o świat otaczający nasz wszystkich. Gmach parlamentu okazuje się być kapsułą wyjątkowo odporną na rzeczywistość, w której żyje się jak w innym świecie.

PS Tekst powstał jako próba zrelaksowania się od zadawania posłom poważnych pytań.
 
 Oceń wpis
   

Nawet nie zdawałem sobie sprawy jak odpowiedzialna jest rola blogera. A wszystko zaczęło się kilka dni temu, kiedy raczej w kpiarskim tonie opisałem wizytę hodowców bydła u marszałka Sejmu Ludwika Dorna. Dziś będzie poważniej, bo jak się okazuje sprawa wcale nie jest śmieszna.

- To jest pan Osiecki – zobaczyłem wycelowany we mnie palec Gosi Naukowicz z IAR. W ślad za ręką podążał wzrok dwóch dżentelmenów, którzy zaczęli bacznie mi się przyglądać. – Ale na pewno panowie chcecie rozmawiać ze mną? W Sejmie jest nas dwóch Osieckich. Ważniejszy jest Grześ z Panoramy – stwierdziłem czując się trochę niepewnie, ponieważ moich rozmówców nigdy wcześniej na oczy nie widziałem.

- To pan pisze w Money.pl? – zapytał jeden z nich. Kiedy przytaknąłem. Potwierdzili, że chodzi akurat o mnie i to co napisałem na swoim blogu. A konkretnie o tekst dotyczący „Krwawego Ludka” i eurosteków.

- Bo wiem Pan, nam chodzi o to, żeby nagłośnić nasze problemy. Niech pan coś jeszcze o nas napisze – poprosili. I zaczęli opowiadać o ciężkiej doli hodowcy bydła w Polsce.

Panowie zakończyli właśnie kolejną peregrynacje po Sejmie i nie wyglądali na zadowolonych.

Jak mówili chodzą od klubu do klubu i usiłują zainteresować sprawą polityków. Po pierwsze jak wynika z badań polskie mięso wołowe jest gorsze niż zachodnie. Chodzi o twardość. – Na zachodzie potrafią wyhodować zwierzęta dające mięso nawet trzy razy bardziej kruche niż my. Pytaliśmy naukowców jak osiągnąć odpowiednie wyniki, a oni mówią, że sami nie są pewni. Tłumaczą, że chodzi o jakieś molekuły – opowiadają.

Podobno prosili aż w szesnastu uczelniach i zakładach naukowych korzystających z różnych grantów o pomoc przy hodowli krzyżówek. I co? I nikt nie odpowiedział na ich prośby.

Politycy jakoś nie wykazują wielkiej chęci do współpracy. Na potwierdzenie swoich słów panowie wyjmują z teczki propozycję promocji polskiej wołowiny. Na dokumencie pieczątki wszystkich klubów parlamentarnych. Ale nasi dzielni posłowie ograniczyli się do przystawienia pieczątki.

- Tylko marszałek Ludwik Dorn zainteresował się naszymi problemami – mówią hodowcy. Przyznam się, że współczuję hodowcom. Ich minister najpierw zajmował się promowaniem siebie, a potem stracił stanowisko. Dziwi mnie, że Ludwik Dorn zamiast szefa komisji rolnictwa zaprosił do siebie hodowców bydła. Krzysztof Jurgiel przecież cały czas się kręci po sejmie. Ale czego wymagać człowieka, który jako minister rolnictwa na pytanie: „Co pan sądzi o pracy ARiMR?” odpowiada bardzo niepewnym głosem: - „Ale co to jest ARiMR?”

(zainteresowanym mogę udostępnić mp3 z tym nagraniem)

A zatem trzeba promowac polskie mięso na własną rękę. Mozę rzeczywiści epomysł stworzenia „Eurosteka 2012” (Panowie logo było naprawdę fajne) jest dobrym pomysłem, aby pokazać światu (a przynajmniej Europie),że nasze mięso jest niezłe. Do piwa po meczu będzie jak znalazł.

A więc jedzmy polskie mięso. Idę do bufetu senackiego na tatarka. Z polskiej wołowiny oczywiście :)
 


Najnowsze komentarze
 
2013-10-20 22:39
rtvagd do wpisu:
Samobójstwo medialne PiS
podoba mi sie blog
 
2013-08-16 18:25
chwilowka do wpisu:
Pobili Rokitę - czyliw oparach absurdu
Tylko niektórzy dziennikarze, brukowi.
 
2012-12-06 13:15
prawnik_ do wpisu:
Porażająca niekompetencja ministra Ziobro
Teraz mamy ministra sprawiedliwości który nie jest prawnikiem.
 



 
Dziennikarz Newsweeka
 



Kategorie Bloga
 
Ogólne
 



Moje linki


Ulubione blogi