Sejm od kuchni
Dziekuję Profesorze... 2009-03-10 08:50
 Oceń wpis
   
...za to, że chciał Pan opowiedzieć o sobie. Pokazać innym jak żyć.
To była ważna, ale trudna lekcja - zwłaszcza kiedy rozmawialiśmy o tym co nieuniknione:
 
„Ludzie w Polsce wstydzą się chorób?
Tak. Proszę sobie przypomnieć, jak długo niepełnosprawni wstydzili się wyjść na ulice. Oni się jednak przełamali. Pacjenci onkologiczni wstydzą się swojej choroby chyba do dzisiaj. Uważam to za wielki błąd, nieporozumienie. Przecież np. choroby serca nikt nie wstydzi.
 
Może dlatego, że mniej ją widać.
Ale jest równie nieprzyjemna i ciężka. Raka trzeba traktować normalnie. To po prostu choroba i się z nią walczy. Tylko od charakteru zależy, jak człowiek do tego podchodzi - czy jest przerażony, czy potrafi ją zaakceptować. Ja nie jestem przerażony, jak widać.
 
To optymizm?
Nie, to nie ma nic wspólnego z optymizmem.
 
Mam swoją teorię: pan profesor jest po prostu królem życia. I takim ludziom łatwiej jest przyjmować to, co daje los.
[śmiech] Też tak uważam. Po prostu zdaje sobie sprawę z tego, że ma ludzi nieśmiertelnych. Wszyscy bez wyjątku muszą kiedyś umrzeć.
 
Panie profesorze, czym jest dla pana śmierć?
Snem. Tyle, że wiecznym.
 
Kiedy człowiek umiera?
Gdy zanika świadomość, a więc - gdy przestaje funkcjonować mózg.
 
Boi się pan śmierci?
Nie.
 
Dlaczego?
Mogę umrzeć w każdej chwili i nie stanowi to dla mnie żadnego problemu. Nie ma mnie w tej chwili na moich ukochanych wyspach Zielonego Przylądka, bo rozmawiamy tu, w Warszawie. Nie ma mnie też nad Bugiem. I gdybym umarł, po prostu nie byłoby mnie tutaj, w tym miejscu. Poza tym nic nie zmieniłoby się na świecie.
 
Świat stanie się uboższy o jednego człowieka.
Tyle, że w żaden sposób nie zmieni to świata.”
 
Z tym ostatnim zdaniem Panie Profesorze nigdy nie mogłem się zgodzić. W niedzielę na świecie zabrakło Człowieka o wielkim sercu. Człowieka, który żył po to, aby pomagać innym. Tej pustki nie uda się wypełnić. Zostały tylko wskazówki udzielone uczniom, prace Fundacji i serca, które biją dzięki Panu. To dużo, ale bez Pana tak mało.
W piątek zaniosłem Panu z drukarni gotową książkę. Usłyszałem, że Pana stan jest zły. Ale wszyscy mieliśmy nadzieję, że znowu nadejdzie poprawa. Że znowu pokona Pan chorobę. Przecież tyle razy udawało się.
Po raz pierwszy brakuje mi słów żeby wyrazić co czuję.
Żałuje, że już nie wypijemy kolejne kawy podanej przez Panią Monikę w Sejmie. Żałuję, że nie skończymy niektórych dyskusji. Żałuję, ze nie zobaczę już Pana uśmiechu kiedy spotykaliśmy się w kuluarach, po prawej stronie sali plenarnej. Brakuje Pana na świecie.
 

 

 

 

Cytat pochodzi z naszej rozmowy z Profesorem – książki: Zbigniew Religa człowiek z sercem w dłoni.
 
Wyznania profesora Religi 2009-02-28 10:45
 Oceń wpis
   

Milczałem na blogu przez kilka ostatnich tygodni. W tym czasie rozmawiałem z Profesorem Zbigniewem Religą. Z naszych spotkań powstała książka:

Wszystko zaczęło się kiedy Profesor zrezygnował z wyniszczającej jego organizm chemioterapii. W czasie krótkiej rozmowy na sejmowym korytarzy zaproponował powrót do projektu sprzed kilku lat: wywiadu rzeki.
Podziwiam go za chęć do pracy. Najpierw spotykaliśmy się w sejmowej restauracji po obradach. Kiedy nie miał siły przychodzić do Parlamentu zaczęliśmy spotykać się w jego domu. Mimo postępującej choroby nie odpuszczał. Kiedy tylko miał siłę dzwonił i pytał czy mogę wpaść. Tak spędziliśmy m.in. 31 grudnia (nawet przez chwile nie żałowałem, że odpuszczam sobie sylwestra).
Rozmawialiśmy szczerze o wszystkim: Jego młodości, początkach kardiochirurgii w Polsce, o polityce, pracy w rządzie (nazwisko Kaczyński ma największą liczbę odnośników w indeksie - nawet mnie to zaskoczyło kiedy składaliśmy indeks ;), a także o życiu prywatnym, nałogach i chorobie. 
Profesor niestrudzenie nanosił poprawki na kolejne wersje rozdziałów. Cierpliwie tłumaczył kiedy nie rozumiałem jakiś zagadnień medycznych. I nawet teraz, kiedy choroba znowu silnie atakuje dzwoni dopytuje się jak postępują prace i doradza co poprawić. Mam wrażenie, że udało się stworzyć naprawdę ciekawa opowieść.
 
Ta praca pokazał jeszcze jedną rzecz. Nawet w tych trudnych czasach zdarzają się cuda. Wydawca postanowił część zysku z książki przeznaczyć na dzieło życia Profesora - Fundację Rozwoju Kardiochirurgii. I za to dziękuje Wydawnictwu Prószyński z całego serca.
Zbierając materiał miałem okazję zobaczyć Fundację. Profesor, cytując słowa Horacego, ma w Zabrzu pomnik trwalszy niźli ze spiżu. W FRK robi się fantastyczne rzeczy. Dlatego proszę Was Czytelników tego bloga - kiedy będziecie rozliczać PIT pamiętajcie o możliwości odliczenia jednego procenta i o Fundacji Profesora.

Skąd ta notka? Książka właśnie trafiła do drukarni. I dziś tą drogą chciałbym podziękować wszystkim, którzy pomogli przy jej tworzeniu!

 


Najnowsze komentarze
 
2013-10-20 22:39
rtvagd do wpisu:
Samobójstwo medialne PiS
podoba mi sie blog
 
2013-08-16 18:25
chwilowka do wpisu:
Pobili Rokitę - czyliw oparach absurdu
Tylko niektórzy dziennikarze, brukowi.
 
2012-12-06 13:15
prawnik_ do wpisu:
Porażająca niekompetencja ministra Ziobro
Teraz mamy ministra sprawiedliwości który nie jest prawnikiem.
 



 
Dziennikarz Newsweeka
 



Kategorie Bloga
 
Ogólne
 



Moje linki


Ulubione blogi